Polacy uwielbiają przejmować sie pierdołami

Opublikowano Styczeń 4, 2014 | przez Dżordż

 polacy

Och, urwał mi się obcas w szpilkach od Gucciego. O nie, poplamiłem sosem z kebaba nową koszulę Lacoste’a. Matko, ale kicha, zaspałam do pracy i spóźniłam się piętnaście minut. Nie lubię mojego listonosza, to straszny burak.

Polacy od zawsze przejmują się pierdołami. Rzeczami nad którymi wielu wyluzowanych Włochów/Portugalczyków/Duńczyków nie pochyliłoby się dłużej niż pół minuty. My jednak nie możemy ich odpuścić, ponieważ uwielbiamy dramatyzować. I kierować całą parę w gwizdek.

Kilka razy w życiu zdarzyło mi się rozmawiać z Piotrem Pustelnikiem, naszym doskonałym himalaistą. Zawsze podkreślał jedno: że brakuje nam dystansu. Że człowiek rozumie to dopiero kiedy wróci z gór, w których otrze się o jakąś siłę wyższą, a często i śmierć zajrzy mu w oczy.

– Kiedy schodzę z Himalajów, nie przejmują się problemami życia codziennego w stylu, że ktoś obtarł mi samochód. Podczas wypraw zrozumiałem, że nie ma to sensu. Szkoda zdrowia – opowiadał mi Pustelnik.

Niestety, nie da się wysłać całego narodu polskiego na K2 w celu uzyskania odpowiedniego luzu po powrocie. Nie słyszałem też nic o tym, żeby wynaleziono ostatnio jakiś lek, który na trwałe smutasów zamieniałby w optymistów. A skoro tak, trzeba się pogodzić z jednym: Polacy jeszcze długo będą malkontentami. Oczywiście nie wszyscy, ale zdecydowana większość tak. Niestety.

Szukając przyczyn takiego a nie innego zachowania rodaków, wypada zadać pytanie: skąd ono się bierze? Dlaczego tak często przejmujemy się głupotami? Rozumiem, że bieda czy poważna choroba to powód do wyrywania sobie włosów z głowy, ale już np. spalenie żelazkiem ulubionych spodni nie powinno wywoływać lamentu, a raczej śmiech.

Myślę i myślę i właściwie nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Nie uważam, żeby frustrację wywoływała w nas bieda – aż tak ubodzy to znowu nie jesteśmy. Permanentny brak słońca też chyba nie jest główną przyczyną – wspomniani na początku Duńczycy również nie mogą narzekać na nadmiar promieni (promili za to mają w bród!), a jednak jakoś sobie radzą.

No to może uwarunkowania historyczne sprawiają, że jesteśmy tacy, a nie inni? Może te lata pod zaborami, a potem w komunie odbijają nam się teraz czkawką? Zawsze nam wszystkiego brakowało, więc jak teraz rozpieprzymy jakiś gadżet, to przeżywamy to podwójnie? Nie wydaje mi się, większość marud jakie znam to jednak moi rówieśnicy, ludzie koło 20stego, 30stego roku życia, którzy owszem, pamiętają i szanują historię, ale ona raczej nie determinuje ich zachowania.

W tym miejscu powinno dojść do błyskotliwej puenty, która podsumuje cały ten tekst. Niestety, nic takiego się nie zdarzy – nie mogę jej wymyślić. Kurwa mać, ale jestem zły, masakra. Szkoda, że nie ma w mieszkaniu kogoś, komu mógłbym się wyżalić.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑