Polskie morze = wysyp tłuścioszków w każdym wieku

Opublikowano Sierpień 22, 2013 | przez Dżordż

grubasy

Takiego wysypu grubasów nad polskim morzem to jeszcze nie widziałem. A jeżdżę nad Bałtyk w miarę regularnie od kilkunastu lat.

Spaceruję po usteckiej promenadzie od kilku dni. Od niedzieli biegam codziennie po plaży. Byłem też na tutejszej dyskotece. I wiecie co? Liczba atrakcyjnych kobiet, jakie tu widziałem, oscyluje w granicach dziesięciu. Za to ludzi z nadwagą jest co niemiara, nie sposób ich wszystkich zliczyć.

Problem z sadłem zaczyna się już u kilkulatków. Małe kociołki chodzą trzymając rodziców swoimi pulchniusimi łapkami i wydzierają się co niemiara, że chcą lodów i gofrów. Starzy, zamiast dać dzieciom klapsa w dupę, a potem jogurt naturalny i banana, posłusznie spełniają ich pragnienia i napychają je dzień w dzień niezdrowymi kaloriami.

Nie lepiej niż przedszkolaki wyglądają osobniki w wieku gimnazjalno-licealnym. Owszem, w tym przedziale zdarzają się nad morzem goście typu „trenuję to mam kaloryfer na klacie”, ale są to wyjątki. W Ustce naprawdę często spotyka się nie młodych mięśniaków, a kilkunastoletnie ofiary fast-foodów. Dziewczynki o nogach potężnych jak drewniane falochrony, z sadełkiem, wylewającym się ze zbyt obcisłych spodni i spod przyciasnej koszulki w rozmiarze M (choć powinna być to XL) to normalka. Chłopcy, którzy od kilku lat nie widzieli swojego penisa inaczej niż w lustrze, też nie należą do rzadkości.

Prawdziwy dramat zaczyna się jednak u dorosłych. Bełcuny, którymi faceci niemal ocierają się o chodnik, niczym kotka w ciąży, to nad morzem coś tak naturalnego, jak sztuczne cycki u Dody. Ci goście są marzeniem każdego studenta medycyny – gdyby rozkroić te brzuchate potworki, uczniaki mieliby co robić przez tydzień.

Fatalnie prezentuje się również ich cera. Znać na niej lata chlania, niezdrowego jedzenia i palenia papierosów. Człowiek mija takich kolesi na ulicy i ma wrażenie, że z naprzeciwka nadchodzą cholerne zombie.

Czytam, że Polacy odżywiają się zdrowiej i więcej trenują, i wiecie co? Jest to rzeczywiście dostrzegalne w Warszawie, w której mieszkam na co dzień, ale już poza nią nie bardzo. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że Polska dzieli się na dwie części – stolicę i całą resztę. Myślę sobie, że coś w tym, niestety, jest.

Chciałbym, żeby to wyglądało inaczej. Żeby rodacy hurtowo zrozumieli wreszcie, że kebab to owszem, można zjeść, ale raz w miesiącu, a nie cztery razy w tygodniu na kolację. Żeby wbili sobie do głów, że pragnienie lepiej zaspokoić wodą niegazowaną niż przesłodzonymi do bólu napojami. I że jak już muszą napychać się lodami, to niech to będą sorbety, a nie śmietankowo-czekoladowe bomby kaloryczne.

Czy to wszystko jest to możliwe? Pewnie tak, w końcu przez te 24 lata od upadku komunizmu wielu z nas zrobiło ogromny postęp w niemal każdej dziedzinie życia, w kwestii odżywiania również. Obawiam się jednak, że dotarcie do świadomości WIĘKSZOŚCI Polaków to będzie proces niezwykle mozolny, a więc także baaardzo powolny…

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑