River: Śluby są mało ważne, a obecność Biedronia czyni je jeszcze mniej istotnymi

Opublikowano Styczeń 18, 2015 | przez lucky bastard

biedron

Robert Biedroń, jako prezydent Słupska, udzielił młodej parze ślubu. Otóż, zanim napiszę że to kłamstwo – a nim jest – kilka uwag wciągających.

Kiedyś w domu zamienialiśmy literki w słowach, tak aby z niewinnych tekstów robiły się sprośne. No więc były „Krówki w mroku” (mrówki w kroku), „Kurzyl na urwisku” (użył na…), Stój Halina (chuj Stalina), Bój w hucie (no, jasne, chuj w bucie), i… – proroczo – „Domki w Słupsku” (czyli słomki w dupsku).

No więc pan prezydent tego pionierskiego miasta postanowił kontynuować „zaślubiny z morzem”, no i tym się zajmuje. Niby nic, ale powiedział po debiucie, iż młodej parze zazdrości. Bo chciałby… stanąć kiedyś po drugiej stronie.

Hej, Robercie, a jaki masz problem. Przystojniak, z gwarancją kilkuletniej pensji, a w Polsce parę milionów panienek do wzięcia (ja już nie dam rady), kilka milionów rozwódek – żadna sztuka stanąć po drugiej stronie, byle debilowi się udaje.

Ale, ale, ty byś, prezydencie, chciał z chłopakiem, tak zrozumiałem, a prawo nie pozwala.

No to pytanie jako wyborcy – chciałbyś być mamusią czy tatusiem?

To ważne, bo mamusia zadba o piaskownice, a tatuś o stadion itp.

Jest taki dowcip. Trafia facet do pierdla i po wejściu pod celę jakiś kark wstaje i ogłasza:

– Bawimy się tutaj w mamusię i tatusia. Kim wolisz być?

– Tatusiem! – dumnie krzyczy osadzony.

– W porządku. To zrób mamusi loda!

Ha, moja redaktorka jak zwykle będzie kląć, ale tak życie wygląda, czyli przedziwnie. Prze-dziw-nie.

No więc teraz o kłamstwie, ale raczej o niewiedzy prezydenta. Otóż urzędnik nie daje żadnego ślubu. I ksiądz też go nie udziela.

Wedle nauk teologii – ślubu udzielają sobie wyłącznie (wyłącznie) małżonkowie. Ksiądz czy urzędnik są jedynie po to, by fakt ten zarejestrować. Nie zyskują jakiejś nadzwyczajnej mocy. Są raczej jak karły z „Misia”, tańczące przy okazji wręczania paszportu „na poduszkach”.

Żeby nie było tak, iż śmieję się z innych – mój ślub też był przezabawny. Mianowicie tuż przed, w Ziemi Świętej, rzekomo pobiłem piłkarza Atletico Madryt, dziś posła, a wtedy bliskiego kolegę mojego księdza (zostałem zaatakowany zapewne słusznie, bo pisywałem wtedy o „kochających inaczej”). No i ksiądz, przemiły, postanowił mnie ukarać.

Wyobraźcie sobie, kościół pełen wiernych, w większości wieśniaków od panny młodej, a tu ksiądz, z ołtarza, pokazuje mi żółtą kartkę!!!

Ale mówi, po przepięknym kazaniu, iż święty Paolo też najpierw był grzesznikiem, ale zobaczył perłę Margeritę, schylił się po nią, po czym spadł pijany i walnął się w łeb tak mocno, że wszystko mu się naprawiło.

„No więc pokazuję ci, Paolo, tę żółtą kartkę jako ostrzeżenie. A jeśli twoja Margerita będzie niegrzeczna, masz prawo pokazać tę kartkę jej!”.

No, żal że nie dał mi – dla niej – od razu czerwonej.

No a wieśniacy w kościele w szoku, bo takiego cyrku nie widzieli w żadnej wiosce. Ale to Warszawa przecież.

Z takich dziwnych ślubów – kolega rozwiódł się z koleżanką, bo zakochał się w pogodynce z TV. I ona koniecznie chciała mieć ślub, ale z welonem. No to dawaj do Sądu Kościelnego, o takiż rozwód. Ale był zawsze w kodeksie prawa kanonicznego zapis, iż podstawą rozwodu (bo ślub jest do śmierci, tak nas uczą na religii) może być jedynie „non consumatum” – nie dmuchali się, nie mają dzieci… Małżeństwo bez sensu.

Zapłacił 25 tysięcy, i księża znaleźli pretekst – mianowicie dopisano do kpk(anonicznego) punkt, iż małżeństwo można rozwiązać w każdej chwili, jeżeli jeden z małżonków był… niedorozwinięty umysłowo.

Ha ha. Ale ten facet był ministrem w kancelarii prezydenta i to nie Słupska, ale Polski!

A potem przeszedł do prywatnej firmy handlującej bronią na Bliski Wschód. Niedorozwinięty umysłowo???

No więc śluby, cywilne czy kościelne, to jedna wielka fikcja, przeżytek, krótkotrwałość, i niepotrzebnie Robert Biedroń tak się trudzi. No i niech nie chce tak stawać z drugiej strony. A nuż mąż (żona) go zdradzi?

Kolejny hardcore – dwóch gejów zgłodniało, jeden idzie po bułki. Wraca, a cała ściana zapaskudzona… spermą.

– Zdradzałeś mnie, zdradzałeś! – wrzeszczy.

– Nieeee! Ja tylko bąka puściłem!

Zatem, śluby takie czy owakie, dajemy sami sobie, a potem brniemy wprost w kłopoty, z powodu ludzkich ułomności.

I wszystko jedno, czy kobiety, faceci, tak czy siak, tatuś czy mamusia – Paolo River chce wam podpowiedzieć: nein, danke!

No, chyba że chcecie mieć domki w Słupsku. Wtedy taki ślub to musi być ekscytujące przeżycie.

PS. Ale byście nie myśleli, że księża są źli, a bez ślubu płodzi się dzieci niczym Korwin – moja historia. Przed ślubem muszę się wyspowiadać. No to siadamy z kumplem księdzem, on przepasuje jakimś fioletowym szalikiem, przed nami zgrzewka Żywca, u niego w mieszkaniu żebym nie musiał klęczeć przed konfesjonałem. I on pyta:

– Masz Paolo jakieś grzechy? Ale mów o tych poważnych…

Ja: – Tak, mam jeden. Nie ożeniłem się z matką mojego syna. Nie wziąłem z nią ślubu…

On: – A chciałeś tego syna?

Ja: – Bardzo!

On, ksiądz: – To w takim razie nie jest grzech! Bo ty życie dałeś!

Podsumowując, śluby są mało ważne, a obecność Biedronia czyni je jeszcze bardziej niegodnymi większej uwagi.

PAOLO RIVER

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑