Robin Hooding, czyli sprytne ratowanie tyłka kierowcom

Opublikowano Wrzesień 23, 2014 | przez Gofrey

ce889e2d2ffa325665c024d622ebbb70

Kto z nas nie wkurza się na parkingowych czyhających na hajs z naszych portfeli? Kto z nas nie czuje zimnej złości, gdy wysiadając „na sekundę” do sklepu musi opłacić państwowy haracz za godzinę parkowania? Okej, okej, zdrowiej jest na rowerze, ekologiczniej autobusem, najprzyjemniej z buta, ale nie da się ukryć, że w niektórych miastach pęd do ograniczenia ruchu samochodów nieco wypaczył pierwotny cel, jakim było podniesienie jakości życia w centrach tychże miejscowości.

Dlatego też z dużą uwagą i szerokim bananem na ryju obejrzeliśmy film z akcji nazwanej przez amerykańskich działaczy wolnościowych „robin hoodingiem”. Robin Hood? Bardziej nadaje się na sztandary lewicy, tej dbającej o równość i sprawiedliwość, która chciałaby zabierać bogatym i rozdawać biednym. Jak wolnościowi działacze mogli „ukraść” tego słynnego szlachetnego banitę?

Ano poprzez delikatnego przetasowanie pojęć „bogatych” i „biednych”. Oto krakowska edycja:

 

O co tu chodzi? W geście protestu wobec coraz bardziej losowo generowanych stref płatnego parkowania, młodzi aktywiści postanawiają… opłacać miejsca parkingowe dla aut, do których „przymierzają” się parkingowi oraz strażnicy miejscy. Kilka zamiast kilkudziesięciu złotych, mniejszy wpływ do budżetu miasta, więcej kapitału w „prywatnych” rękach gapowicza, który zapomniał o parkomacie. Teoretycznie banalne, ale jednak – do tej pory nikomu nie chciało się poświęcić własnego wolnego czasu i kilkunastu złotych, by przeprowadzić podobną „misję”.

Zalet raczej nie trzeba przedstawiać – uśmiech na twarzach „uratowanych”, odzyskana wiara w bezinteresowność, a przede wszystkim – całość legalna jak gra w Eurobiznes. Wady? Bez żartów. Kto lubi dostawać mandaty, albo chociaż oglądać, jak dostają je inni. Można trochę ponarzekać, że wszystko wygląda dość naiwnie i trąci złośliwością gimnazjalisty, jednak plusy w tym wypadku przeważają.

Chłopaki, którzy rozkręcili tę akcję w Krakowie chcieliby – jak sami przekonują w filmiku – zainspirować ludzi w innych miastach. Choćby z tego względu – udostępniamy. Nigdy nie wiadomo, kiedy „niewidzialna ręka” (rynku?) uratuje cię od mandatu.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑