„Pociąg” – dobra odskocznia od popcornowego chłamu

Opublikowano Czerwiec 21, 2013 | przez Pato

pociag

Kiedy ktoś pyta mnie, czy widziałem nowego Boyle’a – zgodnie z prawdą odpowiadam, że jeszcze nie. Gdy ludzie wokół rozmawiają o Ryanie Goslingu na tajskim ringu, łapię się na tym, że przypadkowo sześć razy obejrzałem w Canal+ powtórkę „Drive”, a wciąż nie załapałem się na jego nowy film.

W ogóle łapię się na tym, że przestałem oglądać nowości. Od jakiegoś czasu opowiadam znajomym o starociach z Kino Polska, a nie wiem, co teraz leci w kinach. Ten stan pewnie będzie trwał nadal, nawet jeśli zachwycając się filmem z lat 60. po raz kolejny odniosę wrażenie, że rozmówca/czytelnik myśli sobie – „co on pierdoli…”. Dlatego dziś kilka zdań o „Pociągu”, kultowym dziele Jerzego Kawalerowicza z 1959 roku.

 Dla tych, którzy cenią w kinie subtelność, kameralność, sposób, w jaki przedstawione są emocje poszczególnych bohaterów, ta pozycja to absolutny „must see”. Kawalerowicz umieszcza akcję w pociągu, który mnie jak przez nicość, a perfekcyjne zdjęcia Jana Laskowskiego sprawiają, że przez półtorej godziny czujemy się, jakbyśmy byli jednym z uczestników podróży. Jeśli lubisz cały ten wagonowy klimat albo po prostu marzycielskie gapienie się w szybę – na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.

 Głównymi bohaterami są Jerzy (Leon Niemczyk) i Marta (Lucyna Winnicka), którzy najpierw kłócą się o miejsce w przedziale, a potem nawiązują kontakt i stopniowo odkrywają przed sobą tajemnice, ale to, co ważne i ciekawe dzieje się też w tle. W jednym wagonie mamy cały wachlarz ludzkich osobowości: księdza mówiącego ludziom, jak mają żyć, cierpiącego na bezsenność dziadka, konduktorkę, która szuka docenienia swojej pracy albo znudzoną małżonkę, prześlizgującą się po korytarzach w celu nawiązania jakiegokolwiek kontaktu.

 Słowo kontakt jest zresztą kluczem do całego filmu – każdy z pasażerów szuka go na swój sposób. Dzisiaj pierwszy lepszy pociąg to emocjonalna izolacja, zamykanie się w świecie słuchawek i laptopów, tutaj jest odwrotnie. Każdy chce zostać dostrzeżony. Nieważne za co, byle tylko dostrzeżony. A pociąg pędzi. Zatrzymując się na kolejnych stacjach, zostawia bohaterów z ich troskami i niepokojem.

 Nie chcę mi się uderzać w patos i pisać wprost, że pociąg jest tu metaforą życia, a w filmie – jak to w wytrawnym studium psychologicznym – jest masa gestów i zdań, które na końcu układają się w całość. Niech każdy odkrywa je sam. Leniwą atmosferę zaburza w pewnym momencie element thrilleru, ale, tym którzy oczekują tutaj nie wiadomo jakich zwrotów akcji, od razu zdradzę, że takowych nie będzie.

 To, co mnie najbardziej uwiodło w „Pociągu” to m.in podsycony tajemnicą klimat, mistrzowska konstrukcja oraz piękna i wrażliwa Winnicka. Dziewczyna o mglistym spojrzeniu, nieco zagubiona, ale przez to jeszcze bardziej wpadająca w oko. Zamknięta w pociągowym mikrokosmosie pędzi, by coś zmienić. Szuka odskoczni od „tu i teraz”.

Polecam wszystkim, którzy lubią się w kinie ponudzić, po przeżywać albo – jak napisałem w tytule – mają chwilowy dość produkcji spod znaku popcornu i zimnej coli.

Komentarze

Kunszt Kawalerowicza
Obraz Polski w pigułce
Wrażliwość Winnickiej
Psychologia i emocje bohaterów

Podsumowanie: Klasyka polskiego kina. Polecany zwłaszcza tym, którzy esencji szukają pod płaszczem słów i gestów. Reszta niech leci na nowego Iron Mana.

4.5


Ocena użytkowników: 0 (0 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑