Praktyczne porady Wyszło: jak obchodzić się z alkoholem przy stole?

Opublikowano Czerwiec 2, 2015 | przez MB

alkohol w restauracji

Picie alkoholu przy stole, np. w restauracji, to nie to samo co picie alkoholu w bramie lub na imprezie. O ile w drugim przypadku nie obowiązują żadne zasady, o tyle w pierwszym jest ich całe mnóstwo. Można je olać i chlać po swojemu, ale można również zastosować się przynajmniej do kilku z nich i wyjść na kolesia z klasą.

Jeśli chcesz wykazać się dobrymi manierami, to nigdy nie traktuj alkoholu jako napoju do gaszenia pragnienia. Ludzie, którzy mocnymi trunkami zajmują się zawodowo, uznaliby cię za świętokradcę. Mowa tu przede wszystkim o winie, bo ciężko nam sobie wyobrazić kogokolwiek pijącego szklaneczkę whiskey tylko dlatego, że go suszy. Napij się wody, soku, w winie masz się rozsmakować.

I tutaj od razu w twoim kierunku leci kolejna uwaga: nie chlej na raz (na pewno nie mamy na myśli czterdziestki wódki). Popijaj, smakuj, bierz małe łyki, łyczki nawet. Nie wlewaj w siebie alkoholu, kiedy jeszcze masz jedzenie w ustach, to ważne. Przeżuj, przełknij, sącz.

A skoro padło już to magiczne słowo „wódka”, to od razu spieszymy donieść, że symboliczne stukanie się kielonkami i odruchowe już wręcz „na zdrowie” to nietakt, prowincja i wypad z salonów. Takie akcje to sobie możesz zachować na dyskę i clubbing, ale w restauracji coś takiego jest niegrzeczne.

Warto również abyś zapamiętał, że idąc w gości niekoniecznie napijesz się tej wódki, którą przyniosłeś. Jeśli zostałeś zaproszony na uroczystą kolację lub świąteczne spotkanie i przyniosłeś swoje ulubione alko z nadzieją, że gospodarz uroczyście je otworzy i już za chwilę będziesz się mógł nim upoić, to wiedz, że tradycja otwierania alkoholu przyniesionego przez gości nie istnieje. Gospodarz równie dobrze może przyjąć prezent, ładnie za niego podziękować i odłożyć go na inną okazję. I nie ma w tym nic niegrzecznego, bo uroczysta kolacja to nie studencka domówka, na której na stół wchodzi wszystko jak leci.

Ok, picie to jedno, ale czasem alkohol w kieliszku się kończy i wtedy trzeba szkło uzupełnić. Niech cię ręka boska broni przed podnoszeniem kieliszka do góry. Lejąc wino, lub inny trunek wyskokowy, szkło zostaje na stole (wyjątkiem w tym przypadku jest wesele, kiedy balownicy potrafią z końca sali przylecieć ze swoim naczyniem, kiedy usłyszą dźwięk otwieranej połówki). Nalewasz oczywiście zgodnie z zasadą złotego środka, czyli nie za dużo, nie za mało. Sam musisz wyczuć, kiedy jest już w sam raz. Dyskusji nie podlega strona, od której nalewasz – zawsze prawa, zawsze prawą ręką (chyba, że ktoś nieumiejętnie nakrył do stołu).

Uważaj, podając komuś kieliszek/kufel nigdy nie chwytaj łapskami za jego górną krawędź. To przestrzeń intymna, między ustami a brzegiem pucharu. Raczej mało kto marzy o tym, by pijąc oblizywać ślady twoich palców. I pijąc wino, zawsze trzymaj kieliszek za górną część nóżki, nie za czaszę, bo się trunek ogrzeje i będzie gorzej smakował. Ogrzewać można tylko koniak.

Musisz też pamiętać, aby do stołu nie przenosić nawyków z melanży. Nie odchylaj głowy do tyłu po wypiciu shota, nie krzyw ryja po wódce, otwierając wino nie wpychaj korka do butelki, nie pij na umór.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑