Prawdziwa historia króla skandali

Opublikowano Czerwiec 3, 2013 | przez MB

tyson2

W połowie maja Mike Tyson odwiedził Polskę, aby promować napój energetyzujący „Black”. Nakręcił nowy spot, pozował reporterom i wystąpił w programie Kuby Wojewódzkiego. Emisja najbardziej kasowego odcinka już we wtorek czwartego czerwca. Zanim jednak Polska zobaczy, co Mike ma jej do powiedzenia, niech przypomni sobie, z kim ma do czynienia.

Słynne zdarzenie z dnia 28 czerwca 1997 roku – Mike Tyson odgryzł kawałek ucha podczas rewanżowego spotkania z Evanderem Holyfieldem – z pewnością przeszło do historii sportu, jednak wcale nie stanowi najbardziej ekscytującego punktu biografii boksera. „Bestia” to tak samo wielki pięściarz jak showman i skandalista.

W 1987 roku Mike był uważany za najlepszego zawodnika na świecie. Zdobył mistrzowskie pasy każdej z federacji, wygrał wszystkie 19 walk w zawodowym ringu, z czego 12 przed czasem i w pierwszej rundzie.

Cztery lata później siedział w celi.

W lipcu 1991 został aresztowany za gwałt na osiemnastoletniej Desiree Washington w hotelu w Indianapolis. Rozprawy toczyły się na początku 1992 roku, by w końcu 26 marca wydać wyrok skazujący „Bestię” na 6 lat więzienia. Wyszedł po trzech.

Wrócił na ring i dokopał wszystkim. Tylko nie wspomnianemu Holyfieldowi. Chociaż szanse miał spore, problem w tym, że podczas walki… był naćpany. Na chwile szczerości zdobył się dopiero w 2010 roku:

„Zupełnie nie myślałem o boksowaniu, kiedy go ugryzłem. Nie obchodziło mnie to wtedy. Wiem, że źle zrobiłem, że to było szalone. Ale to wszystko przez te pierdolone narkotyki! Myślałem, że jestem bogiem… Już wtedy wiedziałem, że jestem skończony.”

W tym samym roku podjął decyzję o zakończeniu kariery.

„Jestem w niezłej formie, ale mój stan zdrowia nie pozwala mi na powrót do boksu. Nadużywałem alkoholu i nie stroniłem od narkotyków. To już za mną, porzuciłem wszystkie złe nawyki, ale nie będę już taki jak kiedyś.”

Może to i dobrze, bo kiedyś nie był przytulnym misiem z reklamy popularnego napoju. Bił się bo chciał, żeby przeciwnicy odczuwali ból. Po odsiedzeniu 3 lat i akcji z uchem nie mógł już normalnie funkcjonować. Wpieprzał psychotropy i popadł w koszmarne długi. Cyrk wokół swoich walk organizował tylko po to, aby trzepać hajs. Ponownie trafił do więzienia, tym razem za pobicie. Był nadpobudliwy i niebezpieczny. Przed każdą z walk trenerzy faszerowali go dozwolonymi lekami uspokajającymi. Swego czasu uznawany był za najniebezpieczniejszego człowieka na tej planecie.

Przekonała się o tym jedna z trzech żon Tysona, której bokser groził śmiercią. Za ten incydent znowu wylądował w pierdlu. Tam najprawdopodobniej nauczył się być czarujący i ujmujący, bo udało mu się wydymać jedną ze strażniczek. Po latach przyznał się do „dzikiego seksu w celi”.

W zakładzie o małym rygorze dzieją się różne rzeczy. To niemal jak hotel. Miałem nawet pełen dostęp do narkotyków. Najczęściej brałem morfinę, ale ona nie zostaje w organizmie długo, więc musiałem zaopatrywać się w duże dawki.”

W organizmie na dłużej niż morfina zostaje z pewnością nasienie. Wydymana strażniczka zaszła w ciążę i domagała się od zawodnika sporych alimentów. „Bestia” do dziecka się nie przyznał, twierdząc, że… spłodził je inny więzień. To się nazywa tupet.

Nie zabrakło mu go również w 2002 roku. Pewni dziennikarze na swoje nieszczęście wypatrzyli Mike’a w hotelu w Hawanie i próbowali przeprowadzić z nim wywiad. Zastali go, gdy stał w hallu ubrany jedynie w dżinsy. Tyson najwyraźniej nie jest zadowolony ze swojej sylwetki, gdyż w pierwszej kolejności zaczął bluzgać na reporterów, grozić im, a na końcu obrzucać bombkami choinkowymi. Wesołych Świąt, kurwa!

Bestie nie dość, że są agresywne, to najwyraźniej nie uczą się na błędach. 10 lat po pierwszym gwałcie, Mike Tyson został oskarżony o drugi. Do rzekomego zmuszenia do obcowania płciowego doszło 16 lipca 2001 roku w wynajętej przez pięściarza posiadłości w okolicach Big Bear, w której przygotowywał się do pojedynku z Brianem Nielsenem. Ostatecznie sportowcowi niczego nie udowodniono.

Zupełnie inaczej niż rok wcześniej. W roku 2000 Tyson stoczył słynny pojedynek z naszym Andrew. Znaczy się prawie stoczył, bo Gołota zwiał z ringu stając się obiektem niewyszukanych żartów. Dociekliwi dziennikarze nie uwierzyli jednak w bajeczkę o złamanej szczęce Polaka. Na jaw wyszły dwa fakty. Mike nie poddał się przedwalkowej kontroli antydopingowej. Ta późniejsza wykryła w organizmie Amerykanina sporą dawkę marihuany. W związku z tym pojedynek uważany jest za nieodbyty.

Jedna walką w tę, jedna w tamtą. Bez różnicy. Tyson ćpał nadal i w grudniu 2006 roku w Scottsdale został aresztowany za posiadanie narkotyków. Praktycznie sam się podłożył. Totalnie naszurany opuścił klub, wsiadł w samochód i tylko cudem uniknął pierdolnięcia w policyjny radiowóz. Fakt faktem, że nie miał przy sobie dragów, przez co uniknął kary. Za to ruszyło go sumienie i przyznał się do uzależnienia.

Nie wiemy za to do czego się jeszcze nie przyznał.

Na pewno złagodniał, na pewno chce pomagać potrzebującym (swego czasu wspominał nawet o wyjeździe na misję do Afryki, z której ostatecznie nic nie wyszło). Próbuje sił w aktorstwie („Rocky Balboa”, „Kac Vegas”, „Kac Vegas w Bangkoku”) i w tańcu (w 2011 roku wystąpił wraz ze swoją żoną w argentyńskiej edycji „Tańca z gwiazdami”, szok!). Jedno znane przysłowie mówi jednak, że natury nie oszukasz. Drugie o wilku w owczej skórze. Stąd moje przekonanie, że o „Bestii” jeszcze będzie głośno. Bynajmniej nie z powodu napoju. Mike Tyson to zabijaka.

Tak działa „Black!”.

 

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑