Pochwała prostoty

Opublikowano Marzec 19, 2014 | przez Gofrey

06.06.2001 WARSZAWA - DRESIARZEFOT. ALBERT  ZAWADA  / AGENCJA GAZETAAZ 638

Wszyscy za tym gonią. Każdy chce to mieć. Bez wahania wskazujemy – pieniądze, kariera, własny kwadrat. Za wzór robią celebryci z drogimi alkoholami w eleganckich wnętrzach, albo biznesmeni w garniturach z portfelami, których grubość może konkurować wyłącznie z rozmiarem biustu otaczających ich panien.

„Sto tysięcy dziewczyn chciałoby być Paris Hilton, sto tysięcy facetów chciałoby być jej bielizną”. Dobre pieniądze, dobra praca, dobre imprezy i ten kuszący „high-life”. Ale co zrobić, gdy dojdziemy do wniosku, że… szczęście leży gdzie indziej?

Ten Typ Mes to jeden z tych raperów, którzy raczej dyktują aniżeli podążają za trendami. Dlaczego? Bystre oko i zróżnicowana ekipa, dzięki którym pewne sprawy, nawyki, przyzwyczajenia i obyczaje stają się bardziej wyraźne, łatwiejsze do uwypuklenia, a następnie kwiecistego opisania. Sam wyraził to soczystym wersem:

„Mówię głośno to, co wszyscy myślą; Sorry, nie wszyscy – ci, którzy myślą szybko”

Ostatnio Mes zaatakował nowym singlem z nadchodzącej płyty „Trzeba było zostać dresiarzem”. Jestem świeżo po wysłuchaniu obu kawałków promocyjnych oraz przeczytaniu felietonu autora, który delikatnie sugeruje, co było inspiracją tego albumu.

Zasadniczo zbiegło się to w czasie z moim tekstem o kulturze bloków (tutaj – http://wyszlo.com/wizyta-w-bloku-czy-istnieje-cos-piekniejszego), a szkielet przemyśleń jest podobny. Chodzi bowiem o… pochwałę prostoty. Mes apeluje, by dres i „najki szoksy” traktować jako miejskie kierpce i ciupagę, wyraz folkloru, który należy postrzegać jako urozmaicenie rzeczywistości, a nie szkodliwy przypał w świecie jednolitych trendów modowych w całej tzw. „Europie Zachodniej”. Mes przekonuje, że nadejdzie czas, gdy po ulicach będą śmigały jednakowe klony rówieśników z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Włoch, gdzie różnorodność już teraz zanika. U nas własny styl ma się dobrze, co niektórzy nazywają wiochą, inni… krzyczą, że „trze’a było zostać dresiarzem”.

Dlaczego postanowiłem się w to wgłębić? Sam od dawna apeluję o dostrzeganie, że nasze odstawanie od norm „europejskich” to nie wada, ale skarb, którego należy strzec i który należy pielęgnować. Kwieciste wynurzenia po wódzie zamiast obleśnie chłodnych „small talk” nad „frappe machiatto”. Boazeria, zamiast skręcanych mebli eksportowanych ze Szwecji do osiemdziesięciu czterech krajów. Dresy, wędkarskie kamizelki i rosół ze schabowym, zamiast niedzieli w centrum handlowym. To jeden aspekt, drugi zaś – jak łatwo zburzyć i zdemontować marzenia o pięknym, szybkim i bogatym życiu. Pochwała prostoty i lokalnych przywar, nie dlatego, że genetycznie dobrze czujemy się przy filiżance herbaty i dobrym cieście, ale dlatego że życie z pierwszych stron gazet nie wygląda aż tak pięknie.

Mes w kawałku „LOVEYOURLIFE” jest bardziej przewrotny niż bałkańskie narody i metaforyczny jak młodzi adepci poezji. Żongluje już od początku – beat to pomieszanie dyskoteki i reklamy marki odzieżowej, a sam zwierza się, że efekt, który chce osiągnąć ,da się ogarnąć jedynie poprzez zestawienie słów „love” i „life”.

Sprawdzam, wpisuję w wyszukiwarkę frazę „love your life”. Bingo, osiemset dyskotekowych hitów, tysiąc sześćset grafik z zachodzącym słońcem na plaży i miliony postów na forach nastolatek. „Kochaj życie”. Coś jak „YOLO”, biblia hedonizmu, czyli rób co chcesz, bo żyjesz tylko raz. A jednak, Mes dodaje: „love YOUR life”. „Kochaj SWOJE życie”. Dlaczego swoje? Bo inne może nie być tak piękne, jak to sobie wyobrażasz.

 

Raper opisuje dwie proste historie równie prostych ludzi – ziomek ze wsi „spo-spod Lichenia” oraz anonimowa Aneta. Oboje spotykają pluszowego misia spełniającego życzenia i bez wahania decydują – on chce dymać Herbuś, ona mieć bogatego męża z Warszawy. Potem jednak ich losy to równia pochyła, czyli poznanie od środka zepsutego życia tych, którzy na plakatach wyglądali na urodzonych zwycięzców. Herbuś chce wybierać kinkiety i jeść surowe ryby, biznesmen Bruno funduje serię zabiegów chirurgii plastycznej. Oboje kończą swoje zwrotki krótkim: „oddaj mi MOJE życie”.

Genialne w swojej prostocie, a jednak jakże rzadko pamiętane, szczególnie przez młodych. Przez tych młodych, którzy wciąż są zapatrzeni we wzorki z plakatów, zapatrzeni w życie gwiazd, które przecież – jak przypomina Mes – srają w dokładnie ten sam sposób.  Tu znowu trzeba skorzystać z Mesa:

„Palimy mosty, wysadzamy drogi, używamy teleportów, By znaleźć się na łące, zwyczajnej łące, niczego po środku. Myślę o twojej babci, czy o mojej babci, były tak skromne nie? Ich życie było ich, tylko ich, choć wygodne mniej.”

Ich życie. Nasze życie, z ciastem, herbatą, żołądkową gorzką, bez sushi i garniturów Hugo Bossa, ale NASZE. Z osobami, na których naprawdę nam zależy, a nie tymi, które musimy znosić, by nie wypaść z obiegu. W miejscach, które lubimy odwiedzać, a nie które wypada odwiedzić, by czuć się modnym. Wykonując czynności, które kochamy, a nie te, które „robią wszyscy”. Z naszą swojską kulturą, z naszymi – momentami przypałowymi i obciachowymi – obyczajami i zwyczajami. Z wszystkimi wadami i zaletami, ale przede wszystkim – bez udawania kogoś, kim nigdy nie będziemy. Nie dlatego, że się nie da. Dlatego, że nie warto…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑