Praktyczne porady Wyszło: jak walczyć z jesienną depresją?

Opublikowano Listopad 7, 2015 | przez Gofrey

IMG_2603

Złota polska jesień. Długie spacery parkowymi alejkami, obserwowanie tańczących na wietrze opadających pomarańczowych liści, wieczory w piwnych ogródkach z ciepłymi kocami rozłożonymi na fotelach. Zbieranie kasztanów, grzybobrania, wesołe dzieciaki z tornistrami, wracające ze szkoły z uśmiechem na ustach.

A potem przychodzi ta niemyta dziwka listopad i czar pryska.

Druga część jesieni. Najgorsza, najbardziej znienawidzona przez wszystkich pora roku, podczas której ciepłe, pomarańczowo-żółte parkowe alejki zamieniają się w potoki błotnistej mieszanki ściółki i deszczu. Pora roku, podczas której niezebrane przez dzieciarnię kasztany gniją w rynsztokach wraz z resztą spadów z drzew. Powyginane gałęzie we mgle straszą jak w horrorach, a wesolutkie uśmiech małolatów są zakrywane przez cztery szaliki i trzy puchowe kurtki. Do tego piździ jak w kieleckim, jest mokro i brudno, a jedyne słoneczne trzy godziny w ciągu dnia, zazwyczaj wypadają w trakcie roboty. Budzisz się w nocy. Wracasz z pracy w nocy. Czyścisz buty osiem razy dziennie, a i tak są całe w błocie. Pijesz milion pińcet syropów, a i tak masz katar i kaszel. Śpisz sześć godzin, pozostałe osiemnaście marzysz o śnie. W sklepach choinki, bo nawet handel dobrze wie, że między złotą jesienią, a cudownym białym puszkiem znajduje się półtora miesiąca czarnej, cuchnącej wilgocią dziury.

W takich warunkach pomóc może tylko jedno. Praktyczny poradnik od Wyszło, który pozwoli wam dać odpór przeważającym siłom jesiennego zła. Dzięki nam zwyciężycie nad depresją, wygracie z chandrą, będziecie tańczyć na zwłokach waszego do niedawna fatalnego humoru. Wystarczy jedynie zastosować się do naszych wyśmienitych rad.

Po pierwsze – przyzwyczaj się, że Słońce nie istnieje. Choć jest w teorii odpowiedzialne za wydzielanie serotoniny, choć bez niego ludzie wariują – po prostu, trzeba się przyzwyczaić, że w listopadzie go nie ma. Żadne solarium, żadne opalanie jarzeniówką. Myśląc cały czas, że tracisz jedyne słoneczne godziny dnia na przerzucanie papierków na biurku albo targowanie się z klientami jedynie zwiększą depresję. Prościej wkuć na pamięć – słońca nie ma, a przecież noce też mogą być piękne.

To właśnie jest punkt drugi. Nigdy, przenigdy, nie daj sobie wmówić, że noc jest od spania. W listopadzie noc jest jedynym momentem, gdy świat wygląda akceptowalnie – głównie dlatego, że gówno widać, więc nie dołuje cię widok zamierającej przyrody, brudnych ulic i ubranych w piętnaście warstw odzieży kobiet. Nocami można się oddać więc refleksjom – głównie tym dotyczącym który pub wybrać i jak do niego dojechać, żeby za bardzo nie przymrozić tyłka. Naszym zdaniem listopad powinien być zwany miesiącem „renesansu osiedlowych knajp”. Mają one wiele zalet: są blisko, nie są daleko, szybko można do nich dojść i jeszcze szybciej wrócić.

Trzy: witaminy. Polecamy szczególnie te z cytryn dodawanych do drinków. Palemką można zakryć łeb, gdy pada.

Po czwarte: siłownia. Ciężko w to uwierzyć, ale właśnie teraz jest najlepszy moment, by zacząć dbać o swoje ciało. Wysiłek fizyczny działa na organizm w podobny sposób jak przyjemny dzień spędzony na słońcu i świeżym powietrzu. Chcesz przełamać ospałość? Wyłącznie aktywnością fizyczną. Sporty halowe, siłownia, nawet bieganie (wreszcie bez palącego w kark słońca!) – cokolwiek, co sprawi, że twój organizm zacznie wytwarzać hormony szczęścia. Według badań przeprowadzonych w 2000 roku przez Paluska i Schwenk (a cytowanych przez nas za stroną afektywni.pl) – ćwiczenia aerobowe, rozciągające oraz stretching są wyjątkowo skuteczne w walce z depresją.

Zresztą, kto choć raz zakończył ciężki trening i wlókł się pod prysznic, doskonale wie, że to uczucie porównywalne z zeżarciem tabliczki czekolady, albo całonocną imprezą na plaży.

Pięć: szeroko pojęte relacje międzyludzkie. Gdy przyroda chłodna jak fińska nauczycielka fizyki, ciepło w nasze życie muszą wlewać inni ludzie. Listopad to wprawdzie nie ma efektownych serduszek charakterystycznych dla lutego, ale przecież „pogoda butelkowa” to znakomity pretekst do spotkań. Wyjść z przyjaciółmi, z żoną, odwiedzin u zaniedbywanych krewniaków. A skoro już wyjście – no to pewnie ciasto, herbatka, kawka.

I nawet listopad staje się znośny.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑