Portier, który pukał babcie i wpadł w tarapaty, czyli Wes Anderson w wysokiej formie

Opublikowano Kwiecień 20, 2014 | przez ZP

GHB_9907 20130130.CR2

Masz dosyć obżarstwa przy wielkanocnym stole? Nie przepadasz za polewaniem wszystkich wokół w poniedziałek? Nudzą cię telewizyjne powtórki? To wyjdź w drugi dzień świąt do kina. Ze swojej strony mogę polecić prawdziwą perełkę: „Grand Budapest Hotel”.

Mimo zaledwie 45 lat na karku, Wes Anderson ma w swoim dorobku kilka naprawdę niezłych filmów – „Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom”, „Fantastyczny Pan Lis”, czy też „Pociąg do Darjeeling”. Wszystkie te obrazy miały swój klimat, choć ciężko nazwać je dziełami wybitnymi. W przypadku „Grand Budapest Hotel” nie zawahałbym się użyć tego przymiotnika. To film, który zachwyca: obsadą, dowcipem i oddaniem klimatu lat 30. poprzez wspaniałe kostiumy i doskonałe zdjęcia.

Lista nazwisk, odtwarzających tu drugo czy wręcz trzecioplanowe role, poraża: Brody, Dafoe, Keitel, Law, Murray i Norton – przyznacie, że mało który obraz może pochwalić się takimi gwiazdami, pojawiającymi się na ekranie tylko na kilka dłuższych chwil. Pośród nich numerem jeden jest Dafoe, grający bezwzględnego mordercę-psychopatę. Świetnie wypada też Brody, czyli zaślepiony żądzą pieniądze milioner oraz Norton – lekko tępawy policjant, ścigający głównego bohatera. Jest nim grany przez rewelacyjnego Ralpha Fiennesa portier tytułowego hotelu (wcale nie żałuję, że z tej roli zrezygnował Johnny Depp), który wpada w pewne tarapaty, będące pokłosiem jego uwielbienia dla… dam po osiemdziesiątce, które lubi stukać (a fe!).

Anglik to jeden z najlepszych aktorów europejskich, a pewnie i światowych. Na zliczenie jego doskonałych ról trzeba byłoby więcej czasu niż trwa Rezurekcja, więc pozwólcie, że nie będę tego teraz robił. Zamiast tego rzucę w tym miejscu jednym nazwiskiem: Tony Revolori.

To nie jest nowa nadzieja fińskich skoków narciarskich, to 18-letni (!) Amerykanin, który asystuje RF w roli  młodego boya, marzącego o dorównaniu szefowi. Chłopak był otoczony na planie samimi tuzami kina, a mimo to wytrzymał presję. Co więcej, momentami… wyróżniał się na tle wielkich aktorów. Jego oszczędna mimika i nietypowy sposób wypowiadania poszczególnych słów, wielokrotnie niemalże doprowadzają widza do łez.

To właśnie interakcja pomiędzy dwoma pierwszoplanowymi bohaterami jest główną siłą tego filmu. Dialogi są rozpisane bardzo dobrze, Wes Anderson-scenarzysta zdecydowanie dorównał… Wesowi Andersonowi-reżyserowi.

Komentarze

Gwiazdorska obsada
Obrazy-bohomazy
Dymanie staruszek
Klimat dawnych lat

Podsumowanie: To film, który zachwyca: obsadą, dowcipem i oddaniem klimatu lat 30. poprzez wspaniałe kostiumy i doskonałe zdjęcia.

5


Ocena użytkowników: 3.3 (64 głosów)

Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑