Praca przez Internet kilkanaście lat temu? To byłoby interesujące….

Opublikowano Marzec 6, 2016 | przez lucky bastard

Piszemy ten tekst w kawiarni. Jesteśmy podłączeni do sieci bezprzewodowej, a opcją rezerwową pozostaje Internet w telefonie. Siedzimy wygodnie, popijamy kawę i stukamy w klawiaturę. Raz na jakiś czas dostajemy wiadomość na Skypie czy Facebooku, o czym delikatnymi wibracjami informuje sprzęgnięty z nimi smartfon. Pracujemy, ale nie jesteśmy sami. Widzimy przynajmniej dwie inne osoby zajęte dokładnie w taki sam sposób. Jakkolwiek spojrzeć, dziś to absolutna norma.

Lubimy taką pracę. Lubimy przebywać wśród ludzi i koncentrować się przy tym całym zgiełku. Dźwięk ekspresu do kawy lub rozmów innych gości zupełnie nam nie przeszkadza. Co więcej, mamy wrażenie, że akurat dziś to właśnie w domowym zaciszu mogłoby nam być znacznie trudniej. Pozostaje więc tylko cieszyć się, że współczesna technologia umożliwia, a nawet zachęca do pracy w różnych stylach czy trybach. A przecież jeszcze kilkanaście lat temu byłoby to zupełnie niemożliwe.

No właśnie, jak wyglądałyby te same czynności kilkanaście lat temu? Na pewno otaczałyby nas zupełnie inne dźwięki, i nie mamy tu na myśli tylko pracy, ale też rozrywkę za pośrednictwem Internetu. Zacznijmy od tego, że na pewno nie siedzielibyśmy w gwarnej kawiarni. Do dyspozycji były co prawda kafejki internetowe, ale za każdą godzinę trzeba było płacić jak za zboże, więc z pewnością nie było to rozwiązanie długoterminowe. Jedyną rozsądną opcją było więc… pozostanie w domu.

Bo nawet jeśli posiadalibyśmy drogiego, ciężkiego laptopa z niemiłosiernie krótko działającą baterią, w kawiarniach i tak nie mielibyśmy się do czego podłączyć. A tego problemu nie było w domu, gdzie na biurku mieliśmy cały niezbędny sprzęt, a w ścianach wszystkie potrzebne gniazda. W domu wystarczyło więc podejść do stanowiska, włączyć jednostkę centralną, odpalić monitor i uruchomić głośniki. A potem wystarczyło poczekać kilka minut, by usłyszeć ten dźwięk:

Co dalej? Z pewnością nie przychodziłyby do nas żadne powiadomienia na telefon, rzecz jasna poza SMS-ami, których nadejście obwieszczał monofoniczny sygnał. Milczałby też telefon stacjonarny, bo nawet w okolicach 2002 roku wciąż nie mieliśmy stałego łącza i musieliśmy się łączyć przez modem. W takim wariancie dodatkowo trzeba było wyjąć wtyczkę z telefonu i podłączyć do komputera. I właściwie można było zaczynać kilkuminutową operację łączenia, oczywiście po uprzednim wyczyszczeniu kulki w myszce. A brzmiało to tak:

Samo pisanie tekstu właściwie moglibyśmy już rozpocząć, wystarczyłoby kilka kliknięć: Start-Programy-Akcesoria-WordPad. Ale przecież praca nie byłaby pracą, gdybyśmy nie mieli odpalonego jakiegoś komunikatora, a kilkanaście lat temu z pewnością byłoby to Gadu-Gadu. Trzeba by było tylko ustawić status, powiedzmy na „zaraz wracam” i dać opis „w pracy”. Rzecz jasna można też było ustawić się niewidocznym, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodziło. Poza tym w takim wariancie nie słyszelibyśmy tylu kojących dla uszu dźwięków:

***

Niby cieszymy się z możliwości, jakie obecnie mamy, ale gdzieś w duchu tęsknimy za Internetem w starym wydaniu i za tymi wszystkimi czynnościami i dźwiękami naszego dzieciństwa. Fajnie też byłoby się na chwilę cofnąć do czasów, w których z sieci korzystało się prawie wyłącznie w domu. Ale tylko na chwilę…

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑