River wyjaśnia, dlaczego nie warto używać gumek i viagry

Opublikowano Październik 31, 2014 | przez ZP

preview

Przygód moich ciąg dalszy. Ano byłem na zjeździe… ginekologów! Dziwne, nie? Zaprosił mnie kumpel na kolację, żeby dobrze przygotować się i podbudować przed meczem z Niemcami. No i wjeżdżam windą w hotelu, żeby go zgarnąć z pokoju w miasto, a tu w windzie tejże dwie ładne laski. W rękach torebki z napisem: „Krajowy Zjazd Ginekologów”.

Zapytałem, nie tracąc czasu, o numer ich pokoju. „Jesteśmy bezpłodne” – odpowiedziała z szerokim uśmiechem jedna, na co odpowiedź mogła być tylko jedna: „To doskonale, bo my z kolegą też nie planujemy dzieci. Zatem zapraszamy!”.

Oczywiście przyjęte, miła konsumpcja, knajpa, dwie następne się odnajdują (to dla kolegi, który nie wierzy że kobiety wieczorami nudzą się w dużych miastach i są skłonne nawet do hippiki czy testowania produktów spożywczych, wysokobiałkowych, jeśli ktoś zapłaci za nie rachunek). No i tak gadamy o… cipologii, bo tak oni i one zwą swój fach. Cipologia.

Jest dowcip, jak ginekolog ma dyżur w szpitalu, 12 godzin. Kończy, ale szef go wzywa i mówi: „Nie ma zmiennika, pociągnij jeszcze jedną zmianę, proszę”. No to znów 12, już doba zaglądania w cipki, a szef: „Zrób jeszcze jedną, nie ma nikogo, błagam…”.

No to 36 godzin non stop, skonany lekarz wychodzi z dyżuru, a przed szpitalem zaczepia go kobieta:

„Dobry pan, daj pincet, cipku pokaże”.

Uff. Może się znudzić, kumpel, cztery gabinety na Mazurach, mówi, że bywa gorzej. Że na dyżurze musi ze trzy dmuchnąć. „Tak się te baby chcą pierdolić!”

Ale to wiemy, a czego od ginekologów nie wiemy? Bo przecież nie chodzimy. Otóż przestrzegają przed viagrą. Bo… stawia na nogi, ale ponoć uzależnia. Skorzystasz, pałka jak dąb, godzinami, panna przeorana jak nigdy nawet nie zrobi tego narzeczony. Ale potem bez viagry już nigdy fajnie nie podmuchasz, przede wszystkim cholernie droga, nawet kilka stówek za kilka tabletek, szkoda, a bez tego spadający liść. No, ale ginekolodzy wiedzą swoje – kumpel radzi coś na „s” (podam nazwę jak ta firma zapłaci za reklamę) i tłumaczy: „Nie uzależnia, a kosztuje tylko 60 złotych za 10 tabletek. To masz bzykanie za 6 złotych! Malina!”.

No a druga jego cenna rada (poza podniesieniem kolejnej szklaneczki i upijaniem niewiast i omawianiem taktyki na mecz) – żeby broń Boże nie dmuchać w gumie!

Bo, jak mówi, mnóstwo ludzi, to i wy też, jest wrażliwych na lateks (odwołam, jak zapłacicie za reklamę, że tak nie jest). Otóż guma to nie jest coś naturalnego dla ciała i tak jak można odparzyć nogi w kaloszach, gdy za ciepło, no to identyczne zjawisko z ruchami penisa. Tarcie wyzwala temperaturę. I stąd – kolegę cytuję – mam od cholery pacjentek z bolącą pochwą! No, ale one boją się chorób i dzieci. Dlatego maja inne choroby, gorsze, bo dzieci przecież kochamy wszystkie (i szelmowsko się uśmiecha, wiemy o co biega).

Taa, kondony (właściwie kondomy, od nazwiska Stwórcy), wymyślono by walczyć z choróbskami, zwłaszcza śmiertelną kiłą (Hitler ją miał, i Stalin, widać zatem ze rzucała się na mózg przede wszystkim, ale wypadały też włosy i odpadały nosy). Kiła to choróbsko pochodzące od zwierząt, mianowicie hiszpańscy konkwistadorzy dmuchali z braku laku mulice (małe były, do klaczki nikt by nie dosięgnął przecież, choć caryca Katarzyna ponoć sięgała ogierów). No i te choroby przyciągnęli, zwierzęce, do Europy – a nazwano to chorobą hiszpańską. We Francji. Bo w Niemczech, nazwano ją francuską. Ha, a w Rosji… Polską! No i stąd potrzeba kondonów narodziła się sama, tylko najpierw trzeba było zaczekać na odkrycie Ameryki, potem drzew kauczukowych, a następnie na utwardzanie ciekłej przecież  gumy. Chyba siarkę się dodaje, albo inne guano, żeby kalosze się nie roztapiały, no, ale od tych dodatków swędzi i on, i ona…

I do lekarza, a cipolog kasuje!

Z kondonami mam ostatnio dziwne spostrzeżenia. Warto mieć, przyjaciółka stewardessa, która prawdopodobnie poznała pilotów wielu linii lotniczych, nieźle fruwa, zawsze zastrzega, że chłopaka zdradzi, ale muszę mieć gumę. Bo AIDS itp.

No raz się bzykamy, ona pyta:

– Na pewno założyłeś gumeczkę?

– No tak.

– Na pewno?

– Jasne!

– To pokaż, nie wierzę ci!

Wyjmuję sprzęt i… no kurwa, nie ma! Mówię, że pewnie się zsunęła. Ale ona, niezmordowana, gada – musze znaleźć. I kotłuje łóżko, pościel, pokój, wreszcie mega obrażona wkłada gacie i ucieka. I straszy, ze jak nie zrobię badań na AIDS, to popamiętam!

No, ma prawo się lękać, cieszę się zasłużenie złą opinią. Ale… następnego dnia telefon:

„Paolo, ja cię bardzo przepraszam! Bo ta gumeczka się znalazła. We mnie została, jak wyjmowałeś. I dziś wyszła! Hurra! Kiedy się widzimy?”.

Hm, pewnie wielu z was śmieje się, że spadł, bo mam małego. Otóż produkcja kondonów wskazuje, ze jesteśmy tacy sami, tylko cipki mają różne rozmiary, od wiadra po orzeszki. Ale pośmiać się można.

Czy wiecie, że każdy kondon ma numer seryjny?

Nie słyszeliście? Bo nie rozwijacie do końca!

Ha, są teraz gumy i smakowe i zapachowe, ale lateks zostaje lateksem i odradzam, poza tym Kościół jest przeciw. Ale kobietom ustępuję, ostatnio koleżanka niby mądra poprosiła, bym przyszedł na spotkanie z prezerwatywą. Ale żeby… była czarna! Bo jak robi loda to się jej robi fajniej.

Już naprawdę świat powariował. Kolo, który akurat ma białą fujarę lubi grzebać w czarnej dziurze. I opowiada: wiesz, piszesz tam czasem śmiesznostki… No to wchodzę do klubu i na wejściu dostaję kondona. Dupek sporo, jedna do mnie dobija na parkiecie i po paru minutach pyta:

– Dostałeś na wejściu gumę?

– Taa…

– Fajnie, będziemy mieli na dwa razy!

Tak się bawi w październiku studencka młodzież, póki kasa od rodziców się nie skończy.

Ale te zbrojenia w gumy nic nowego, człowiek to odwieczny wynalazca. Choćby pasy cnoty. Jak rycerz ruszał na wojnę krzyżową w obronie Ziemi Świętej, zostawić musiał ukochaną, czasem na lat kilka. To żeby jej jakiś giermek nie szturchał, zakuwano ja w metalową obręcz na pipkę właśnie.

No i jak się domyślacie – spowodowało to dobieranie się od strony zachrystii lub do buzi.

Oj, wkrótce scharakteryzuję wam Brantome’a, czyli nieco prahistorii. Przekonacie się skąd wzięło się nas aż siedem miliardów sztuk.

PAOLO RIVER

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑