Nie tylko „Pod Mocnym Aniołem” – książki, które chcielibyśmy zobaczyć w kinie

Opublikowano Styczeń 9, 2014 | przez MB

podmocnym

Najbardziej wyczekiwana kinowa premiera początku roku? „Pod Mocnym Aniołem” Wojtka Smarzowskiego. Film na podstawie powieści Jerzego Pilcha pod tym samym tytułem. To drugi raz kiedy wielki ekran upomina się o tego autora. O innych upomina się niechętnie, choć niesłusznie. Poniżej kilka nazwisk i parę tytułów, które chętnie zobaczylibyśmy w kinie.

Sienkiewicz, Mickiewicz, Żeromski, Prus – stara gwardia, ją olewamy. Ja mam na myśli tych współczesnych. Takiego Żulczyka na przykład. Jego „Radio Armageddon” sprzed sześciu lat ma większy potencjał niż „Sala Samobójców” i siłę rażenia Stevena Seagala. Wrocławski Teatr Współczesny właśnie robi słuchowisko na jej podstawie, ale żaden Komasa jeszcze się nie znalazł żeby film nakręcić.

radio armageddon

Idźmy dalej – Michał Witkowski to geniusz, nie jakiś tam pedał. Bierz, co chcesz: „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej”, „Margot”, „Drwal” – gotowe scenariusze. Kobieta kierowca tira przebierająca się za dziwkę, tajemnicze zniknięcia, niepełnosprawna kupująca CB-radio, lodowate polskie morze, zabawa konwencją, polska prowincja no i geje, temat który u Witkowskiego powraca jak bumerang. Przed „Płynącymi wieżowcami” było „Lubiewo”. Mocne, kontrowersyjne i odważne. Jedna z najlepszych polskich książek ostatniego dziesięciolecia, która bez wątpienia zasługuje na uwagę reżyserów filmowych. Do teatru teraz mało kto chodzi i sztukę  Sekluckiego (kogo?) mało kto widział.

drwal

Za to wszyscy czytają Krajewskiego. Nie Seweryna, ale Marka. Popularność jego kryminałów to coś na kształt beatlemanii tylko na nieco mniejszą skalę, w końcu mówimy o literaturze, więc nie galopujmy. Dlatego dziwi mnie, że od 1999, kiedy to ukazała się „Śmierć w Breslau”, nikt nie zatrudnił Bogusława Lindy by zagrał zapijaczonego, zdezelowanego, ale hardego jak skurwysyn Eberharda Mocka. Czy w Polsce któryś z aktorów ma lepszą mordę do tej roli?

Łącząc boom na Krajewskiego z pierdolnięciem popularności skandynawskich kryminałów, no i oczywiście z talentem Pana Lindy, blockbuster murowany.

koniec świata w breslau

Mocnym punktem kinowych box office’ów byłaby z pewnością „Heroina” na podstawie wstrząsającej książki Tomasza Piątka. Nawet gdzieniegdzie wiła się wieść, że Paweł Sala (ten od „Matki Teresy od kotów”) zabiera się do roboty, a efekty pracy zobaczymy jesienią 2013 roku. Nie zobaczyliśmy. To nic. Piątek ma jeszcze co najmniej dwie zajebiste książki z kinowym potencjałem: „Kilka nocy poza domem” – seryjny morderca zabija wyłącznie wtedy, gdy głośna muzyka zagłusza ściany, „Dobry Pan” – pewien dobry nauczyciel zakłada dobrą szkołę.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego polscy filmowcy nie rzucają się sobie do gardeł żeby zaadaptować tekst „PL-BOYa” Marcina Szczygielskiego. Byłoby to kino lekkie, łatwe, przyjemne, z nutką ironii i zjadliwego poczucia humoru. Redakcja magazynu dla mężczyzn, kulisy pikantnych sesji zdjęciowych, perypetie miłosne, wyścig szczurów, seks i retuszowane modelki. Scenariusz wymarzony dla tercetu Adamczyk-Szyc-Karolak. Tylko tym razem bez żenady.

„Pod Mocnym Aniołem” wyląduje w kinach w połowie stycznia. Alkohol, upadek, ból, kac, trzydniowy zarost. Scenariusz wymarzony dla duetu Smarzowski-Pilch. Na pewno bez żenady.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑