Powiedz mi, co ty widzisz w tym lustrze, cioto?

Opublikowano Kwiecień 27, 2013 | przez Diabeu

co ty widzisz

Patrzę i oczom nie wierzę. Gość z kutasem na wierzchu od dobrych pięciu minut stoi przed lustrem, pręży muskuły i ogląda swoje wysportowane, nienagannie wydepilowane ciało. Nie zwracam mu uwagi, bo jest o głowę wyższy ode mnie i całkiem nieźle przypakowany, ale tak bardzo zażenowany nie byłem już dawno.

Rzecz dzieje się w szatni na jednej z warszawskich pływalni. Wiadomo, w miejscu takim jak to nikomu nie przeszkadza widok fiuta innego kolesia, bo akurat tam jest to całkowicie naturalne. Ściągamy gacie – kutas na widoku – zakładamy kąpielówki i już jesteśmy gotowi do zaliczenia kilkudziesięciu basenów. Normalka. Ale ten gość znacząco poszerzył tę, wydawałoby się, dość standardową procedurę. Stoi przed tym jebanym lustrem, pręży się jakby ktoś wpuszczał mu powietrze przez odbyt i z wyraźnym zadowoleniem wymalowanym na twarzy podziwia swoje opalone, błyszczące ciało.

W takich momentach jak ten w myślach pytam samego siebie: co ty widzisz w tym lustrze, jebana cioto?

Bo ja, patrząc na ciebie, nie widzę niczego, poza pierdolonym festiwalem próżności, który organizujesz sobie na oczach innych ludzi. Widzę gościa z jajami na wierzchu, ale jednak pozbawionego jaj. Kumasz? Chcesz robić przedstawienie, to wypierdalaj do cyrku. Chcesz być w centrum uwagi, to wracaj szybko do domu i zabawiaj domowników. Rób co chcesz, ale na miłość boską – pozwól innym ludziom skorzystać z suszarki do włosów, którą blokujesz od pięciu minut wymachując pałą na lewo i prawo.

Nie zrozumcie mnie źle: nie mam kompletnie nic do dbających o siebie, wysportowanych i dobrze wyglądających ludzi. Myślicie, że po co byłem na basenie? Przede wszystkim właśnie po to, by dojść do siebie po wyjątkowo długiej i leniwej zimie, by wrócić do formy i dobrze się poczuć, by nie wypluwać płuc po wdrapaniu się na czwarte piętro, na którym mieszkam… Ale na pewno nie robię tego po to, by później oglądać się z każdej możliwej strony i do przesady długo oślepiać innych ludzi blaskiem swojego fiuta.

Załóżmy jednak, że spotkała mnie wielka życiowa tragedia: urodziłem się jako taki do bólu próżny skurwysyn i posiadam wielką potrzebę spuszczania się nad samym sobą. Wynikającą zapewne z niedowartościowania na innych niż sprawność fizyczna płaszczyznach. Wiecie jak bym to rozwiązał? Po prostu robiłbym to u siebie w domu. Przygasiłbym światło, otworzył butelkę wina, puścił romantyczna muzykę, stanął przed lustrem i urządził sobie randkę z samym sobą. Tylko ja i moje wybujałe ego. Byłoby cudownie i nikt by nam nie przeszkadzał.

Na szczęście jednak nie muszę tego robić. Wychodzę z basenu, ubieram gacie, wracam do domu, otwieram piwo i piszę tekst dla Wyszło. Jestem zupełnie normalnym człowiekiem.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑