Premiera tygodnia: czterej młodzi i naiwni kontra wielka Ameryka

Opublikowano Listopad 13, 2013 | przez Tomas

kapitanphillips650 (1)

Starcie dwóch światów. Światów skrajnych, bardzo od siebie odległych i różniących się właściwie każdym szczegółem. Z jednej strony gigantyczny kraj, pieniądze i ludzie z wykształceniem. Z drugiej – ubóstwo, brak higieny i życie w najskromniejszych warunkach.

Ogromny statek kontra mała motorówka. Wielcy Amerykanie kontra wychudzeni Somalijczycy. „Kapitan Phillips” to nie tylko autentyczna historia o tym, jak dowodzący statkiem Richard Phillips został uprowadzony przez piratów, ale też o życiu.

Motorówki początkowo były dwie, ale jedna w połowie drogi zawróciła. Przestraszyli się. Wymiękli, choć trudno nazwać to tchórzostwem, bo samo podjęcie takiej próby to szaleńcza odwaga. Nie udało się, trudno. Spróbują następnym razem, za duże było ryzyko. Ktoś z tego grona musiał mieć po co i do kogo wracać. Druga motorówka, czteroosobowa, nie zbacza z obranej drogi. Ci się nie poddadzą. Są odważniejsi. W tym świecie ten, kto nie ma cojones, nie przetrwa. A nawet jak przetrwa i przeżyje, to co ta za życie? Ci mają marzenia. O Ameryce. O Nowym Jorku. O samochodzie z wielkomiejskiego salonu. O dolarach, tych amerykańskich.

Wielki statek kontra motorówka… Kilkudziesięcioosobowa załoga kontra czterech młodych chłopaków. Czyści, zadbani, dobrze ubrani kontra chudzi, wygłodniali, w nędznych ciuchach i w sandałach. To znaczy, nie wszyscy, bo jeden boso. Nieuzbrojeni kontra uzbrojeni. Ale nie tylko w broń, bo i w odwagę, nieustępliwość, charakter, marzenia. Zwykli pracownicy, którzy na lądzie zostawili życie, a w domach rodziny kontra ci, którzy nie mają nic do stracenia.

Tak rozpoczyna się starcie na Oceanie Indyjskim. Starcie kontenerowca Maersk Alabama z okolicznymi piratami. To nie wróży nic dobrego.

„Kapitan Phillips” robi duże wrażenie, a reżyser Paul Greengrass po raz kolejny zasłużenie zbiera pochwały. Film, mimo że długi (ponad dwie godziny), to na pewno nie nudzi i nie męczy. Toczy się swoim tempem, tak jak toczyły się te wydarzenia w 2009 roku na otwartej wodzie. Historia pokazująca, jak napad Somalijczyków próbował niemalże w pojedynkę odeprzeć kapitan statku, aż w końcu sam z nimi się zmagał, walcząc o życie. Genialnie rolę Phillipsa zagrał tutaj Tom Hanks. Staje się bohaterem, ale nie za sprawą typową dla bohaterów siłą, tylko siłą umysłu. I prawdziwymi emocjami.

Jest i druga, jak to w takich filmach opartych na faktach bywa, strona medalu. Nie ta z ekranu, tylko ta z życia. Historia, której nie napisało kino, tylko rzeczywistość. Albo inaczej: historia, którą napisało życie, tylko właśnie nie napisało jej kino. Marynarze, którzy byli na statku podczas tych traumatycznych wydarzeń, przyznali później, że Phillips nie był żadnym przywódcą. Był ponurym, obłudnym człowiekiem. Arogantem. I przez jego głupotę, lekceważenie zasad bezpieczeństwa statek został narażony na atak. Phillips, zdaniem swojej załogi, chciał zostać porwanym, może nawet zginąć. Natomiast rola tego (Mike Perry), który bohaterem okazał się faktycznie, bo obezwładnił dowódcę piratów, została przedstawiona w sposób marginalny.

Przyjmując, że to prawda, te uwagi na chwilę nazwijmy detalami. One nie wpływają na odbiór filmu. Filmu, który jest na najwyższym poziomie i który pokazuje gigantyczne różnice powstałe w dzisiejszym świecie. Potęgę amerykańskiej marynarki wojennej, wszelkiego rodzaju jej oddziałów i motywację piratów.

Napadający na statek Somalijczycy nie zostali przedstawieni – tak, to naprawdę nam się podobało – jako ci źli i najgorsi. Oni nie pragnęli zabijać, chcieli tylko pieniędzy. Bardzo dokładnie pokazano dramat ludzi, którzy na co dzień zmagają się z podstawowymi problemami egzystencjonalnymi. Biedni goście, niekiedy żyjący w paskudnych warunkach, których ubóstwo stawia przed najtrudniejszymi wyborami. I zmusza do aktów desperacji. Wygłodniali, odwodnieni, ranni i chyba też przerażeni, że zaszli tak daleko, momentami wzbudzali wręcz sympatię. Oni, czterej młodzi i naiwni, kontra wielka Ameryka. Tak blisko niej, niż tylko we wcześniejszych snach i marzeniach, nie byli nigdy.

Komentarze

Akcje na wodzie
Forma Hanksa
Wizja Greengrassa
Autentyczność Somalijczyków

Podsumowanie: „Kapitan Phillips” robi duże wrażenie, a reżyser Paul Greengrass po raz kolejny zasłużenie zbiera pochwały. Film, mimo że długi (ponad dwie godziny), to na pewno nie nudzi i nie męczy.

5


Ocena użytkowników: 3.6 (44 głosów)

Tagi: , , , ,



Back to Top ↑