Praktyczne porady Wyszło: jak przetrwać na dresiarskim osiedlu

Opublikowano Maj 15, 2015 | przez ZP

dresiarze-nie-sc485-fajni

Życie ułożyło ci się akurat tak, że nie jesteś karkiem. Nie chadzasz w dresach, nie masz wygolonej głowy, nie jeździsz wypasioną czarną furą z przyciemnianymi szybami, nie spędzasz 2/3 dnia w siłowni. Cóż, zdarza się. Pewnie nawet to wszystko za bardzo by ci nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że akurat zamieszkałeś na osiedlu, na którym łysi kolesie stanowią zdecydowaną większość.

Szczerze to nie ma szans, żeby cię polubili. Nie będziesz zapraszany przez nich na posiadówki na ławce, nie dadzą ci pacnąć Marioli, którą miało już pół dzielni. Nie i już. Jest jednak nadzieja, że zostaniesz przez nich zaakceptowany na tyle, aby nie dostawać regularnie łomotu. Jak przetrwać na dresiarskim kwadracie?

Przede wszystkim od razu po przeprowadzce musisz kupić sobie psa. PSA, rozumiesz? Nie jakiegoś tam pudelka czy innego laureata konkursów piękności. Nie, twój zwierz to ma być bydle. Duże, zwaliste i groźne. Szczekające na wszystko co się rusza, włącznie z muchami. Idąc z takim potworem na smyczy, zyskasz sobie delikatny podziw chłopaków spod bloku. Oczywiście, o ile to ty będziesz go wyprowadzał na spacer a nie on ciebie. Dlatego sugerujemy, żebyś przeszedł z nim intensywny kurs tresury u specjalisty zanim pokażecie się razem publicznie.

Umiarkowany szacunek dresiarzy możesz wypracować również poprzez regularne włączanie muzy. Właśnie tak: muzy, nie muzyki. Żadnego tam jazzu-srazu, rocka czy innych pierdół. Jak już uruchamiasz wieżę, ma z niej lecieć umpa-umpa. WAŻNE: utwory te nie mogą sączyć się z głośników, one mają NAPIERDALAĆ. Tak żeby sąsiedzi z góry, dołu i boku marzyli tylko o jednym: twojej śmierci. Ich nienawiść jest jednak niczym przy sympatii okolicznych drechów, pamiętaj. Nie zapomnij też otwierać okna za każdym razem gdy rozpoczynasz swój show. Tylko wtedy ławkowicze usłyszą, że na ich dzielni pojawił się wytrawny meloman.

Kolejnym krokiem na drodze twojej wielkiej przemiany jest zmiana garderoby. Fircyku, przestań chodzić w tych dopasowanych koszulach, spodniach-rurkach i wypastowanych na glanc skórzanych butach. Nie jesteś modelem Armaniego tylko twardzielem. Zamiast ubierać się jak na Kongres Wiedeński, postaw na wygodę. Twoje ciuchy powinny być za duże, świecące i szeleszczące. Nie zaszkodzi też dobrać do nich jakiś łańcuch, najlepiej, żeby ważył minimum pięć kilo. WAŻNE: mimo jego ciężaru, musisz chodzić wyprostowany, boś jest chojrak a nie dzwonnik z Notre Dame.

Ostatnia uwaga: zmień słownictwo. Kiedy idziesz z autobusu do swojego bloku i rozmawiasz akurat przez komórkę, nie możesz brzmieć jak profesor Jan Miodek. Żadnych „ą” „ę”, pięknej polszczyzny to se możesz posłuchać w domu (na słuchawkach podłączonych do kompa, bo z wieży nakurwia przecież „umpa-umpa”). Na osiedlu wyrażaj się dosadnie: „chuj” musi być dla ciebie jak przecinek, masz zakaz budowania zdań współrzędnie złożonych, jesteś twardziel a nie Witkacy, pamiętaj.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑