Proszę, zabierzcie mi całą prywatność

Opublikowano Kwiecień 9, 2013 | przez Redakcja

privacy2

Od kilkunastu dni polskie serwisy internetowe bombardują mnie informacją o tym, że w trakcie przeglądania internetu dzieje się cośtam cośtam z plikami cookie.

Generalnie – właśnie tak zapamiętałem ich komunikat. Bla, bla, bla, cookie, bla, bla, bla, pliki, kliknij. Klikam na ten X na każdym z tych bannerów, bo gówno mnie interesuje to, czy ktokolwiek mnie w sieci śledzi i gówno mnie interesuje to, po co to robi. Następnie, dzień później, wchodzę na te same strony, znów pojawia mi się ten sam komunikat i znów muszę klikać na X, bo jakiś admin nie potrafił dorobić tego tak, żeby zapamiętać (zgaduję, że w plikach cookie?) mój wybór, więc ulubione serwisy zaliczają u mnie minus za minusem i niedługo przestanę je czytać tak często.

Zapłacą więc cenę za to że ktoś zdecydował, żeby rozwiązać mi problem, którego nie widzę, ponieważ nie robię niczego nielegalnego ani wstydliwego. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, po co zajęło się tym jakieś ministerstwo i po co wprowadziło te przepisy odgórnie. To w ogóle jest ważne? Co mnie obchodzi to, że serwis Y zapamiętuje, że najpierw wszedłem na dział ze sportem, potem z technologią, a potem notowania giełdowe? Wszedłem? Wszedłem! To taki problem? Przecież nie będę się tego wypierał!

Czy przeszkadza mi, że dzięki temu – w teorii – dostosują stronę główną następnym razem, kiedy na nią wejdę i WRESZCIE nie będzie na niej streszczeń M jak Miłość ani informacji o Annie German (kimkolwiek jest)? Z kolan wstając, proszę nawet: niech tak się właśnie stanie!

Powiem więcej: ja chcę, żeby właściciele internetowych biznesów o mnie wiedzieli wszystko! Marzę o tym! Ozłocę tego, kto jako pierwszy zrobi to idealnie!

Może przestałbym wtedy dostawać co chwilę bzdury i zaczął klikać w lepiej dopasowane reklamy, a nie przebijać się przez kolejne bannery z podpaskami i margaryną Kasia mimo, że nigdy nie wchodzę na nic, co choćby minimalnie odpowiadałoby profilowi typowej kobiety? Może wtedy sklep internetowy, w którym kupiłem zestaw wszystkich sezonów The Wire na DVD nie wysyłałby mi dzień później kilkupłytowej oferty z sagą o smutnych, umięśnionych białych mężczyznach w futrach, skoro jasne jest, że poprzedni zakup wystarczy mi na jakieś 2-3 tygodnie hardkorowego biwakowania przed telewizorem? Może wtedy mój klub sportowy nie będzie mnie pytał w newsletterze, czy chcę kupić bilety na mecz w sobotę mimo, że od 12 lat mam na cały sezon karnet?

Patrzę na to, wrzucam ten syf do kosza, zaznaczam go jako spam i myślę: w dupie mam całą tę prywatność! Skoro nie umieją dopasować internetu do tego, kim jestem, to znaczy, że wiedzą o mnie nie tyle za dużo, ale… za mało!

Tak, za mało! To ja już bym wolał przy pierwszym uruchomieniu nowego komputera skonfigurować swój profil, podać płeć, wiek, preferencje seksualne, zarobki, numer buta i stosunek do sejmowych partii politycznych, ale potem, na zawsze, mieć spokój. Niech mi nawet raz na rok wyślą pytanie mejlem:

Od: Instytut Szpiegowania Internetów
Do: Szpiegowany Internauta #14 022 938
Temat: Czy wciąż uważasz Palikota za pajaca, podobają ci się silikonowe cycki, zarabiasz trzy średnie krajowe i nienawidzisz, gdy ktoś pisze „nas” wielką literą? [ODPISZ „TAK”, BY POTWIERDZIĆ PREFERENCJE I MIEĆ SPOKÓJ DO KWIETNIA 2014]

Proste? Proste! Dokładnie tak bym to widział! Ale nieeee. Jakiś urzędnik zdecydował za mnie i postanowił mnie ochronić przed czymś, czego nie uważam nawet za niepokojące. Jak stoję w klubie przed pisuarem i widzę reklamę środka na erekcję, to jakoś nikt nie mówi, że naruszono moją prywatność, a przecież gdyby ktoś się uparł, to porównanie tego ze zbieraniem informacji w cookiesach obroni się bez problemu. No co, nie?

Wchodzę na portal, w pliku zapisywane są informację o tym, co robię, więc wiadomo (w teorii), że jestem mężczyzną.

Wchodzę do klubu, idę do kibla z trójkącikiem na drzwiach, więc wiadomo (w praktyce, więc nawet gorzej!), że jestem mężczyzną.

Przecież to to samo! Jakiś biedny człowiek za 500 PLN miesięcznie wrzuca mi codziennie do skrzynki ulotki lokalnej pizzy. Nie narusza mojej prywatności, wiedząc, że jestem w centrum i że wybieram regularnie listy, a jego centrala pamięta, że zamawiam 3 pepperoni w każdy weekend, kiedy gra polska liga? No jak, narusza identycznie! I co, każą mu recytować ten tekst, jak stanie pod drzwiami?

Nie rozumiem też, dlaczego nie mam tej opcji raz na zawsze do rozwiązania z poziomu przeglądarki. Włączam pierwszy raz Chrome’a, pojawia się komunikat: „Kliknij TUTAJ, jeśli nie chcesz NIGDY widzieć tego pieprzenia o plikach cookies”. Co robię? Klikam.

Ale nieee. Urzędnik zrzucił na mnie – i na polski internet – wywrotkę spamu, którego nie umiem w żaden sposób usunąć i który będzie mi, prawdopodobnie, towarzyszył przez najbliższe X lat. Bo jest permanentny, a ja nie używam adblocka, ponieważ nie chcę okradać swoich ulubionych serwisów i chcę, żeby ludzie, którzy piszą w sieci, mieli czym nakarmić swoje dzieci (albo nakarmić swojego barmana).

Za to wszystko serdecznie dziękuję. Drodzy urzędnicy, popsuliście mi internet. Najchętniej zapisałbym Was za to na newsletter z albańskim porno, ale w przeciwieństwie do mnie, mielibyście na to jakiś sposób.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑