Praktyczne porady Wyszło: jak skutecznie oszczędzać?

Opublikowano Maj 26, 2015 | przez MB

oszczędzanie

Ci, którzy są przyzwyczajeni do wystawnego życia, najpewniej uznają ten tekst za uwłaczający. Bo przecież Juliusz Cezar nie oszczędzał na niczym. Ci, których pieniądz za nic nie chce się trzymać, będą nas całować po rękach.

W życiu ludzi, którzy nie są blisko spokrewnieni z Hiltonami, Abramowiczami i Kulczykami, przychodzi taki moment, że trzeba zacisnąć pasa i zacząć rozsądnie planować wydatki. Straszne nudy. Rozsądek jednak podpowiada, że przepierdalanie hajsu nie zwiastuje optymistycznej końcówki miesiąca i jeśli wypłata kurczy ci się szybciej niż penis na mrozie, to znak, że musisz zacząć oszczędzać.

Proponujemy kilka sprawdzonych sposobów. Przede wszystkim nie rozporządzaj pieniędzmi, którymi jeszcze nie dysponujesz, czyli nie dziel skóry na niedźwiedziu. To cię zgubi i prędzej niż później trafisz pod most. Nawet jeśli jesteś święcie przekonany, że kasa ma przyjść w przyszłym tygodniu, ale na ten moment jesteś spłukany, branie nowego Lamborghini na raty to większa głupota niż kupowanie szczerbatemu szczoteczki do zębów.

W ograniczaniu wydatków na pewno pomocna jest refleksja. Konkretnie taka, która brzmi „czy dwudziesta para dżinsów naprawdę jest mi potrzebna?”. Przy najmniejszej wątpliwości przy odpowiedzi na to pytanie natychmiast odłóż towar na półkę, inaczej Ziemia się rozstąpi i wpadniesz  w bezdenną otchłań albo wybuchniesz. Jedno z dwóch.

Aby cię trochę pocieszyć, teraz podrzucamy metodę, zgodnie z którą za niektóre rzeczy od czasu do czasu warto zabulić. Np. za buty, za zimowy płaszcz, za furę albo za sprzęt grający.

Chodzi w niej o to, że duże pieniądze zainwestowane raz a dobrze wykluczają inwestowanie mniejszych kwot wielokrotnie. Najbardziej prozaiczne zestawienie to bilet miesięczny a bilet jednorazowy.

Już słyszymy jak Ci główka pracuje.

A teraz, żeby znowu cię zdołować, radzimy abyś natychmiast wybił sobie z głowy korzystanie z wszelkiego rodzaju promocji i niby gratisów. Po co ci ta szklanka do Johnny’ego Walkera, po co ci ten film do Gali, po ci powiększone frytki w B-Smarcie?

Na koniec jeszcze smutniejsza sugestia. Obniż standardy. Zaboli, ale tylko przez chwilę. Prawda jest taka, że w kontekście wieczności zejście z poziomu Tommy’ego Hilfigera do poziomu ZARY, zamiana codziennego kawioru na kiełbasę krakowską (z którą notabene kawior wyśmienicie smakuje) i podcieranie się papierem toaletowym a nie banknotami stuzłotowymi nie wydają się aż tak bolesnymi wyrzeczeniami.

Pamiętaj, życie to nie Simsy, w realu „klapaucius” nie działa.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑