Krótka wiadomość dla leniwych kierowców od biegacza: pieprzcie się

Opublikowano Kwiecień 13, 2014 | przez Dżordż

mem

W dniu Orlen Warsaw Marathonu fejsbukowe posty zdominował jeden temat: biegaczy. Nie są to jednak wpisy samych zawodników, chwalących się swoimi występami. Nie, zamiast nich do głosu doszli kierowcy. Biedni, ciemiężeni przez sportowców posiadacze aut postanowili wylać całą swoją żółć.

Generalnie to bardzo im współczuję. Przez całe PÓŁ NIEDZIELI nie mają jak dojechać do teściowej na obiad, do Ikei po nową szafkę i do galerii, żeby kupić buty nr 5. Prawdziwy dramat, naprawdę. Tym straszniejszy, że w Warszawie powtarza się AŻ 2-3 razy w roku. Czekam aż któryś z kierowców nie wytrzyma nerwowo i pójdzie do Drzyzgi albo do „Trudnych spraw”.

No, pożartowaliśmy, a teraz czas na kilka gorzkich słów prawdy: posiadacze aut (oczywiście nie wszyscy) bywają bardzo leniwi. Znam takich, którym dupa w piórka obrosła aż tak bardzo, że podjeżdżają samochodem… pół kilometra po bułki na śniadanie. I właśnie ten typ człowieka zaczyna narzekać w dniu maratonu na tych cholernych biegaczy. Nazywa ich lanserami, którzy uniemożliwiają mu „poruszanie się”.

Hm, a czy ty człowieku umiesz przemieszczać swoje dupsko tylko za pośrednictwem czterech kółek? Czy jesteś do nich przyspawany? Czy naprawdę nie możesz raz na ruski rok śmignąć do swojego celu rowerem? Rolkami? Albo… spacerem lub truchtem?

Naprawdę narzekanie na biegaczy „zapieprzających” miasto jest słabe, ponieważ do takich sytuacji dochodzi rzadko, od święta. Jeśli my, sportowcy aż tak bardzo przeszkadzamy kierowcom, to ja chętnie napiszę kilka zdań o tym, jak mocno mnie irytują posiadacze bryk, i to nie raz na cztery miesiące, ale niemalże CODZIENNIE.

Czym konkretnie? Pierwsze przykłady z brzegu:

a) kiedy trenuję w mieście i truchtam po ulicy na zielonym, muszę uważać na was niemalże cały czas. Wpadacie z dróg prostopadłych nie patrząc na to, czy ktoś porusza się po pasach, czy nie. Gdybym nie był czujny, przejechalibyście mnie już piętnaście razy.

W sumie nie dziwie się, że ciężko utrzymać wam koncentrację: rozmawianie przez komórkę i pisanie SMS-ów przy jednoczesnym prowadzeniu rzeczywiście nie jest łatwe.

b) niszczycie moje płuca. Nie mam prawa jazdy, praktycznie nie poruszam się autami, nie są mi one do niczego potrzebne. Więcej: dla mnie mogłyby w ogóle nie istnieć. Niestety, nie dość, że są ich tysiące, to jeszcze wydzielają z siebie niezdrowe spaliny.

I tu nasuwa mi się pewna myśl: co jest dla świata gorsze, kilkadziesiąt tysięcy zapaleńców, którzy raz na jakiś czas przebiegną przez miasto X blokując tym samym „żyjące” w nim auta, czy też właśnie te auta – regularnie, każdego dnia działające na miasto X destrukcyjnie?

Dziękuję, nie mam więcej pytań.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑