Przeboje naszego dzieciństwa

Opublikowano Listopad 5, 2015 | przez ZP

7830f354_freestyler

Człowiek nie miał wtedy wyrobionego gustu. Słuchał wszystkiego jak leci, a największymi hitami domówek i podstawówkowych dyskotek zostawały te najbardziej chwytliwe, a nie najbardziej wyszukane przeboje. Wspominamy z dużym przymrużeniem oka, bo i tak należy je traktować. Zapraszamy!

Bomfunk MC’s – Freestyler

 

Wiele z poniższych szlagierów zestarzało się dość okrutnie. Są produktami swoich czasów, skończyły się bezpowrotnie. Ale Freestyler, czy też jak się to nazywało: „łakamakafą”? Upieramy się: choć do dziś nie wiemy o co chodziło w tej piosence, to jest klasykiem, którego i teraz miło posłuchać.

Zero – Bania u cygana

 

Lato 98′ należało do zespołu Zero i przeboju „Bania u cygana”. Słuchali tego wszyscy, wszędzie – bania wpadała w ucho, bania miała tekst, który imponował zarówno nastolatkom potrafiącym się upić połową piwa, jak i sprawdzał się na domówkach w nieco starszym gronie. Jako ciekawostkę powiemy, że zespół Zero ciągle gra po dyskotekach, oczywiście ze swoim nieśmiertelnym opisem pewnej grubej imprezy. Dziś wiemy, że to toporna piosenka, ale nostalgia wygrywa i mamy do niej sentyment.

Eiffel 65 – Blue

 

O czym to w ogóle jest? Któż to może wiedzieć – powiesz Blue, dodasz Eiffel 65, a wiadomo, że w głowie uruchamia ci się ta melodia. Cóż, refren to szczytowe osiągnięcie tzw. muzyki podprogowej, nie da rady, by nie wpadło w ucho. Zwraca też uwagę klip rodem z tanich gier na późnej Amidze, a także wyjściowy dres Eiffela.

Liroy – Impreza

 

Piątek, tygodnia koniec i początek, impreza u szakala jakiej nie przeżył nikt. Niech sąsiedzi walą, walą, walą do drzwi, sztucznie ognie niech się palą, palą, palą, a ty, tańcz i browar pij, niech cały wiruje świat. Może wam bardziej zapisał się w głowie inny szlagier posła Piotra Marca, ale to „Impreza” królowała na dyskotekach.

Axel F – Crazy Frog

 

Zbiorowa zaćma? Jak tego w ogóla można było słuchać? Nie wiemy, wkurzało szybko, ale fakt faktem: w pewnym momencie ta cholerna żaba była wszędzie. W telewizji, w radiu, zrobiono nawet grę. Zawsze tak samo tandetna i wpieniająca, ale jednak jakimś cudem odniosła gigantyczny sukces.

Peja – Jest jedna rzecz

 

Co tu kryć – hip hop w pewnym momencie eksplodował. Stał się w wielu miejscach pokoleniowym głosem, tym, czego się słuchało opuszczając dzieciństwo, a wchodząc we wczesną dorosłość. Peja miał później różne chwile, opinia o nim się zmieniała, ale bezwzględnie na samym początku był jednym z głównych graczy, a „To mój rap, to moja rzeczywistość” czy „Jest jedna rzecz” stawały się niemal hymnami nowej hiphopowej fali.

Paktofonika – Chwile ulotne

 

Ten moment, kiedy hip hop nie tylko wychodził z podziemia, nie tylko zyskiwał ogromny rozgłos, ale również zaczął być doceniany przez tak zwanych krytyków. „Jestem bogiem” czy „Chwile ulotne” to po prostu świetne piosenki, pokazujące hip hop od nieco subtelniejszej strony.

Łzy – Agnieszka

 

Hip hop swoją drogą, a kolonijne dyskoteki swoją. Czy to się komuś podoba czy nie, historię pewnego letniego romansu, kiedy „dużo wina się piło, a mało się spało” też zna prawie każdy na pamięć.

Mr President – Coco Jumbo

 

Jaja je Coco Jumbo – prawdopodobnie nie da się wymyślić durniejszej frazy. A jednak znamy ją dobrze wszyscy.

Scooter – How Much is The Fish

 

No dobra, da się: How Much is The Fish to godny rywal dla Coco Jumbo. Coś dziwnego było w tekstach z tamtych czasów.

ERA – Ameno

 

Jednego naszemu dzieciństwo odmówić nie można: przekrój był dość solidny. Od techno, przez hip hop, po coś takiego jak Ameno, czyli, właściwie nie wiemy co, chorały?

Captain Jack – Captain Jack

 

No dobra, żeby nie było za poważnie: Captain Jack w piosence Captain Jack. Prawie na pewno jedynej jaką nagrał, ale która i tak wystarczyła by zapewnić mu nieśmiertelność. Lata 90te w esencji.

Darude – Sandstorm

 

Hit każdej imprezy w rytmach elektro. Nieskomplikowane, dynamiczne – ma coś w sobie nawet do dziś. Choć przyznamy, zawsze myli nam się z…

Sash! – Ecuador

 

Orzeł, pan Ekwadorczyk biegający w kapeluszu, darcie per „Ecuador!” raz na jakiś czas? A pewnie, przepis na światowy hit kilkanaście lat temu.

 

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑