Praktyczne porady Wyszło: jak zostać kierowcą przeklętym

Opublikowano Listopad 27, 2015 | przez Gofrey

traffic2

Niestety, sezon na rowery i motocykle powoli dobiega końca, więc nawet zatwardziali przeciwnicy pakowania czterech liter na siedzenie luksusowego samochodu powoli muszą się szykować do długich godzin spędzanych w miejskich korkach. Jasne, jest jeszcze komunikacja miejska, ale umówmy się – gdy będziecie stać na przystanku w kilkunastostopniowym mrozie, pożałujecie, że odłożyliście kluczyki od fury na półkę.

Po prostu, zbliża się najbardziej samochodowa pora roku i wypada się na nią przygotować. Dlatego też – jak zawsze – Wyszło melduje się na posterunku i oferuje wam krótki poradnik, który pozwoli czytelnikowi stać połączeniem Vina Diesla z Krzysztofem Hołowczycem i kierowcą papieskiej limuzyny.

Kluczowa sprawa – wsiadanie. Najlepiej, jeśli masz centralny zamek i pilota z dużym zasięgiem. Pstryknij pilotem w momencie, gdy ktoś przechodzi obok auta, tak by zdezorientowany zaczął się rozglądać. Wtedy możesz błysnąć brelokiem ze znaczkiem Volkswagena milcząco potwierdzając, że to do ciebie należy to cacuszko. Jak to mawiają: „przebłysk geniuszu niemieckich inżynierów”. Golf dwa. Czasem Golf trzy. Dostojnie rozsiądź się w fotelu, przyjmując pozycję Jabby Huta, rozlewającego się na siedzisku. Gdy na światłach obok stanie niunia w Citroenie, musi wiedzieć, że obok siedzi leży prawdziwy twardziel. Ważne są też szczegóły – kostki na lusterku, naklejka „pokaż cycki, dam ci ciastko” oraz naturalnie dopisek TDI za marką auta, nawet jeśli pocinasz smartem.

Okej, jesteś już na trasie. O czym powinieneś pamiętać, by wszyscy wiedzieli, że mają do czynienia z samcem alfa polskich szos? Przede wszystkim: pierdol lusterka. Są zbędne. Prawdziwy mężczyzna patrzy tylko w przód, nie ogląda się za siebie.

Gdy ty wyprzedasz, możesz spokojnie migać światłami drogowymi, bluźnić, momentami nawet użyć sygnału dźwiękowego. Ale gdy ktoś pragnie wyprzedzić ciebie… No nie, chyba mu na to nie pozwolisz? Oczywiście zajeżdżanie drogi bywa niebezpieczne, a i motocykle mogą cię bardzo niemiło zaskoczyć, ale w końcu to ty tu rządzisz. Podobnie jest zresztą z jazdą na suwak.

Pod żadnym, ale to absolutnie żadnym pozorem nikogo nie wpuszczaj. Dostępne dla ciebie opcje to „szeryf” oraz „mistrz zderzaka”. Przystępnie objaśnił to Paweł Dejka.

ibam9f

Kolejny temat to piesi. Ustalmy na wstępie, raz na zawsze: oni zawsze na jezdnię wbiegają. Tak, ten przedszkolak z tornistrem o masie większej, niż masa samego przedszkolaka też. Tak, ten pan z laską także. Oczywiście, że pani na wózki nie wbiega, ale wjeżdża z impetem. Skoro już ustaliliśmy, że piesi zazwyczaj chcą wymusić na nas zatrzymanie się poprzez nagłe zrywy, możemy przejść do moralnej oceny ich zachowania. No bo czy to nie jest po prostu złośliwość, że pakują się na pasy akurat wówczas, gdy ty mkniesz na dyskotekę w Uniejowie? Czy to nie jest złośliwość, że dochodzą do przejścia dla pieszych akurat wówczas, gdy wkręcasz sobie fazę, że jesteś Paulem Walkerem w „Szybkich i wściekłych”?

Odpowiadamy: tak, to jest złośliwość. A wobec takiej złośliwości, kompletnie usprawiedliwione jest wymuszanie na nich pierwszeństwa. Oczywiście bez przesady i przemocy, ale przepuszczanie na pasach jest dla kierowców pani Daisy, a nie rajdowców jak ty i twój Golf. Dobrze przy tym mieć zamontowany tak zwany „system wczesnego ostrzegania”, czyli rozpuszczone na cały ryj manieczki, które ostrzegą przechodniów, że o to zbliża się król szos, a nie jakiś podrabianiec.

Trąbnij sobie w korku. A co, nie zaszkodzi.

Kolejny ważny punkt to parkowanie. Jak wiadomo, lepsza część ludzkości popieprza w furach, więc naprawdę nie powinno być ci żal pieszych, dla których chodniki zamieniają się w tor przeszkód. Okej, może i faktycznie dwadzieścia trzy centymetry, które dzielą twój zderzak od murku to niewiele, ale zdolny przechodzień spokojnie sobie poradzi, albo po prostu obierze dłuższą drogę. Zresztą i tak stanąłeś przecież tylko na chwilę, zaraz odjedziesz i tak dalej. Warto też przy tym pamiętać, że również wśród kierowców panuje pewien rodzaj hierarchii. Ty, jako ten, który przyjechał ostatni, możesz w dowolny sposób zastawić tych, którzy przyjechali wcześniej. Ważne, żebyś ty miał dość miejsca, by nie ubrudzić lakierków w jakiejś kałuży, albo – co gorsza – błocie.

Dalej to już tylko elementarz: bluźnij na tych, którzy za wolno startują ze świateł, pokazuj środkowy palec każdemu, kto nie pędzi równie pięknie jak ty. Śmiej się z kierowców fiatów, patrz zawistnym wzrokiem na tych w Lexusach i Chryslerach. Zawsze możesz też jęknąć pod nosem: „nie są godni takich aut”, oczywiście po chwili zostawiając ich w lusterkach po tym, jak twoje 1,4 pchnie maszynę lewym pasem.

No, to chyba wszystko. Jeśli jednak chcesz się zastosować do powyższych porad – pamiętaj tylko, by je wydrukować, następnie zawinąć w papier z drukiem kluczyki do swojego auta i wrzucić do najbliższej rzeki. Nie zaszkodzi, jeśli następnie rzucisz się w ślad za nimi.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑