Raper „Ten typ Mes” nawija o alkoholowych blaskach i cieniach

Opublikowano Styczeń 16, 2013 | przez kozak

160785-1

Oczywiście promile we krwi źle się kojarzą i oficjalnie nie warto akceptować popijania. Jako tekściarz powinienem unikać takich tematów – mogę narazić się abstynentom kupującym lub recenzującym moje płyty. Z drugiej strony drąc mordę ze sceny by ktoś doniósł mi drinka (pozdrawiam Toruń!) daję do zrozumienia ludziom młodszym ode mnie, że picie jest ok. Otóż jest, ale ma blaski i cienie. I odrzucając hipokryzję alkopoligamia.com spróbuje stworzyć bazę trików, które zminimalizują ilość cieni.

Spić potężnie można się na „agresora”, „jęczybułę” (noo weeź, ale chooś, muszę ci cooś poowiezieś), „johnny walkera” (nagła chęć powrotu z buta do domu), „dymacza” (dlaczego tu nie ma kobiet!!!) i „śpiocha” (ja nie idę spaać, tylko sobie leżę… tylko… chrr…), no i „beksę”, ale to już naprawdę fatalny etap. Wszelkie inne rozgraniczenia zaobserwowane na więcej niż dziesięciu osobach zgłaszajcie na stronie. No, jakkolwiek – chodzi o to, by wypiwszy alkohol wciąż umiejętnie kontrolować swój stan. Jeśli gadasz z ludźmi – to orientuj się czy nie wisisz im na ramieniu i nie wykładasz obślinionych historii do ucha. Jeśli zabawnie wymieniasz ciosy z kolegą sprawdź czy jego i całą resztę też to bawi. Jeśli chcesz dymać to spytaj kogoś bardziej trzeźwego, czy gra jest warta świeczki. Zryw do domu – ok, ale czemu 7 km piechotą. Dla śpiocha i beksy nie mam pomysłów, ktoś ma? Tyle tytułem wstępu, choć prawdę mówiąc jeszcze bym go przedłużył. Coś jak magazyn wędkarski – niby chodzi o wrzucenie robaka do wody, a można o tym pisać tomy.

Tłusty posiłek, jakoś niecałą godzinę przed imprezą. To rozwiązanie bliskie ideałowi. Tłuszcz osadza się w żołądku, C2H5OH wolniej przedostaje się do krwi – niektórzy temu przeczą, ale ich zarzygane oblicza godzinę po rozpoczęciu najby świadczą przeciwko nim. Dużo soków, z witaminami i resztą zdrowego badziewia – to „medyczny” patent, ale z tego co wiem faktycznie zmniejsza kaca. Mniej szlugów – ja nie jaram, ale kto jara ten wie. Wielu palaczy potwierdza – syndrom przejarania to bonusowe 4 punkty w 10-cio punktowej skali zgonu następnego dnia. Gazowane drinki – ponoć wtedy szybciej gorzałka uderza do głowy. Być może coś jest na rzeczy, przeprowadziłem za mało badań by zawyrokować. W ogóle drinki i wszelkie mieszaniny. Nie mieszać alkoholi – ta reguła przyświeca mi od lat. Jeśli skończyła się wódka, w lodówce jest tylko piwo, a dziewczyna wciąż nie staje się ładniejsza… raczej należy pozbyć się dziewczyny niż sięgnąć po browar. Znajome mawiają „wcale nie, a ja łączyłam, najpierw wódka, potem piwo, malibu, coś tam…” – być może, ale jeśli mówimy o ekstraklasie, a nie wysiorbaniu przez słomkę trzech mikstur w sześć godzin to sprawy się komplikują. Są wyjątki od tej reguły, ale te wyjątki ważą zwykle po 110 kg i nie dziwi ich dobra forma mimo fuzji cieczy.

Tyle na razie, plus konkurs dla sceptyków; „wymień 10 wielkich abstynentów XX wieku”. W nagrodę nasza koszulka z ręcznie zamazanym przedrostkiem „alko” i karton mleka.

 

Ten Typ Mes

(tekst z zaprzyjaźnionej strony alkopoligamia.com)

 

Komentarze




Back to Top ↑