Polak, choćby mu kawior pod nos podstawić, i tak zje gówno

Opublikowano Styczeń 4, 2014 | przez MB

mc

Krajobraz przeciętnego sektora restauracyjnego w galerii handlowej: knajpa wegetariańska, restauracja z samoobsługą, kanapkarnia, sushi bar, polskie jadło, dania greckie, McDonald’s/KFC/Burger King. W pierwszej żywego ducha, w następnych skromne kolejki, w fast foodach tłumy. Polacy zjedzą największe gówno, choćby im kawior pod nos podstawić.

Dysproporcje są kolosalne i zauważalne gołym okiem. Już nie można mówić o nachalnym marketingu, o działaniu reklam podprogowych, o ogromnej liczbie lokali ze śmieciowym żarciem. Zaczynamy mieć do czynienia ze świadomym wyborem.

Kiedy magazyny lifestyle’owe powoli zaczynają lansować modę na kulturalne spożywanie i smakowanie, na stołowanie się w stylowych knajpkach ze smacznym jedzeniem, gdy wreszcie wybór jedzenia i konsumpcja mogą stać się nie tylko codziennym obowiązkiem a częścią stylu życia i wyszukaną formą spędzania wolnego czasu z przyjaciółmi, cebulaki nadal stoją w kolejkach po makrojala.

I żrą. Bo konsumpcją tego nazwać nie można. Wpierdalają na potęgę, sos ścieka po ich ryjach, kawałki sałaty wypadają z napchanych po brzegi ust, okruchy na wąsach, plamy na koszulkach, jeden zestaw, drugi zestaw, dla mamy z podwójnym serem, dla dziecka z zabawką. Dupy im rosną już podczas posiłku, ciśnienie skacze podczas jazdy ruchomymi schodami. Wszędzie ślina, ciamkanie, mlaskanie i oblizywanie się. Niedzielne popołudnie w galerii handlowej.

Mała Zosia chciałaby rybkę zjeść albo sałatkę grecką, pierogów spróbować albo dowiedzieć się co to jest ten pomidor, biega i drze japę wniebogłosy dając rodzicom wyraźne sygnały, ale beton to beton.

Nie rzucę kamieniem, bo sam niewinny nie jestem. Znam swoje guilty pleasures i nie raz, nie dwa cheesburgera albo fryttortillę wszamałem. Jednak oglądając obraz weekendowej bitwy na żarło nawet mnie ogarnia strach. Szczególnie, że zaraz obok czekają posiłki smaczniejsze, cieplejsze i na pewno zdrowsze.

Musiałem być bardzo naiwny sądząc, że w Polsce lata dziewięćdziesiąte już dawno się skończyły. Lata powstawania pierwszych McDonaldsów, które wówczas jeszcze mogły robić wrażenie. Na otwarciu pierwszego lokalu w kraju zjawiła się wyłącznie elita ze śp. Kazimierzem Górskim pierwszym przy kasie. Chodziło się rodzinami, urodziny dzieciom wyprawiało, smakowało Zachód. Teraz po smaku Zachodu został tylko zapach w kiblu, a cebulaki nadal urządzają pielgrzymki.

I wcale nie przesiadują w kiblu, tylko wpieprzają. Od lat to samo ścierwo. Można by im pod nos za darmoszkę podstawiać bażanty w occie, dewolaje i inne rarytasty, a i tak wzgardzą jak pierwszym lepszym menelem.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑