Polscy widzowie dają zarobić serialom. Ale nie tym ze światowej czołówki

Opublikowano Marzec 5, 2015 | przez MB

na wspólnej

W sieci pojawiły się dwie listy prezentujące najbardziej dochodowe seriale. Zostały stworzone na podstawie danych zebranych przez Nielsen Audience Measurement i opracowanych przez Lowe Media. Polacy nadal wyżej cenią „M jak Miłość” niż „House of Cards”!

Pierwsza z list to TOP 10 seriali z największymi wpływami reklamowymi w 2014 roku.

Zestawienie otwiera polsatowska „Pierwsza miłość”, która na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy zarobiła niemal 226 milionów złotych! Druga pozycja należy do paradokumentalnej serii „Szpital” emitowanej na TVN-ie (225,3 mln zł). Pierwszą trójkę zamyka słynne „Dlaczego ja?” (prawie 210 mln zł). Pozostałe miejsca okupują: „Świat według Kiepskich”, „Barwy szczęścia”, „Na Wspólnej”, „M jak Miłość”, „Ukryta prawda”, „Dzień, który zmienił moje życie” oraz „W11 – Wydział śledczy”.

Druga lista to TOP 10 seriali z największymi wpływami reklamowymi w latach 2004-2014.

Pierwsze miejsce – „Na Wspólnej” (2,08 miliarda złotych polskich), drugie – „Pierwsza miłość” (1,95 mld zł), trzecie – „M jak Miłość” (1,42 mld zł).

W zestawieniu znalazły się również: „W11 – Wydział Śledczy”, „Świat według Kiepskich”, „Samo Życie”, „Barwy szczęścia”, „Dlaczego ja?”, „Detektywi”, „Klan”.

Wychodzi więc na to, że w Polsce nadal najlepiej mają się tzw. tasiemce. Wieloodcinkowe, ciągnące się jak flaki z olejem produkcje, w których dominują drewniana gra aktorska, słodkie rodzinne wątki, pierogi i język rodem ze szkolnych akademii. Co zatem z takimi hitami jak „House of Cards”, „Gra o tron” czy „Arrow”? Dla stacji telewizyjnych są prawdopodobnie… zupełnie nieopłacalne. Choć takie kanały jak Ale Kino+ czy polski oddział AXN inwestują w światowe przeboje, te pieniądze zupełnie im się nie zwracają. Jeden sezon takiego serialu trwa około jedenastu, dwunastu odcinków i w tym samym czasie antenowym musi konkurować z piętnastą serią „Na Wspólnej” lub dwudziestą piątą serią „Klanu”.

Emitując wartościową produkcję, której fabuła zamyka się w stosunkowo niewielu epizodach, stacje telewizyjne mają też proporcjonalnie niewiele okazji do nadawania reklam, przez co ich dochody są naturalnie mniejsze. Kabzę nabijają te seriale, dzięki którym widzowie mogą latami śledzić perypetie rodziny Lubiczów.

Inna sprawa, że publiczność serialowych gigantów mocno różni się od odbiorców polskich seriali obyczajowych. Przede wszystkim chodzi o Internet. W ubiegłym roku Polska była na drugim miejscu na świecie pod względem częstotliwości nielegalnego pobierania i udostępniania „House of Cards”! Głośne amerykańskie i brytyjskie produkcje są nagminnie piracone. Może dlatego, że w Polsce nie działa jeszcze Netflix, a może dlatego, że darmoszka zawsze będzie dla nas kusząca.

Wyniki finansowe osiągane przez polskie seriale z jednej strony mogą cieszyć, bo przecież to nasze, swojskie i znad Wisły, ale z drugiej strony zatrważają, bo w znaczący sposób definiują gust polskiego odbiorcy, który często nie sięga dalej niż na Sadybę.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑