PZKosz, czyli związek, który ma gdzieś honor i narodową dumę

Opublikowano Wrzesień 9, 2014 | przez Gofrey

AJ_Slaughter_4003955548

Tenis stołowy. Wśród najlepszych zawodników tej dyscypliny ostatnich lat znajdziemy Polaka Wang Zengyiego, Szwedkę Li Fen, Holenderkę Li Jiao czy Niemkę Wu Jiaduo. Koszykówka. David Logan grał w polskich barwach, Chorwaci mają Olivera Lafayette, a Ukraina Eugene’a Jetera. W lekkoatletycznym biegu na 1500 metrów kobiet podczas Mistrzostw EUROPY, na finiszu rywalizowały ze sobą Abeba Aregawi, Szwedka, która jeszcze na igrzyskach w Londynie biegała pod flagą Etiopii, i Sifan Hassan, rodowita Holenderka, również reprezentująca do niedawna barwy Etiopii.

O tym, że świat sportu oszalał, wiadomo od dawna. Jednakże, gdy docierają do nas takie informacje, jak niedawno wystrzelona przez sport.pl wiadomość, że wkrótce w koszykarskiej kadrze narodowej może się pojawić Amerykanin, który nigdy nie był w naszym kraju… Cóż, zacytujmy:

„Anthony Darrell Slaughter Jr urodził się 27 lat temu w Louisville w Kentucky. Dorastał w liczącym 15 tys. mieszkańców Shelbyville, był gwiazdą liceum. Jako czołowy gracz stanu dostał stypendium na solidnym koszykarsko Uniwersytecie Zachodniego Kentucky, walczył w mistrzostwach NCAA. Liczył na wybór w drafcie do NBA, ale nie dostał żadnej propozycji i w 2010 roku przyleciał do Europy. We Włoszech, w Belgii i we Francji z roku na rok robił postępy, w minionym sezonie w Elan Chalon był wyróżniającym się zawodnikiem Pucharu Europy – rzucał średnio po 17,1 pkt, miał po 4,6 asysty w meczu. W lipcu podpisał kontrakt z Panathinaikosem, czołowym zespołem Euroligi. Teraz A.J. chce być Polakiem. Wniosek o nadanie polskiego obywatelstwa jest już w Kancelarii Prezydenta. Prezydent, zgodnie z ustawą z 2009 roku, może nadać obywatelstwo każdemu cudzoziemcowi.”

Slaughter nie jest jednak farbowanym lisem pokroju Ludovica Obraniaka, który wyszukał sobie przodków z Polski, czy nawet Emmanuela Olisadebe, który dostał paszport po dobrej grze w naszej lidze. Nie, Slaughter z naszym pięknym krajem ma wspólnego tyle, co piłkarz Sebastian Steblecki ze Stanami Zjednoczonymi. A nawet mniej, bo Steblecki pewnie czasem oglądał USA w grach i filmach, a Slaughter polską flagę widział prawdopodobnie tylko przy nazwisku Marcina Gortata w składach NBA.

Już teraz Polacy zamierzają podpisać ze Slaughterem specjalną umowę – dostanie obywatelstwo, ale ma się stawiać na zgrupowaniach. Trzeba się przecież zabezpieczyć przed casusem Logana, który miga się od gry dla Polski. Kurwa, jak to wszystko w ogóle brzmi?! Kontrakt przy nadawaniu obywatelstwa? Umowa między reprezentacją a zawodnikiem? To jest jeszcze kadra, czy już robienie sobie jaj z pogrzebu i menedżerskie fiku-miku w celu zwiększenia wartości koszykarza?

Ale okej, odpuśćmy na moment emocje, zróbmy miejsce logice. Ta bowiem jest jeszcze bardziej bezkompromisowa dla biznesmenów handlujących obywatelstwem (bo przecież nie „narodowością”). Otóż stworzenie tego typu precedensów może doprowadzić do sytuacji, w której podobne czary wykorzysta ktoś obrzydliwie bogaty, kto zwyczajnie kupi sobie do reprezentacji – przyjmijmy Albanii – siedmiu amerykańskich wymiataczy, którymi ogra bez problemu całą Europę (oczywiście taki milioner wcześniej zapłaci odpowiednio wiele za zmianę przepisów, która pozwoli mu wrzucić do tej nieszczęsnej albańskiej kadry paru obcokrajowców naraz).

Naprawdę do tego zmierzamy? Rozgrywki tenisa stołowego mają być sprawdzianem, kto ściągnął do siebie lepszego Chińczyka? W maratonach Etiopia zajmie pierwsze dziesięć miejsc pod ośmioma różnymi flagami? A w koszykarskiej Europie o wynikach decydować będą wyłącznie Amerykanie? To jest ten cały sport? To jest właśnie budowanie narodowej dumy?

W pizdu z taką koszykówką, czy takim tenisem stołowym! Pięć milionów orlików z koszami tylko po to, by miejsce polskiego małolata zajęli w kadrze giganci zza wielkiej wody. Duma, patriotyzm, wyższe wartości, poświęcenie dla kraju, ten cudownie brzmiący „Mazurek Dąbrowskiego” – wszystko ustępuje miejsca chorej ambicji. W sport.pl czytamy:

„Prezes PZKosz Grzegorz Bachański już rok temu po nieudanym EuroBaskecie na Słowenii mówił o poszukiwaniu kolejnego zagranicznego gracza do reprezentacji. – Drużyna potrzebuje zawodnika obwodowego o odpowiednich umiejętnościach i w odpowiednim wieku. Liczyliśmy, że trener Taylor, który zna specyfikę amerykańskiej i europejskiej koszykówki, wskaże kogoś wartościowego. Slaughter nasze kryteria spełnia.”

Po tej lekturze czujemy obrzydzenie i pogardę. Taki sport (w dodatku z takim prezesem) nie zasługuje na splunięcie. Mamy nadzieję, że ktoś zawróci z tej ścieżki donikąd, bo inaczej fanom PRAWDZIWYCH reprezentacji narodowych pozostanie co najwyżej wspominać po raz tysiąc sześćset osiemnasty powtórkę naszego meczu na Wembley…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑