Pochwała picia. I lament nad żenującymi statystykami Polaków

Opublikowano Maj 30, 2013 | przez ZP

alko

Powyższe zdjęcie nie pozostawia żadnych wątpliwości: upadliśmy jako naród bardzo nisko. Nie jest już tak, że Polak potrafi.

Skończyły się złote czasy naszego kraju w Europie. Dawniej, gdy człowiek mówił w Rzymie, Oslo a nawet Moskwie skąd pochodzi, tamtejsi mężczyźni gwizdali z podziwem. I mówili coś w stylu „u was to się dopiero pije. Szacun.”

Polak to był w przeszłości na Starym Kontynencie ktoś. Przedstawiciel narodu uciśnionego, smutna, liryczna dusza. Mężczyzna po przejściach, który ma na swoje problemy jeden lek: procenty. Tak postrzegano nas na tak zwanym zachodzie. Dlatego zachwyceni nami byli nie tylko faceci – niejedna kobieta z przeszłością, a i dziewczyny bez takowej też, nie przechodziły koło nas obojętnie. Wiadomo: każda babka lubi się raz na jakiś czas zadać z chamem od którego capi gorzałą. Źli chłopcy byli, są i będą w modzie, choćby nie wiem jak bardzo laski zaprzeczały.

Niestety, to se ne vrati, jak śpiewała Helena Vondrackova. Od teraz kiedy nowopoznany obcokrajowiec dowie się skąd pochodzimy, nie będzie już okazywał Polakowi respektu. Miast braw usłyszymy pogardliwe prychnięcia. I będą one, niestety, zasłużone. Bo stała się rzecz niepojęta:

spożycie alkoholu jest u nas poniżej średniej europejskiej. 

To coś zupełnie niesamowitego. To jakby Amerykanie przestali nagle wpieprzać hamburgery. Anglicy pić herbatkę. Turcy żreć kebaby. A Czesi wlewać w siebie piwsko. Właśnie – Pepiki. Od teraz słyną nie tylko z dobrego kina i znakomitych hokeistów. Od teraz są liderami w dziedzinie chlania. I to, jak widać na zdjęciu, liderami zupełnymi. Nawet Żabojady, Brytole i Niemcy nie mają co z nimi rywalizować.

Czas umierać.

Albo i nie.

Może zamiast lamentować i załamywać ręce, trzeba wziąć się do roboty? I zamiast jednej lampki wina przed snem dziabnąć dwie? Dwa piwka pite zwyczajowo do meczu zastąpić czterema? Do flaszki wódki, którą opróżniamy z przyjacielem na dwóch w sobotę, dołożyć jeszcze jedną? Tak by chyba wypadało. Trzeba zintensyfikować nasz procentowy trening, inaczej za rok polskie statystyki na tle unii będą wyglądać jeszcze bardziej kompromitująco.

Ja już na przykład wziąłem się do roboty – w noc poprzedzającą popełnienie tego tekstu wychyliłem0,6 L łychy. Teraz czas na was moi drodzy. Okazja, żeby wziąć się za siebie idealna, w końcu mamy kolejny dłuuuuugi weekend.

Komentarze




Back to Top ↑