Przejście na czerwonym i inne rebelie dnia codziennego

Opublikowano Kwiecień 11, 2014 | przez MB

tomaszow

Łamanie prawa i nieprzestrzeganie zasad to jedne z największych pokus, jakim człowiek musi stawiać czoła. Niestety, nie udaje się nikomu.

– Co?

– Co?

– Jak to? Ja nigdy.

A właśnie, że nawet Ty. Nawet Ty nie jesteś wolny od zakazanych uczynków. Wydaje nam się, że przeciętny człowiek codziennie dopuszcza się jakiegoś wykroczenia albo ominięcia przepisów. W innym wypadku trasę Wrocław – Warszawa pokonywałaby autem w dziewięć a nie w trzy i pół godziny (czyli JAZDA Z NIEDOZWOLONĄ PRĘDKOŚCIĄ). Co więcej, rzadko kiedy naginanie zasad do własnych potrzeb jest nieświadome. Najczęściej robimy to z premedytacją i ogromnym poczuciem satysfakcji. Usprawiedliwiamy się sami przed sobą, że tak trzeba, że jak to wszystko jest źle pomyślane, że może nikt nie zauważy. Droga na skróty to najwyraźniej naturalna ścieżka, którą człowiek jako istota musi podążać.

Zanim zaczniecie wieszać na nas psy, zastanówcie się, czy aby na pewno nigdy nie popełniliście jednego z poniższych czynów, nicponie. I od razu wybierzcie te, które powtarzacie nagminnie.

Najpowszechniejszy to sztandarowe przejście przez przejście dla pieszych na CZERWONYM ŚWIETLE. W dużych i źle zorganizowanych miastach stanie na światłach to zabójca czasu i prawdziwy test dla niecierpliwych. Choć np. we Wrocławiu to nawet Dalajlama by oszalał i przeszedł. Niech ten, kto jest niewinny, pierwszy rzuci kamieniem.

Nie trzeba odchodzić daleko, by znaleźć kolejny przykład. Wystarczy kilka kroków w lewo bądź w prawo i już mamy NIEDOZWOLONE PRZEJŚCIE PRZEZ ULICĘ, czyli takie nie po pasach, na szagę. Przebieganie z nadzieją, że „zdążę przed tym Audi”. Nagminne.

Idziemy dalej. JAZDA NA GAPĘ. O, ja! „Bileciki do kontroli” i sto dwadzieścia złotych w błoto. Są tacy, co nigdy nie kupili biletu i ich uważamy za najtwardszych kozaków. Jeśli czytacie ten tekst na tabletach podczas przejażdżki tramwajem, rozejrzyjcie się, tylko dyskretnie. Albo upewnijcie się, co podpowiada aplikacja „Mam kanara!”.

WEPCHNIĘCIE SIĘ W KOLEJKĘ. Częste, intencjonalne i w dodatku chamskie zachowanie.  Za to jak bardzo przyspiesza ruch i przybliża cel, prawda? Umiejętność, którą doskonale opanowali klienci supermarketów oraz użytkownicy publicznych toalet.

Regularni bywalcy multipleksów za to świetnie wiedzą jak zapłacić za jeden bilet a obejrzeć trzy filmy. WBIJANIE NA KOLEJNY SEANS to zmora wszystkich pracowników obsługi Multikina i innych sieciówek. Jeszcze się chyba taki nie znalazł, który nie próbowałby na krzywy ryj przemycić siebie i znajomych.

Równie duża pokusa czai się w restauracji, kiedy na przykład można zamówić, poczekać aż kelner zniknie za rogiem i NIE ZAPŁACIĆ. Straszna rzecz, która faktycznie nie musiała przydarzyć się każdemu, ale za to na pewno każdy o niej myślał. Co summa summarum w obliczu Boga już jest złym uczynkiem.

Tak samo jak MASTURBACJA. Prawo boskie również jest po to, żeby go przestrzegać. I co teraz, gagatki? Małe marszczenie do poduchy to grzech!

Autor tekstu zabrzmiał trochę jak konduktor, który przyłapał pasażera na PALENIU W POCIĄGOWYM KIBLU. Bo przecież wszyscy wiedzą, że pociągowy kibel to nadal pociąg i że palenie w pociągowym kiblu to to samo, co palenie w pociągu, ale jednak nikt absolutnie się tym nie przejmuje. A czy ktoś z Was martwi się tym, że ulice polskich miast to nie ulice Berlina i tutaj nie wolno PIĆ ALKOHOLU W MIEJSCU PUBLICZNYM?

Dookoła sami kryminaliści i grzesznicy.

Fot. tvtomaszow.pl

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑