Spotkanie dwóch rożnych światów. Zderzenie siły ze słabością. Ordynarności z urokiem.

Opublikowano Lipiec 13, 2013 | przez Pato

film

Ona – treserka drapieżnych orek, która w wypadku traci obie nogi. On – społeczny wyrzutek, niepotrafiący zaopiekować się kilkuletnim synem. Brzmi jak początek trywialnego love story, ale to tylko pozory, jeden z elementów układanki, dla której warto robić takie kino i warto je podziwiać. Właśnie obejrzałem „Rdzę i kość” – poruszający film Audiarda, który po świetnym „Proroku” dalej trzyma dobrą, wysoką formę.

Tytuł ten migał mi przed oczami jakiś rok temu. De rouille et d’os. Rust and Bone. Trudno mi powiedzieć, czy chodzi o moją ignorancję, czy po prostu o słabą promocję, ale do wczoraj raczej nie przykuł mojej uwagi. Gdzieś tam widziałem pojedyncze recenzje, w pamięci odgrzebuję wygląd plakatów, dopiero jednak usłyszane z boku, kluczowe „zajebiste” sprawiło, że film ten obejrzałem. Pierwsze skojarzenie – osławieni nie tak dawno „Nietykalni”, drugie – „Myszy i ludzie” Steinbecka. Te same spotkanie dwóch rożnych światów. Zderzenie siły ze słabością. Ordynarności z urokiem. Patent stary jak świat, ale przeważnie sprawdzony. Jednym się udaje, drugim nie bardzo – tutaj ewidentnie wyszło.

Żeby nie było – wspomniałem o „Nietykalnych”, ale nie jest to film, w trakcie którego na sali raz po raz unosi się rechot. Momentami czuć podobny klimat, ale nie, to nie ta bajka. Stephanie i Alain to ludzie wyobcowani, nieprzystosowani do rzeczywistości. Audiard, mistrz dramatu psychologicznego, kapitalnie pokazuje całą ich złożoność. Prześwietla kadrami, kontroluje dynamikę, a gdy trzeba podkreślić jakąś scenę nie boi się puścić cukierkowej Kate Perry.

Mamy więc dwie osoby, które przez większość filmu zachowują się wobec siebie zachowawczo, nieco wstydliwie. Nie ma tu jednak taniej ckliwości, tylko powolne dojrzewanie do życiowych wyzwań. Ona jest sparaliżowana i pozbawiona ambicji, on emanuje siłą w nielegalnych walkach, dzięki którym jest w stanie utrzymać syna. Obaj muszą przejść długą drogę zanim wybiorą to, na czym najbardziej im zależy.

– Chcesz się pieprzyć? – pyta w pewnym momencie Alain, ale terapeutyczny seks, w którym Stephanie odzyskuje uśpioną po wypadku zmysłowość, nie od razu sprawi, że siła ze słabością w końcu zacznie się splatać.

Film ma kilka naprawdę mocnych, świetnie zrealizowanych scen. Ma prawdziwość, którą często brakuje hollywoodzkim produkcjom i niezły, zróżnicowany soundtrack. Ma też Marion Cotillard, uroczą Adrianę z filmu Allena, która posługując się subtelnymi środkami stworzyła naprawdę mocną rolę.

Na jej przykładzie widzimy co znaczą życiowe kryzysy, straty, jakich możemy doświadczyć i zyski, które czekają nawet w najgorszym z możliwych momentów. Potrafi to zrozumieć nawet gangsterska postać Alaina, gdy o jego życiu i życiu najbliższych zaczynają decydować sekundy. Tytułowa rdza i kości to smak, jaki czuje się po uderzeniu pięścią w twarz. Po wylądowaniu na dnie, z którego wydaje się, że nie ma już odwrotu. Audiard pokazuje, że jest to smak tylko przelotny, bo – jakkolwiek by to banalnie nie zabrzmiało – z dna też można się podnieść.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑