Polski widz kinowy to nadal skończony wieśniak

Opublikowano Maj 6, 2014 | przez MB

kino

Choć od powstania pierwszego w Polsce Multikina minęło już szesnaście lat, rodak w kinie nadal zachowuje się jak neandertalczyk. Co gorsza, multipleksowa gawiedź coraz częściej zaczyna bywać w kinach niezależnych.

Dla prawdziwego kinomana nie ma nic gorszego niż seans ze źle wychowanym, głośnym i pozbawionym kultury osobistej widzem w jednej sali. W momencie, w którym multipleksy zaczęły w Polsce pojawiać się na każdym rogu, stały się najlepszym placem zabaw dla tego typu ludzi. Lekka komedia albo głośny blockbuster, Cola XXL, bitwy na popcorn, głośne porykiwania w trakcie filmu, komentowanie, darcie japy, ostentacyjne szeleszczenie czym popadnie – standard. No i dzieciaki, które z racji wieku bezmyślnie małpowały swoich starych i siały równie duże spustoszenie. Cwane i przebiegłe wsiury zaczęły przemycać w torbach i plecakach własne żarcie, co wzbogaciło gamę irytujących odgłosów o: chrupanie, ciamkanie, mlaskanie, łupanie, przełamywanie, siorbanie i, o zgrozo, o dźwięk otwieranej puszki browara.

Chlanie piwska na pełnej choćby w jednej trzeciej sali kinowej to szczyt chamstwa, które niestety od prawie dziesięciu lat jest tolerowane. Dla alkoholików stara sztuczka:

kubek

O ile wspomniane wyżej zachowania nadal są normą w kinopleksach, o tyle w kinach studyjnych i niezależnych do tej pory należały do rzadkości. Niestety, coraz więcej wieśniaków, którzy dotychczas babrali się we własnych śmieciach w Heliosie, można dostrzec we wrocławskim Kinie Nowe Horyzonty albo stołecznym Kinie Muranów.

Niedawna wizyta w tym drugim zakończyła się dla mnie nie lada traumą. Przelotny pobyt w Warszawie skwitowałem seansem „Tylko kochankowie przeżyją” Jarmuscha. Gdyby to ode mnie zależało, projekcję przeżylibyśmy tylko ja z dziewczyną.

W Kinie Muranów byłem wówczas pierwszy raz. Być może miałem wyjątkowego pecha, być może zadziałał urok ładnej pogody, ale takiego barachła nie widziałem dawno.

Pierwsze wrażenie – spoko, sporo ludzi, Polacy zaczynają lubić wytrawne kino, dobry sygnał. Ledwo skończyły się trailery, ledwo pojawiły się pierwsze napisy, maszyna konsumpcji ruszyła na dobre. Nie żeby na zwiastunach, nie żeby przed kinem albo we foyer, nie, kurwa, dopiero na filmie. Na starcie naliczyłem siedem puszek piwa, pięć paczek chipsów, jedną paczkę prażynek, dwa batony i trzy dzwoniące pełną pizdą telefony. Kto był w Kinie Muranów, ten wie, że dwie trzecie sali tam, a dwie trzecie sali w Multikinie to kolosalna różnica. Specyfiką kin studyjnych jest ich kameralność i najczęściej jednopoziomowe ułożenie krzeseł (piszę, bo pewnie niektórzy już zapomnieli), dlatego każdy szmer przeszkadza jak skurwysyn. W Warszawie chyba jednak mało kto się tym przejmuje. Ciche przyzwolenie na niekulturalne zachowanie obowiązywało do końca filmu. Potem naliczyłem jeszcze cztery browary i dwie komórki.

Najgorsza była jednak para świń rząd przed nami, która żarła chipsy. Nogi z dupy powyrywać to za mało. Jest taki film „God Bless America”…

 

Być może miałem wyjątkowego pecha, być może zadziałał urok ładnej pogody, a być może to przez tańsze bilety i promocje, którymi kina starają się zdobywać klientów. Muranów nie jest odosobnionym przypadkiem. W Nowych Horyzontach takie rzeczy dzieją się co poniedziałek, bo właśnie wtedy bilet kosztuje tylko 11 zł a nie 18 zł. Mam wrażenie, że na tego typu akcje załapuje się przede wszystkim gawiedź, która do kina chodzi od święta i nie ma pojęcia jak się zachować. A jak nie ma pojęcia jak się zachować, to zachowuje się tak jak zwykle.

kino2

To nie jest hejt na cenowe promocje, które co tydzień ratują mi i moim znajomym życie, to smutna refleksja nad kondycją polskiej kultury osobistej i obycia, które po wejściu do Unii Europejskiej, po sukcesach międzynarodowych festiwali muzycznych, teatralnych i filmowych w Polsce, po Europejskim Kongresie Kultury, po Euro 2012 i na dwa lata przed Europejską Stolicą Kultury nadal stoją na żenująco niskim poziomie. Polak wciąż utożsamia kino z przaśną rozrywką, a wypad na film to mniej więcej to samo co grill na działce albo zabawa w remizie. Gdy światła część społeczeństwa zdecydowała się mocno podkreślać wartość kina, cebulaki zaczynają sprowadzać ją z hukiem na ziemię…

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑