Przedwalentynkowy list do ukochanego Kwiatuszka

Opublikowano Luty 10, 2014 | przez MB

DSC_0120

Kobiety żyją w świętym przekonaniu, że w Walentynki musi zadziać się coś niezwykłego. Przelot balonem nad Adriatykiem, przejażdżka na słoniu, kolacja na szczycie Wieży Eiffela albo najlepiej wszystko naraz. Z kolei mężczyźni mają potrzeby skrajnie skromne. Stają na rzęsach, by zadowolić swoją partnerkę, lecz w głębi serca potrzebują zwyczajnych przyjemności. Najlepsze walentynkowe prezenty, jakie kobieta może sprawić mężczyźnie, są na wyciągnięcie ręki.

Drogi Kwiatuszku,

przyjdź na czas. To o wiele łatwiejsze niż zorganizowanie romantycznego weekendu w Karpaczu, bryczki zaprzęgniętej w dwanaście śnieżnobiałych koni i Jude’a Law.

Nie narzekaj tyle. Nie biadol, nie zrzędź. Niech chociaż raz wszystko Ci się podoba. Czym jest chwila zaciśniętych zębów wobec oceanu płomieni zapachowych świec, jaki dla ciebie przygotowałem? Co z tego, że nie lubisz zapachu lawendy, przecież to właściwie jeden chuj jak te świeczki pachną. Kolor nie taki? To usiądź pod światło, niech wali ci non stop po gałach.

Zamiast iść do szykownej restauracji zjeść zieleninę i wióry w cenie Fiata Punto z salonu, wybierzmy się jak ludzie na hamburgera, frytki i colę. Dzień Zakochanych nie musi przecież od razu stać się Dniem Spłukanych. Teraz jest dużo tych hamburgerowni, które zamiast mięcha serwują humus, zapiekany ser i inne łakocie – najesz się, Kotku.

Będziemy szczęśliwi po pachy. Tylko stul dziób na chwilę. Patrz na gwiazdy, podziwiaj pokaz sztucznych ogni, który naprędce zorganizowałem dzięki uprzejmości lokalnego dystrybutora, zachwycaj się zielenią, wsłuchaj w szum strumyka. Natura najwyraźniej jest mężczyzną, bo kocha ciszę.

Gdybyś wieczorem zechciała być szalona, co nie jest wcale konieczne, mogłabyś zaproponować trójkącik z jakąś ładną koleżanką, na który oczywiście się nie zgodzę, ale docenię gest i będę wielce wzruszony. Jak rolnik na żniwach.

Chyba, że wolałabyś pograć trochę na PlayStation, zabić kilku Niemców, strzelić parę goli, wysadzić co nieco. Łezka mi się w oku zakręci.

Najważniejsze jest jednak to, co wydarzy się dzień po. Ani się waż, Pieseczku, przeciągać Walentynek na cały weekend. Zaraz po północy daj mi święty spokój. Sprowadziłem śpiewające delfiny, wynająłem gondolę, nauczyłem się grać na harfie, zdobyłem bilety na koncert Wodeckiego, jestem trochę zmęczony. Chyba, że chcesz bym na twoją świeżą pościel malowniczo zrzygał się popołudniowym hamburgerem popchniętym przez nadmiar lukru. Jak wolisz, Słoneczko, ja niczego nie sugeruję, tylko podpowiadam. Choć tak naprawdę chcę usłyszeć od Ciebie tylko pięć słów kluczowych:

1. Idź

2. na

3. piwo

4. z

5. kolegami.

Kocham Cię, Pączusiu, tak, że ho ho i mam nadzieję, że weźmiesz pod uwagę wszystko, co powyższe. Pamiętaj, że miłość to nie tylko pluszowy miś i kwiaty. Miłość to czasem też pizza na wynos i trzy części „Transportera”.

Twój na zawsze,

Walenty

P.S.
Czy mogłabyś mi oddać te dwanaście złotych, które pożyczyłaś ode mnie w zeszłym tygodniu?

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑