Regularne posiłki i dokładnie wysprzątane mieszkanie. Związek z koszmaru

Opublikowano Październik 28, 2013 | przez MB

para

Toksyczna miłość, codzienne kłótnie, brak wspólnych zainteresowań, liczne rozterki i wzajemne wyrzucanie sobie całego zła tego świata. To jedne z częstszych objaw dysfunkcyjnego związku, przez które dochodzi do licznych typu: rozstania, depresje, podcięte żyły. Niestety, historia relacji damsko-męskich zna jeszcze gorszy przypadek. Tzw. związek przykładny.

Nie ma chyba nic bardziej gorszego niż życie w ułudzie. A związek przykładny do tego właśnie się sprowadza. Obu stronom wciska kit o tym, że są szczęśliwe. Pal licho, kiedy dopadnie to osoby trzydziestoletnie i starsze. Dramat zaczyna się, gdy zło złapie w swoje niecne sidła dwudziestolatków. Wówczas jest w stanie zrobić z nich zakochanych do porzygu srających fiołkami zombie.

Zaczyna się jak zwykle. Od karmienia się nawzajem Toffifee, zaplataniu warkoczy i wydłubywaniu kóz z nosa. Potem dwudziestoczterogodzinne spędzanie czasu, wspólne gotowanko, kolacyjki z rodzicami, weekendowe wycieczki nad jezioro i propozycja zamieszkania ze sobą (najlepiej w tym samym pokoju, najlepiej w jednym łóżku).

No i staje się. Młodzi świata poza sobą nie widzą, wchodzą w ten system na całego i koniec. Nie ma ich. Oni kontra reszta świata. Brzmi romantycznie jedynie w kontekście „Urodzonych morderców”. W rzeczywistości wygląda to bardzo smutno. Do tej pory szalonych, ekspresyjnych i spontanicznych dzieciaków zamienia w mentalnych staruchów, którym najbardziej zależy na dokładnie posprzątanym mieszkaniu i regularnych posiłkach.

Przykładny związek zabija w ludziach też potrzebę życia towarzyskiego. Osiadły tryb życia mobilizuje, a bardziej zmusza, do poważnych postanowień i życiowych kroków. Alkohol, imprezy, seks, narkotyki, rozrywka schodzą na dalszy plan, bo liczyć zaczyna się wyłącznie kariera. Dlatego jedyne rozmowy, jakie strony są w stanie między sobą przeprowadzić, to te w trakcie posiłków (koniecznie spożywanych w kuchni przy pełnej zastawie). Resztę dnia pochłania wytężona nauka. Nie liczy się rozwój duchowy, słuchanie muzyki, czytanie książek, doznawanie i poznawanie świata. Istotne są tylko cztery ściany i żarło.

Skłonności do popadania w tego typu relacje mają studenci kierunków tzw. w chuj wymagających (medycyna, prawo). Oni i tak nie mają życia. A czy będą zakuci w książki sami czy z kimś, nie robi im już żadnej różnicy.

W idei związku przykładnego najbardziej koszmarne jest dorosłe i odpowiedzialne życie, które zabija całą radość ludzkiej egzystencji. Wysysa jej esencję, wysusza cały nektar, wyjada różane nadzienie.

No i ta ułuda, o której już mówiłem. Bo mimo wszystko uczestnicy przykładnego związku są… szczęśliwi. Spełniają się jako przykładna kura domowa i przykładny pantofel. Mówią, że im dobrze, że nie brak im niczego. Paplają tak, bo nie wiedzą, że można inaczej. Prowadzą bezbolesne, ułożone i usłane sezonami „Lostów” nudne życie. Przy okazji stają się zamknięci na inne formy spędzania czasu, w pojedynkę albo w związku. Są upierdliwi dla otoczenia. Są nieznośni, a tym samym wręcz niemile widziani na bibach. Zresztą z takimi kochankami jest z rudym w pewnym dowcipie.

– Czego brak rudemu na zajebistej imprezie?
– Zaproszenia.

Brak im też duszy. To postaci z najgorszego koszmaru, jaki mógłbym sobie wyśnić.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑