Po Junckerze – Schulz. Maski spadły, czas na argument siły

Opublikowano Wrzesień 11, 2015 | przez Gofrey

47bfe3a6b368e0b217c39d789a94ea7b

Ledwie ochłonęliśmy po wypowiedziach Jean-Claude’a Junckera dotyczących solidarności na naszym kontynencie, a już kolejny urzędnik z Unii Europejskiej kompromituje się swoimi teoriami dotyczącymi między innymi Polski.

Wypowiedzi Junckera, które sugerowały, że nasz kraj jest cokolwiek winny komukolwiek, mimo powtarzających się w historii przypadków sprzedawania Polski i Polaków przez sojuszników, były po prostu głupie. Idiotyczne, nieprzemyślane, oparte na bardzo płytkich przemyśleniach i bez elementarnej wiedzy – ale jednak, to tylko durne pieprzenie pod nosem ignoranta z Luksemburga.

Dziś jest gorzej. Dziś bowiem nie chodzi już o jakieś retoryczne próby przekonania kogokolwiek, że warto pomagać, także dlatego, że i my otrzymywaliśmy pomoc na różnych etapach naszej historii. Nie chodzi o namowy i zasypywanie argumentami, ale o zwyczajną groźbę. Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, w wywiadzie dla telewizji ZDF, przekonuje, że „potrzebujemy ducha europejskiej wspólnoty i w razie konieczności, to musi być siłą narzucone”. Chodzi oczywiście o sprawę przyjmowania uchodźców i imigrantów, których setki tysięcy są w drodze do Europy. Schulz straszy nacjonalizmem i apeluje, by przeciwdziałać mu na wszelkie możliwe sposoby. Także siłą, bo „w pewnym momencie trzeba walczyć i trzeba powiedzieć: w razie konieczności, także walką przeciwko innym, postawimy na swoim”.

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, ważny gość, jedna z grubszych ryb w mętnym stawie Unii Europejskiej, a w dodatku Niemiec. Niemiec, swego czasu określony przez Silvio Berlusconiego jako „idealny do odegrania roli obozowego kapo”. Nie chodzi o pomoc czy jej brak, bo to sprawa tak skomplikowana, że nie czujemy się na siłach, by rozważać za i przeciw. Chodzi o wolność. Suwerenność. Postawienie pewnej granicy, gdy apele o moralność zamieniają się w zwyczajne machanie mieczem, w dodatku przez tych, którzy w teorii mieli być wielkimi architektami i gwarantami pokoju.

Wypowiedź Schulza nie ma drugiego dna, nie stanowi żadnej barwnej metafory. Bardziej brzmi jak ujawnienie dawno gotowego planu. „Jeśli ktoś nie będzie nam posłuszny, zginie”. Nie ma zgody na brak zgody. Tolerancja dla innych poglądów kończy się tam, gdzie ustali Unia Europejska. Możecie sobie decydować o tym, czy chcecie składać blachy do niemieckich aut, czy siedzieć na kasie we francuskim markecie, ale na tym kończy się wolność podejmowania wyborów dotyczących państwa. Możecie sobie decydować, czyje gęby będą was śmieszyć w wyborach parlamentarnych, ale dużą politykę, naprawdę ważne wybory, zostawcie nam. Panom Europy.

Do tej pory szantaże były proste: zróbcie to, bo będziecie zacofani. Zróbcie to, bo nie będziecie nowocześni. Zróbcie to, bo nie będziecie Europejczykami.

Teraz maski spadły. Zróbcie to, bo tak ma, kurwa, być. A jak nie to w ryj.

Swoją drogą, Schulz musi być prawdziwym idiotą jeśli sądzi, że dobrą metodą na przekonanie Polaka do jakiejkolwiek decyzji jest argument siły. Przekonywali się o tym jego ojcowie, dziadkowie, pradziadkowie. Prędzej czy później przekona się pewnie i on.

I tak jak wczoraj warto zaznaczyć – wielu Polaków w tym i my chce pomagać w ten czy inny sposób. Ale jeszcze raz: zadecydować o tym chcemy sami.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑