Przebieg Ceremonii Podpisania Pierwszej Umowy o Pracę

Opublikowano Luty 5, 2014 | przez MB

pimp

Umowa o pracę to teraz wyjątkowy luksus. Szczególnie, kiedy nie masz ukończonych trzydziestu lat i co najmniej dziesięcioletniego doświadczenia. W dodatku nie znasz biegle trzech języków, nie masz do perfekcji opanowanych języków HTML i SQL, nie uczestniczyłeś w zagranicznym programie stażowym i nie jesteś kreatywny (cokolwiek to znaczy). Dlatego żeby taki zaszczyt kopnął kogokolwiek w dupę, w rzece musi upłynąć wiele wody. Ale warto czekać, bo dzień podpisania pierwszej umowy o pracę to wspaniała ceremonia.

Zanim przestąpisz próg działu kadr, otrzymujesz od pracodawcy satynowe, purpurowe szaty wykańczane złotem i wysadzane cyrkoniami. Zaraz potem zjawiają się dwie szczupłe Tajki, które zadowalają cię na wszelkie sposoby. Służące przynoszą winogrona na srebrnych paterach, deskę najlepszych serów i paczkę fajek. Wszyscy biją ci brawo, poklepują po ramieniu i wiwatują na twoją część. Jesteś w centrum zainteresowania, każdy cię lubi i szanuje. Przechadzając się korytarzami zakładu pracy jesteś kimś. Masz prawo do nonszalanckiego kroku, rąk w kieszeni i kiepa w ryju. Spod ciemnych okularów obczajasz najlepsze dupeczki, które uśmiechają się zalotnie i z własnej woli dają ci numery zapisane na paczkach prezerwatyw.

W oparach marihuany, ozdobiony malinkami, z bananem na ryju stajesz w drzwiach działu kadr. Nawet nie musisz pukać. Otwiera je dostojny kamerdyner imieniem Alfred (w ten dzień jesteś superbohaterem). Tradycja nakazuje, by w grupie powitalnej znalazły się największe osobistości, od dyrektora wydziału przez burmistrza po przedstawiciela Rządu RP. Zjawiają się aktorzy, muzycy, celebryci. Odbywa się symboliczny benefis prowadzony przez Marcina Prokopa, w którym twoje ulubione piosenki śpiewają Kayah i Ryszard Rynkowski.

pimp2

Rozpoczyna się marsz honorowy w twoim wykonaniu. Zaproszeni goście tworzą długi szpaler i kłaniają ci się w pas. Rozchyla się niebo, z którego pada deszcz złotego brokatu, otwierają się okna, przez które wlatują białe gołębie, w tym samym czasie karły częstuję cię kokainą. W tle „Thunderstruck” AC/DC, u boku dwie skąpo odziane cycate blondyny, przed tobą szefowa działu kadr, która dla odmiany nie jest tłustą Panią Krysią, tylko gorącą jak piaski Kołobrzegu Jennifer Lawrence.

W glorii i chwale docierasz do biurka, gdzie oprócz Jennifer czeka na ciebie upragniona umowa, przepustka do opłaconych rachunków, regularnych posiłków i cipek osiedlowych dam. Składasz podpis i jesteś bogiem. Już nic złego nie może się stać.

Pod zakład pracy podjeżdża różowe cabrio i zabiera cię do najdroższej restauracji w mieście, potem do najmodniejszego klubu i ekskluzywnego burdelu. Wszystko na koszt pracodawcy. Masz urodziny, Brachu. Dzień dziecka i Boże Narodzenie. Przez cały dzień masz nietykalność na dzielnicy, rozrzutnie wykorzystujesz wszystkie kupony rabatowe do Maca, przechodzisz na czerwonym świetle, jesteś gość.

Żadne zasady i reguły cię nie obowiązują. Do ósmej rano dnia następnego. O tej porze purpurowymi szatami z satyny możesz sobie podetrzeć dupę, a wieczorem i tak cię skroją.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑