Pomylili wystawę z… napadem. Uroki sztuki współczesnej

Opublikowano Grudzień 10, 2015 | przez lucky bastard

Art Basel | Hong Kong 2013 | Galerie Eva Presenhuber

Tzw. sztuka współczesna. Wszyscy wiedzą, że coś z nią jest nie tak, że niechybnie zmierza w kierunku absurdu, mało kto ma odwagę przyznać się, że to przerasta jego pojmowanie pewnych rzeczy. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie dał się wyciągnąć się znajomym do galerii, w niej uznaniem kiwał głową w trakcie podejrzanego performancu, a w w głębi duszy myślał sobie – kurwa, po jaka cholerę ta dziwnie ubrana babka wchodzi po tej drabinie i właściwie dlaczego ja to oglądam? No właśnie. Mądre głowy oczywiście podpowiadają, że to metafora –  życia, kariery zawodowej i stu innych rzeczy, ale ty nie nieustannie masz wrażenie, że ktoś cię tu robi w bambuko. I że takim artystą, to sam mógłbyś zostać.

Każde kolejne takie wyjście utwierdza nas w przekonaniu, że ulegliśmy jakiejś zbiorowej iluzji. Dorośli i poważni ludzie oglądają coś dziwnego, najczęściej kompletnie niezrozumiałego, ale skoro opatrzone jest poważną etykietką z napisem „sztuka”, to nie sposób obejść się z tym bez należnego szacunku. Tym samym nakręcają artystów – często ludzi, którzy nie nadają się do żadnej normalnej roboty lub nie mają innego pomysłu na życie – do robienia rzeczy jeszcze śmielszych i jeszcze dziwniejszych. Kółko się zamyka, tej maszyny już nikt nie zatrzyma. A powinien, bo już jesteśmy przecież poza granicami zdrowego rozsądku i dobrego smaku.

No dobra, dlaczego w ogóle o tym wspominamy?

Natrafiliśmy ostatnio na pewną informację. I śmieszną, i straszną, lecz przede wszystkim zwracającą uwagę na absurd opisywanego zjawiska. Rzecz miała miejsce za Wielką Wodą, ale bez problemu jesteśmy w stanie ją sobie wyobrazić również w naszych realiach. Wystawa sztuki współczesnej Art Basel w Miami. Oglądający podziwiają prace artystów, sielanka, nastój intelektualnego orgazmu, aż tu nagle…

1. Szamotanina i krzyki dwóch kobiet.
2. Jedna z nich wyciąga nóż, po czym wbija go w drugą.
3. Ta zalewa się krwią i pada na podłogę.

A wszyscy stoją i… podziwiają prace artystów. Nieprawdopodobne. Wszyscy byli przekonani, że scenka ta była jedynie elementem wystawy – złość udawana, nóż lewy, a krew to ketchup. Nikt nie ujął się losem dźgniętej babki, wszyscy czekali na moment, w którym będzie można bić brawo. No niestety, tym razem okazało się, że złość była prawdziwa, nóż również, podobnie jak krew, a także zagrożenie życia jej byłej już właścicielki.

Sytuacja niewesoła, choć poszkodowana kobieta wyszła z niej cało, ale szczerze mówiąc – ostatni raz tak uśmialiśmy, gdy w którymś z włoskich muzeów pani sprzątaczka ogarnęła stare butelki, myśląc, że sprząta po imprezie, a okazało się, że zniszczyła misternie planowaną ekspozycję. Być może nazwiecie nas prymitywami, ale trudno. Lepsze to, niż robienie z siebie debila.

Komentarze


Tagi: ,



Back to Top ↑