Psycho. Dziewczyna, której NIE CHCESZ wydymać

Opublikowano Czerwiec 14, 2013 | przez Redakcja

psycho_girlfriend

Zrobiłem to pierwszy raz w życiu. „Opiszę Cię w internecie” – powiedziałem.

Nie przeraziła się, nie przejęła, nie straciła animuszu. Psychicznie chora laska, która zaczepiła mnie 4 godziny wcześniej na ulicy i której nie udało mi się zgubić nawet w mieście liczącym kilka milionów mieszkańców, uśmiechała się, jakbym właśnie się jej oświadczał.

Zaczęło się tak, jak zwykle zaczynają się historie, które powtarzasz kolegom rok później. Albo te, które kończą się wyłowieniem Twoich zwłok z rzeki, pobudką w wypełnionej po brzegi lodem wannie, lub bólem dupy i śladami kajdanek na rękach. „Cześć!” – powiedziała, przechodząc obok mnie, gdy wracałem z kolegą z pracy – „co tu robicie”?

Przez chwilę w tej opowieści wszystko będzie jeszcze w porządku.

Była Polką, jedną z niewielu w tym rejonie, zdominowanym przez imigrantów z Meksyku i międzynarodowy tłum wylewający się z kończących się właśnie targów. Przypadkowe, logicznie brzmiące spotkanie: usłyszała swój język, zagadała, dostała odpowiedź. Zdążyłem jeszcze założyć, że jest z tej samej branży, przedstawić się i dać wizytówkę.

Po godzinie było jasne, że nie mamy ze sobą nic wspólnego, w branży nawet nie pracuje, a w tym miejscu była przypadkiem. Ot, studentka na jakiejś wymianie. W tamtym momencie jeszcze tego nie wiedzieliśmy, a dla niej nie był to problem, żeby w kilkadziesiąt sekund wydzwonić kolegę i koleżankę. „Przyjeżdżaj, spotkałam dwóch Polaków, jedziemy do baru” – poinstruowała przez telefon, zanim ustaliliśmy, że W OGÓLE gdzieś jedziemy.

I wtedy powinna mi się zapalić pierwsza lampka. To nie jest normalne. To nie jest normalne, że kobieta zaczepia na ulicy dwóch ludzi, zamienia z nimi dwa zdania i organizuje akcję układania im wieczoru ze swoimi znajomymi, którzy nie mają nawet pojęcia, o co chodzi. Nie jest normalne, że – niepytana – opowiada historię swojego życia, następnie wypytuje Cię o Twoje plany na wieczór, a gdy jej koleżanka (całkowicie zaskoczona i zdezorientowana) podjeżdża samochodem, dowiaduje się, że ma Cię podwieźć pod klub. Ktoś by to nazwał uprzejmością.

Dla mnie znamionuje to jedną z dwóch rzeczy:

  1. Albo chce się dymać
  2. Albo jest crazy

Tu obstawiłem obie opcje. Niestety, na pierwszą nie miała szans: obiektywnie średnia. Na drugą postawiłbym tak ze sto złotych – i to jeszcze przed tym, gdy po zostawieniu nas przy wejściu na imprezę pojawiła się pół godziny później z informacją, że właśnie się tam wkręca, bo „chce pobyć trochę razem”.

Przysięgam, modliłem się, żeby jej nie wpuścili. Godzinę po tym, jak została bez zaproszenia przed drzwiami, dostałem SMS-a: „Nie martwcie się, zaraz ktoś po mnie wyjdzie, mam opaskę na VIP-y”. 40 minut po tym dopadła nas przy barze. „Myśleliście, że się mnie pozbędziecie”? – spytała.

„Może Cię to zdziwi, ale tak” – odpowiedzieliśmy, zupełnie szczerze.

Gdybym odwrócił sytuację, byłbym uznany za chorego psychicznie zboczeńca. Nie myśląc długo, powiedziałem jej, że od teraz właśnie tak będziemy ją traktowali. „Pewnie myślicie, że jestem jakaś nienormalna, że Was tak zaczepiłam i w ogóle”? „Dokładnie tak myślimy”, powiedział kolega. „To nic złego, po prostu jesteś stalkerem”.

Podczas wizyty w toalecie przez myśl przeszło mi, żeby schować do kieszeni średniej wielkości kamień, który wyjąłbym ze stojącej tam donicy. Przynajmniej miałbym się czym bronić, gdyby, przypadkiem, wysiadła pod moim hotelem z taksówki.

Na całe szczęście ręce mam czyste. Zniknęliśmy, gdy poszła po drinka. Gdy to piszę, dzień później, na ekranie telefonu mam od niej dwa SMS-y i trzy nieodebrane połączenia. „Jeśli chcesz się spotkać, znajdziesz mnie na ławce przed centrum konferencyjnym”. Nie, krejzolku, nie chcę. Nie zauważyłaś tego przez ostatnie 24 godziny?

***

„Szuka wkładki” – pomyślałem po pięciu minutach tej znajomości – „to pewne”. Dwa, trzy lata temu ściągałbym ją na chatę jak nowe odcinki Dextera.

Ale dwa, trzy lata temu nie wiedziałem jeszcze, jakie konsekwencje rodzi zadawanie się z kobietami, które mają nierówno pod sufitem. Nie wiedziałem też, że odmowa działa na nie, jak magnes. Z przyczyn, których nie rozumiem, psycholki myślą, że żartujesz, kiedy mówisz, że nie planujesz się z nimi spotkać. Prawdopodobnie traktują to jako formę przekomarzania się, flirtu.

„Co, nie chcesz się ze mną widzieć, nie”?

„Mniej więcej właśnie tak”

„Hehe, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo”.

Ta ostatnia odpowiedź jest znamienna. Jebnięte w dekiel kobiety uwielbiają udawać, że coś jest żartem, podczas gdy dobrze wiedzą, że nie jest. Bo nie jest. Ich celem jest dokładnie to, co komunikują: bycie z Tobą, choćbyś się miał obwiązać zaraz trotylem.

Telefony w nocy. SMS-y w nocy. Dwadzieścia telefonów jednej nocy. Dwadzieścia SMS-ów jednej nocy.

W rok po rozstaniu.

Przy nowej dziewczynie.

W najgorszą pogodę.

Powiedziałem kiedyś koledze, że jeśli jedna z takich zawodniczek nie przestanie mnie nachodzić, napiszę jej, że może wpaść, ale tylko, jeśli jest gotowa wziąć prosto z tyłka do buzi.

Odpowiedział, że to ryzykowne: dopiero wtedy może się zacząć nakręcać na serio.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑