Politycy walczą o czystsze powietrze. Szkoda, że rykoszetem może oberwać szary człowiek

Opublikowano Luty 25, 2015 | przez Jaskier

H3oY7To

Wiele polskich miast ma problem z zanieczyszczonym powietrzem. Liderem niechlubnej klasyfikacji jest Kraków, ale mieszkańcy innych ośrodków też skazani są na wdychanie syfu. Bez dwóch zdań, trzeba z tym walczyć. Być może lekko was zdziwimy, ale partia rządząca podjęła już nawet w tej bitwie pewne kroki. „Pewne” nie oznacza jednak „odpowiednie”. Chcielibyśmy zastąpić pierwsze słowo tym drugim, ale niestety nie możemy tego zrobić.

Wszystko wskazuje na to, że znów mamy do czynienia z pomysłem nie do końca przemyślanym. O co chodzi? Ano o to, że szykują się zmiany w tzw. ustawie antysmogowej. Zgodnie z nimi samorządy miałyby większą władzę w walce o ochronę środowiska. Jednym z pomysłów, które miałyby od tej pory wprowadzać w życie, jest zakaz wjazdu do centrum miast dla samochodów, które nie spełniają wyśrubowanych norm emisji spalin. „Przepustkę” w formie specjalnej naklejki przyznawałby stacje diagnostyczne podczas kontroli. Jeśli takowej nie posiadasz, wara od centrów, spadaj do siebie albo przyjmij mandat.

Nie najgorszy pomysł, oprócz walki ze smogiem, można wygrać przy okazji jeszcze jedną, a mianowicie o odkorkowanie naszych ulic. Gdzie jest więc haczyk? Cały problem polega na tym, że ze śródmieść nie zniknęłyby tylko wyjątkowe rupiecie, bo norm nie spełnia większość samochodów wyprodukowanych przed 2005 rokiem, w tym kilka bardzo popularnych w Polsce modeli aut rodzinnych.

Podobne rozwiązanie zastosowano w Berlinie i sprawdza się ono bardzo dobrze. Różnica polega na tym, że niemieckie społeczeństwo jest jednak trochę bogatsze. To my od nich skupujemy auta, a nie odwrotnie. Gdybyście nie wiedzieli, według szacunkowych danych, średni wiek polskiego samochodu to… 15 lat. W praktyce więc dostęp do wskazanych obszarów – czyli do miejsc pracy, centrów rozrywki, sklepów, restauracji, czasami też szpitali – byłby utrudniony dla zwykłych, w przeważającej części biedniejszych obywateli. Byliby oni skazani na komunikację miejską, bo nie każdego przecież stać na wymianę samochodu na odpowiedni.

Nie chodzi nam o to, by populistycznie krzyknąć: „PO atakuje najbiedniejszych!”, zostawmy takie slogany politykom opozycji. Rzecz w tym, by prawo było tak skonstruowane, by w końcu służyło ludziom, a nie uprzykrzało im życie. W tym przypadku widzimy takie zagrożenie. A że można kombinować inaczej, udowodnili wczoraj np. dziennikarze TVN Turbo, którzy zaproponowali, by w prosty sposób istniała możliwość odpisania sobie od podatku montażu instalacji gazowej. Samochody w nią wyposażone spełniają wszelkie normy.

Powietrze będzie czyste, a i atmosfera nie będzie zatruta przez podziały, które wytworzyłyby nowe przepisy.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑