Praktyczne porady Wyszło: jak imprezować we Wrocławiu?

Opublikowano Marzec 17, 2016 | przez MB

Wrocław

Imprezowanie we Wrocławiu to doświadczenie, które trudno zapomnieć. Można je porównać do największych na świecie dożynek albo uprawiania przypadkowego seksu z nieletnią. Jeśli jeszcze nigdy nie poszliście we wrocławskie kluby, a macie taki zamiar, to koniecznie przeczytajcie nasz poradnik i dowiedzcie się jak się bawi stolica Dolnego Śląska.

Styl imprezowania uprawiany we Wrocławiu to tak zwany styl studencki, czyli bez zahamowań i na chama. Przyjeżdżając tutaj przygotuj się na ostrego kaca i urwany film. W porównaniu z Warszawą alkohol jest tu tani jak barszcz i można go kupić dosłownie wszędzie. Nocny sklep stoi na każdym rogu, ostatnio pojawiło się ze sto nowych Żabek i z dwieście miejsc typu „zakąski, przekąski” lub shot bar. Ze względu na dużą ilość zakamarków i podwórek, możesz sobie spokojnie i bez czajenia się przed policją uskutecznić pół litra w bramie i pójść w melanż.

To, na co musisz być gotowy, to horda studentów. W tym mieście studenci są praktycznie wszędzie i trudno jest się ich pozbyć. Jeśli będziesz miał szczęście i zakumplujesz się z tymi stylowymi i modnymi, to trafisz do hipsterskich, tłocznych klubokawiarni, do klubów z undergroundową muzyką elektroniczną i do barów o minimalistycznym wystroju, w którym dominuje surowe drewno. Jeśli będziesz miał pecha i trafisz na tych najbardziej stereotypowych, którzy urwali się  z juwenaliów, to najprawdopodobniej zostaniesz zaprowadzony na słynny Pasaż Niepolda, czyli imprezowe zagłębie Wrocławia, w którym znajdziesz wszystko, co najgorsze, a jednocześnie najbardziej kuszące w nocnym życiu. Kontynuując clubbing w tym towarzystwie kwestią czasu jest przeniesienie się na jakieś piana party lub jam session. Jeśli z kolei tego dnia będzie wisiało nad tobą fatum i zostaniesz sam na sam z największymi nudziarzami z Polibudy, wówczas całą noc przesiedzisz przy dwóch drogich piwach zakupionych w tap barze.

Tak czy siak, wszystko co napisaliśmy powyżej, niestety, nie ma większego znaczenia, bo koniec końców i tak trafisz do któregoś z akademików. Tam czekają na ciebie takie rozrywki jak picie z leja, picie zlewek, jedzenie trzydniowych chipsów, otwieranie piwa oczodołem, pierdzenie pachą, szowinistyczne żarty, prezentowanie przyrodzenia, malowanie chuja na czole pijanego kolegi, konkurs w rzyganiu na odległość, seks z dziewczyną w swetrze, naigrywanie się z portiera. Ogólnie kupa śmiechu i zabawa na sto fajerek. A tak naprawdę koszmar.

Gorzej jest jedynie na słynnych wrocławskich Erasmus Party. Jako że w samym Wrocławiu jest prawdopodobnie więcej Hiszpanów i Portugalczyków niż na całym Półwyspie Iberyjskim, na imprezowej mapie miasta takie biby musiały się pojawić. Jedyny plus tych imprez jest taki, że prawdopodobnie wyjdziesz z klubu pod pachę z jakąś seksowną i łatwą Hiszpanką. Bo jeśli chciałbyś zaruchać słowiankę, to nie masz szans, jeśli nie jesteś tandetnym i wymuskanym rodakiem Raula Gonzaleza.

W takim stylu nie imprezuje żadne inne polskie miasto.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑