Powrót Makowieckiego udany, choć bez szału

Opublikowano Październik 23, 2013 | przez Pato

Makowiecki

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem ten singiel, pomyślałem fajny, dynamiczny, inny. „Holidays in Rome” od razu skojarzył mi się z „Kamp”. Czyli porównanie in plus. Potem były pozytywne opinie na Twitterze, teksty o „przebyciu długiej drogi”, aż w końcu wczorajsza rozkładówka w Radio Roxy, po której pomyślałem: przesłucham. Przesłuchałem raz, drugi. Potem trzeci. Aż w końcu przestałem. „Moizm”, nowa płyta Tomka Makowieckiego, z nóg mnie nie zwaliła.

Może miałem za duże oczekiwania. Może niepotrzebnie przeczytałem, że chłopak z Idola zaliczył spektakularny skok jakościowy, jak całkiem niedawno Monika Brodka. Nagle porzucił przecież gitarę i rzucił się w wir muzyki elektronicznej. Estetyka lat 80. Syntezatorowe brzmienia. Subtelne zabawy stylistką, świadome i przemyślane teksty – czuć w tym klimat. Czuć coś świeżego, ale – jak to mówią futbolowe spece – „wielkiej jakości w tym nie ma”. Spodziewałem się czegoś w granicach 4,5 – 5, a jest 3,5. Czyli kierunek dobry, ale poziom artystyczny jeszcze nie ten.

Za dużo w tej płycie nierówności. Singiel na poziomie światowym, a za chwilę otwarcie płyty i przeciętna dziesięciominutowa ballada „Dziecko księżyca”. Typowy przerost formy nad treścią. W ogóle sporo jest kawałków robionych na to samo kopyto. Lubię tę intymną podróż, transowe rytmy, melancholię, ale tak jak napisałem na początku – spodziewałem się czegoś więcej. Patrzę w kilka gazetowych recenzji, a tam 9/10, 10/10.Gdzieś nawet padło porównanie do Jamesa Blake’e. Ludzie… Jeszcze raz powtórzę: płyta dobra i tylko dobra.

Komentarze

Teksty
Postęp
Singiel
Różnorodność

Podsumowanie: Po artyście, który jest w branży od dekady, spodziewaliśmy się jednak ciut więcej.

3.8


Ocena użytkowników: 1.9 (6 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑