Przebierańcy i bajkopisarze… Kilka słów o ludziach, przy których rumuński student w Wiśle to pikuś

Opublikowano Lipiec 2, 2013 | przez Pato

 clown

Znają wszystkich, a wszyscy znają ich. Wyrywają najlepsze dupy, opowiadają o kolejnych premiach w robocie, z dumą prezentują sweter z krokodylem, nawet jeśli to jedyny egzemplarz w ich szafie. Przebierańcy, parodyści, bajkopisarze… Rozejrzyjcie się. Mijamy ich na ulicach. Widzimy na imprezach. Oglądamy w domu, gdy z nudów włączymy telewizor.

Od jakiegoś tygodnia obserwuję szyderę związaną z rumuńskim studentem, który trafił na testy do Wisły Kraków. Nie powiem – bawi mnie to. Bawi mnie głupota i dyletanctwo klubu, ale jeszcze bardziej śmieszy historia absolutnego Dyzmy, który wyciągnięty z czapki potrafił – choć przez chwilę – znaleźć się w gronie 13-krotnego mistrzu Polski.

Niejaki Oproiescu to człowiek-zagadka. Facet, który spreparował własne CV. W ostatnim tygodniu wszyscy o nim gadali, a mnie naszła refleksja: zaraz, zaraz, a czy to coś nowego? Czy w innych dziedzinach życia nie brakuje podobnych kiciarzy?

Napisałem, że sprawa Rumuna nawet mnie śmieszy. No tak, śmieszy, bo to tylko przelotna historia. Gość przyjechał i już go nie ma. Nikogo tutaj nie zamęczył, nikomu nie wciskał głodnych kawałków. Z przebierańcami, których spotykamy poza piłką, jest gorzej.

Oni są i będą.

Co to nie ja, gdzie to nie ja, z kim ja to wódki nie piłem… Brzmi znajomo, prawda? Biedny student z Rumunii (Student? A pokazał indeks?) to przy nich pikuś. Nie sadzi się. Nie spina. Nie mówi, że jest drugim Neymarem, tylko po prostu za pomocą prostych środków próbuje nabrać dyletantów.

Każdy z nas zna kogoś gorszego. Może to być kolega z roku, opowiadający kogo to w tym miesiącu nie posuwał, choć z góry wiadomo, że od posuwania ma jedynie wózki z tesco. Może to być nawet ktoś z rodziny – szwagier, który pieprzy przy stole o piłce, a nie ma o niej bladego pojęcia albo wujek zza siedmiu mórz, lądujący głową w sałatce, choć przed chwilą krzyczał do wszystkich, że nie potrafią pić.

To wszystko są przebierańcy. Kiciarze. Ludzie, którzy nie mają nawet świadomości tego, że wciskają ludziom mity. Są żałośni. Żyją w swoim we własnym, ciasnym świecie, ale póki nam w niczym nie zagrażają – jakoś ich tolerujemy. Rzadko mówimy wprost, jak bardzo nas bawią. Nie powiemy im „słuchaj, pieprzysz głupoty”, bo przecież tak błogo mieszka im się w mydlanej bańce. Tutaj są bezpieczni. Najlepsi. Wszystkowiedzący. Tutaj posiadają stuprocentowe sądy w dziedzinach, o których nie mają pojęcia.

Włączam dziś telewizor i widzę pierwszego z nich – niejakiego Jarosława Kuźniara z TVN24. Gościa, który nie zna się na niczym, ale nie przeszkadza mu to świecić głupim uśmiechem i pracować w wielkiej telewizji. Raz próbuje się podlizywać, innym razem kopać. Zakłada kilka masek, ale nigdy nie zdejmuje jednej – błazna.

Przełączam kanał i znowu to samo. Wywiad robi typ, który dociska rozmówców, ale gdyby odbić piłeczkę i spytać go o kilka wydarzeń z ostatnich dni – nie wiedziałby niczego. To tak jak z kolejnym klaunem – Marcinem Najmanem. Facet opowiada bzdury, rozstawia wszystkich po kątach, a potem wychodzi na ring i bum – leży.

I takich gości jest na pęczki. Znają wszystkich, a wszyscy znają ich. Wyrywają najlepsze dupy, opowiadają o kolejnych premiach w robocie… Brzmi znajomo, a więc wracamy do punktu wyjścia. Bal przebierańców trwa w najlepsze. I tylko raz na jakiś czas ktoś brutalnie zostanie z niego wyproszony. Jak ten rumuński student, którego w Wiśle już przecież nie ma.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑