Polski stand-up wychodzi z podziemia

Opublikowano Luty 2, 2016 | przez Tomas

Bez tytułu

Scena polskiego stand-up’u wchodzi na coraz wyższy poziom. Po kraju jeżdżą właśnie najlepsi wykonawcy tego gatunku w ramach organizowanej już w trzecim roku z kolei gali. Zainteresowanie, jakim cieszą się ich występy, potwierdza, że to właściwy kierunek.

Warszawa, Bydgoszcz, Gdańsk, Łódź, Poznań, Kraków, Wrocław, Katowice… W Poznaniu na jeden występ przyszło prawie dwa tysiące ludzi, w Łodzi – chętnych było tylu, że jednego dnia ten sam show odbył się dwukrotnie!

A sam show? Kilka moich refleksji z Łodzi…

Po pierwsze, gala faktycznie przypominała galę. Oświetlenie, muzyka i cała otoczka trochę w stylu wieczoru bokserskiego. Prowadzącym przedstawiciel płci pięknej – Katarzyna Piasecka. Kobieta bezkompromisowa, jadąca ostro po bandzie, bez żadnych ograniczeń, szalenie pewna siebie i naprawdę zgrabna. Taka, którą na randkę najchętniej zabrałbyś na pół litra (gwoli ścisłości: nikt nie mówi, że to złe).

Po drugie, tego typu gale faktycznie są potrzebne. Piasecka na dzień dobry zaznaczyła, by nie było ludzi rozżalonych, że któryś z występów gdzieś już widzieli. Ano widzieli, bo komicy wychodzący na scenę prezentowali swoje najlepsze teksty z 2015 roku. Skoro było to podane do wiadomości publicznej – sorry, rozpatrywania reklamacji nie będzie. I chociaż niektórym coś w głowach faktycznie dzwoniło, miał miejsce prawdziwy popis. Jazda bez trzymanki, najwyższy poziom. Best of the best, śmietanka polskiego stand-up’u. Świetna Piasecka, Ruciński i Giza, do tego Kopiec, Pacześ, Lodkowski i Rutkowski (moim zdaniem, najsłabszy). Kto pojawił się na sali w kiepskim nastroju, ten wracał z bólem brzucha po solidnej dawce śmiechu. Porządny show.

Po trzecie, stand-up’erzy bardzo często poruszają tematy tabu. Coś, o czym myślą i co robią wszyscy, ale rzadko kto mówi otwarcie. Było więc o robieniu loda, połykaniu czy dobrym ruchaniu. Rzecz jednak w tym, że większość trochę na siłę szukała wszędzie odniesień do seksu. Choćby Giza – mówiący o dymaniu starszej pani i byciu dymanym przez wielkiego faceta podczas zbliżającego się wybuchu bomby albo opierdalaniu gały przy bankomacie w zamian za wyższe oprocentowanie konta. Momentami granice dobrego smaku były przekraczane, ale to chyba jedyny minus całego show.

Po czwarte, dobór tematów naprawdę dobrze trafiał w poczucie humorów Polaków. Brutalne porównania do seksu, nawet jeśli zbyt częste, zazwyczaj bawią. Nasze podejście i traktowanie Żydów – jak zwykle, nieustannie rozśmiesza. Było też o miesiączce, wstawka z dążeniem do wolności finansowej czy pracy coachów (tzw. trenerów mentalnych), którzy muszą przede wszystkim wkuwać na pamięć powiedzonka innych. Giza mówił też ciekawie o internetowym hejcie: że nie istnieją hejterzy, tylko istniejemy my. Wszyscy ci, którzy wstali lewą nogą, są wkurwieni na otaczającą ich rzeczywistość, mają dość swojej żony, teściowej i buntującego się syna. Cóż więc robią z tą agresją? Siadają przed ekranem monitora i naparzają w klawiaturę. A gdyby w ten sposób ujście swoim emocjom dali… Izraelczycy z Palestyńczykami?

Po piąte, ostatnie: polski stand-up wychodzi z kryjówki. Już nie znajduje się w podziemiach, lecz na powierzchni. Jego sceną nie jest już garaż i piwnica u kumpla, a duże sale, w których na co dzień odbywają się koncerty europejskich sław. To cieszy.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑