Praktyczne porady Wyszło. Porządki według Marie Kondo

Opublikowano Lipiec 23, 2015 | przez ZP

Jeśli wydaje wam się, że grubą kasę na sprzątaniu zbija przede wszystkim Perfekcyjna Pani Domu to nie znacie Marie Kondo. 30-letniej drobnej Japonki, która wiosną tego roku trafiła na listę stu najbardziej wpływowych osób świata według „Time’a” oraz do rankingu stu najbardziej kreatywnych biznesmenów. A wszystko to dzięki autorskim pomysłom na porządki. Tylko tyle i aż tyle.

Youtube aż ugina się od poradników „KonMari”, dzięki którym – jak przekonuje ich autorka – gdy raz posprzątasz przestrzeń wokół siebie, nie będziesz potrzebować tego robić nigdy więcej. Wiele jej porad i pomysłów zakrawa na absolutną paranoję. Napisać, że niektóre kwestie wypada traktować z dystansem, to za mało. Nie ma na świecie wielu osób, które „od dzieciństwa pasjonowały się rolowaniem skarpet i układaniem zawartości szafek”.

A to cała Marie Kondo. Od dziecka obsesyjnie traktowała kwestie porządkowania i organizacji rzeczy, szukała sposobów na udoskonalenie tej sztuki. Nie widzi niczego złego w tym, by rozmawiać z własnymi ubraniami, ani w myśleniu, że dotykając części naszej garderoby przenosimy na nią swoją pozytywną energię. Zostawiając rzeczy przez długi czas w nieładzie, robimy im krzywdę.

Na pierwszy rzut oka – egzemplarz godny psychiatryka. Problem pojawi się w momencie, gdy dodamy, że dzięki swojej działalności stała się milionerką, popularną w Japonii jak sam Murakami. Jej poradniki na całym świecie sprzedały się w liczbie trzech milionów egzemplarzy i zewsząd płyną głosy osób, które twierdzą, że KonMari odmieniła ich dotychczasowe życie. Jedna z jej powodu wzięła nawet rozwód z mężem.

 

No dobra, ale o co tak konkretnie chodzi?

Japonka uczy ludzi jak porządkować przestrzeń wokół siebie. Poza tym, że publikuje na papierze oraz w internecie, prowadzi konsultacje – indywidualne i grupowe, mając pełny grafik na pół roku do przodu. Nie wciśniesz nawet igły. Cała jej koncepcja opiera się na tym, by wyrzucić każdy przedmiot, który nie jest nam niezbędny lub nie czujemy radości z jego używania. Jest w tym dość bezwzględna, niemniej twierdzi, że kto skorzysta z jej porad, nigdy nie zatęskni za poprzednim stanem.

Do kogo skierowane są jej książki i instrukcje? Teoretycznie, do każdego, kto narzeka na ciągły nieporządek albo na brak miejsca. Także do tych, którzy lubią zbierać, magazynować i nie widzą w tym nic złego. Mają otwierać oczy wszystkich, którzy całkowicie błędnie traktują sprzątanie.

Sugeruje by z bałaganem rozprawić się raz a dobrze – bez odwlekania i dzielenia na części. Jak najszybciej. Poleca, aby absolutnie każdy przedmiot wziąć do ręki i indywidualnie zdecydować czy naprawdę jest potrzebny, ile razy w ostatnich miesiącach go użyliśmy i czy daje on nam radość. Nie na siłę się zubożać i umartwiać, wyrzucając rzeczy, z których korzystamy – z tego typu ascezą nie ma to nic wspólnego.

Chodzi o decyzję, co jest dla nas ważne, a co tylko psuje ład wokoło. Czy mamy w domu wielką przestrzeń, czy mieszkamy w małej kawalerce – nie ma tam miejsca na stare papiery, książki, które „może kiedyś przeczytamy” i ubrania, które „może kiedyś założymy”. Wszystko, co stawiamy pod znakiem zapytania, zdaniem Marie Kondo, nadaje się do wyrzucenia.

 

W swoich książkach radzi jak to zrobić bezboleśnie, od czego zacząć i przede wszystkim – jak myśleć o całym tym procesie. Jak postąpić, gdy wyrzucając zbędne rzeczy zyskamy upragnioną przestrzeń – jak wówczas ją zorganizować. Wszystko o czym mówi oraz pisze opiera się o przekonanie, że żyjemy w świecie, którym gromadzimy rzeczy jak chomiki, uzależnieni od ich kupowania i magazynowania. Co gorsza, przywykamy do tego stanu, w którym nie umiemy sobie z nimi radzić.

„Uczucie, kiedy zobaczymy nasze mieszkanie całkowicie uporządkowane, jest wyzwalające. Sprzątając, dokonujemy prawdziwej rewolucji. Sprzątanie trzeba traktować jako wydarzenie wyjątkowe, nie codzienność”, mówi. „Ludzie całymi latami męczą się, źle organizując swoją przestrzeń, sprzątają co weekend, tracąc swój wolny czas na rzeczy nieistotne. A tak jak mówiłam — sprzątamy tylko raz. Później już tylko odkładamy rzeczy na odpowiednie miejsce”, tak mówiła Onetowi.

Jedni to kupią, inni potraktują jako typowe, poradnikowe pranie mózgu. Może ją samą uznają za wariatkę – bo ma coś z niej, bez cienia wątpliwości. Jednak nie każda wariatka sprzedaje trzy miliony egzemplarzy swoich książek. A to daje do myślenia.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑