Polacy nie znają się na sporcie. Nie doceniają prawdziwych mistrzów, tylko królów niszowych dyscyplin

Opublikowano Styczeń 13, 2014 | przez Dżordż

wlodar

 

Podczas ostatniego Balu Mistrzów Sportu wpadłem na Krzysztofa Diablo Włodarczyka. Facet wyglądał jakby znokautował go przed chwilą Marcin Najman. Powód jego przygnębienia? Dopiero TRZYNASTE miejsce w plebiscycie na sportowca roku. Jak dla mnie – skandaliczne.

Mamy naprawdę niewielu sportowców, którzy coś znaczą w poważnych, uprawianych globalnie dyscyplinach. Agnieszka Radwańska, Jerzy Janowicz, Robert Lewandowski, Diablo i… właściwie to tyle (jeśli Robert Kubica zdominuje WRC, dopiszę go do listy). I co? I nie potrafimy ich docenić. Zamiast ludzi, którzy są znani niemal wszędzie ze względu na swoje UMIEJĘTNOŚCI stawiamy na osoby uprawiające sporty w skali świata śmieszne. Nic nieznaczące. Marginalne.

Umówmy się: ile krajów na poważnie skacze na nartach? Ile traktuje serio rzucanie młotem albo innym czajnikiem? W ilu państwach ważną rolę pełni notoryczne popierdalanie motocyklem w lewo? W niewielu. A mimo to podniecamy się chuderlawymi skoczkami oraz żużlowcami i nieco przejedzoną Anitą Włodarczyk jakby byli światowymi gwiazdami. Nie są. I nigdy nie będą, choćby zdominowali swoje dyscypliny na dłuuugie lata. Powód? W szerszej skali ich profesja nie obchodzi nikogo.

Amerykanie, Hiszpanie, Rosjanie czy Anglicy nie wysyłają tysięcy dzieci na treningi żużla czy skoków narciarskich. A na tenis czy piłkę już tak. Dlatego fakt, że pośród tylu kandydatów udało się przebić Lewandowskiemu, Janowiczowi czy Radwańskiej traktuje jako wielką rzecz.

Szczerze? Choć nie przepadam za Robertem, uważam, że jego wyczyny z Ligi Mistrzów (cztery gole strzelone Realowi w jednym spotkaniu!) biją na głowę zeszłoroczne dokonania Justyny „kocha ją cały kraj” Kowalczyk. Wyżej od naszego sympatycznego króliczka Duracella cenię też Jerzego. Ludzie, facet dokonał czegoś, czego nie zrobił nawet Wojciech Fibak – wszedł do półfinału Wimbledonu, najszacowniejszego turnieju świata! Imprezy, w której rokrocznie nie brakuje naprawdę zajebistych kafarów. I co? I naród uznał, że więcej w zeszłym roku zrobił niejaki Fajdek Paweł, skądinąd sympatyczny koleś, ale umówmy się, czego on jest mistrzem? Co to jest rzut młotem? Jeśli traktować by poważnie takie dyscypliny, to uważam, że plebiscyt powinien wygrać Sebastian Kawa, w 2013 dwukrotny mistrz Europy w szybownictwie, łącznie mający piętnaście medali ME i MŚ. Dla mnie facet uprawia tak samo „popularny” sport co Justyna, Fajdek i Stoch, więc powinien być traktowany na równi z nimi.

Zacząłem od Włodarczyka i na Krzyśku skończę. Facet jest naszym jedynym mistrzem świata w boksie – dyscyplinie, która może i przeżywa ostatnio kryzys, ale i tak na całej planecie ludzie walczą, walczyli i będą to robić. Przebić się z tylu potencjalnych fighterów to jest naprawdę coś. Pokonać rosyjskiego czempiona Rachima Czakijewa na jego terenie w Moskwie podnosząc się z kolan w momencie, w którym sprawa jest właściwie przegrana – to prawdziwe mistrzostwo świata. Niestety, Polacy uznali, że większe serce i jaja do walki mają Włodarczyk i Hampel oraz że ich osiągnięcia są poważniejsze. Śmiech na sali. Pusty, doniosły, bezradny. Urodziliśmy się głupi i zaściankowi i tacy też umrzemy. Zamiast doceniać światowych mistrzów będziemy w nieskończoność jarać się królami małego, międzynarodowego podwórka. Żenua.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑