Pogrzeb za życia. Niskie Łąki, najważniejszy klub Wrocławia, zrobił pożegnanie stulecia

Opublikowano Sierpień 9, 2013 | przez MB

943317_10151444885933193_1808108678_n

Niskie Łąki po kilkunastu latach rządu dusz nad wrocławskimi imprezowiczami, artystami, studentami, hipsterami, fanami dubstepu i muzyki punkowej niechybnie chylą się ku upadkowi. Klub postawił kropkę nad „i” tworząc wydarzenie „Koniec Niskich Łąk?”. Pomimo że przez ostatnie miesiące lokal świecił pustkami, na zamknięciu stawił się cały Wrocław.

W mieście nie ma chyba kumatej osoby, która o Niskich nigdy nie słyszała. W sumie przychodziły tu tylko takie – ludzie związani z muzyką, kinematografią, sztuką i teatrem. Klub organizował koncerty, pokazy filmowe, przeglądy, wielokrotnie funkcjonował jako klub festiwalowy (ostatnio podczas Planete +Doc Festiwal). Przede wszystkim jednak był miejscem najbardziej soczystych i krwistych bib w stolicy Dolnego Śląska. Najbardziej zasłużył się lokalnej scenie dubstep/drum’n’bass. Jako pierwszy grał tłuste basy i nie pierdolił się w tańcu jak niektórzy. W ostatnim czasie namnożyło się jednak trochę nowych miejsc i Niskie przegrały z drapieżną jak Artur Szpilka konkurencją. 7 sierpnia odbyła się impreza „Koniec Niskich Łąk?”. Impreza, o której Wrocław na pewno szybko nie zapomni.

475

Wiele klubów już we Wrocławiu upadało, każdy organizował pożegnanie (Vis a Vis nawet dwudniowe). Na kilku z nich byłem, ale żadne do tej pory nie okazało się takim sukcesem. I żadne pewnie już się nie okaże. We Wrocku tylko Niskie zasługują na taki splendor.

Można mieć za złe ludziom, że przez wiele tygodni szlajali się po innych imprezowniach, zamiast regularnie odwiedzać zasłużoną miejscówkę. Jednak w dniu zamknięcia wrocławianie okazali niespotykaną wręcz solidarność z klubem i pożegnali go z prawdziwymi honorami. Jak weterana wojennego. I to w środku tygodnia, w środę! Tłumy biły do baru, podwórko przed klubem było całe zawalone, ciężko było igłę wsadzić, a co dopiero znaleźć miejsce siedzące. Chuj, trzeba było przytulić się do kostki brukowej, która w obliczu nadprzyrodzonego tego wieczora upału okazała się zadziwiająco wdzięczną partnerką.

Ekipa z okazji zamknięcia nie przygotowała żadnych atrakcji. Nie było fanfar, balonów, tańczących fok, karłów roznoszących kokę, lesbijek w kisielu, Zygmunta Chajzera, popisów barmańskich, żadnego koncertu, żadnego tańca brzucha, nic, jedynie standardowe promocje na barze. Wiara przyszła z sentymentu. A zespół lokalnego artysty Sambora Dudzińskiego zjawił się na totalnym spontanie poinformowany przez kilku znajomych. Odstawił przezajebiste, kilkudziesięciominutowe fire show i w ten sposób podziękował Niskim Łąkom za wieloletnią gościnę.

480

Było duszno, tłoczno, głośno, mokro i towarzysko jak za najlepszych czasów klubu. Wóda kończyła się regularnie co godzinę, zeszło całe piwo, wszystkie soki i napoje gazowane. Z barmanów pot ściekał litrami, zepsuł się wiatrak, na pełnym parkiecie nie było suchej osoby. Biba trwała nieprzerwanie do 5:00 nad ranem. Nikt nie wymiękał. Nawet ci, którzy do tyry mieli na 7:00.

Załoga przeżyła więc pogrzeb za życia. A właściwie stypę. Impreza bowiem nie oznaczała ostatecznego końca Niskich Łąk (stąd znak zapytania). Obecnie klub przechodzi w ręce właściciela lokalu, w którym się znajduje. Ludzie, dzięki którym miejsce dorobiło się swojej miejskiej legendy, muszą chwilę poczekać. Trwają próby odratowania kultowego wrocławskiego miejsca. Poszukiwania inwestorów, spłacanie długów, zabiegi marketingowe. Tak naprawdę Niskie mają jeszcze miesiąc, podczas którego rozstrzygną się ich losy. Oby potoczyły się zaskakująco dobrze, jak walka tutejszego Śląska, któremu mało kto dawał szanse z faworyzowanym Clubem Brugge.

PS. Autorką zdjęć jest Alicja Kielan, projektantka, fotografka, blogerka:
http://www.alice-wake-up.blogspot.com/p/contact.html

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑