Rolnik nie znalazł żony, bo został przeklęty. TVP bije rekordy głupoty

Opublikowano Listopad 24, 2014 | przez lucky bastard

maxresdefault

„Rolnik szuka żony” – już sama nazwa najnowszej produkcji TVP wydała nam się mocno absurdalna. Dlaczego rolnik? Dlaczego postanowił poszukać żony akurat w telewizji i dlaczego miałoby to nas zainteresować? Program osiągnął jednak spory sukces, a nawet okazał się hitem antenowym. Już rozpoczęto przygotowania do kolejnej edycji, a wczoraj wyemitowano ostatni odcinek pierwszej serii. Nie mieliśmy więc wyjścia i – nie chcąc pozostawać w tyle – rzutem na taśmę dołączyliśmy do wielomilionowej widowni.

No i zaskoczenie. Zaprezentowano nam ludzi budzących sympatię, bez żadnych ubarwień czy cukierkowych historii. Co ważne, większość bohaterów prowadziła inteligentne rozmowy i posługiwała się rozsądnymi argumentami. Czyli program jak znalazł dla emerytów i gospodyń domowych – przynajmniej dodatkowo nie ogłupia. Kiedy zdążyliśmy już w duchu przyklasnąć producentom, na ekranie pojawili się Ewa i Grzegorz.

Dlaczego im nie wyszło? Początkowo Grzegorz tłumaczył się dosyć rozsądnie – bał się nadmiernego zaangażowania ze strony partnerki. Ich drogi rozeszły się jednak całkowicie, a para zaniechała nawet kontaktu telefonicznego. Ciągnięty za język rolnik w końcu wykrztusił z siebie wytłumaczenie.

Okazało się, że Grzegorzowi przytrafiła się seria nieszczęśliwych wypadków. Kiedy zapakował wóz pszenicą, urwało mu się koło. Następnie w kluczowym momencie popsuły mu się nowe maszyny, i to dwie naraz. Kiedy myślał, że najgorsze już za nim, wygiął mu się dyszel. Przyczyna zaistniałej sytuacji mogła być tylko jedna. Ewa.

Według Grzegorza kobieta po prostu go przeklęła, więc ten zaniechał jakichkolwiek dalszych spotkań. Nie mógł przecież dłużej obcować z osobą, przez którą nie udały się żniwa. Miliony telewidzów, często trzymający kciuki za poszczególne pary, dostały więc niepodważalnym argumentem po gębie.

Klątwa.

Całą scenkę oglądaliśmy w osłupieniu. Liczyliśmy, że to jakiś żart, że po chwili puszczą w tle sitcomowy śmiech lub zza ukrytych drzwi wyjdzie Tadeusz Drozda. Niestety, jedyny dowcip, jaki nam zaserwowano, to dowcip z nas samych. Milionom Polaków przedstawiono opowieść o ludziach, którym na drodze do szczęścia stanęło pomówienie o klątwę. I nieważne, czy pokazano nam prawdziwą historię, czy wyreżyserowany scenariusz. Sami nie wiemy co byłoby gorsze.

Przed nami druga edycja i kolejne perypetie. Czy tym razem na drodze zakochanych stanie duch prababki? A może związek rolnika rozwali się przez śnieżnobiałego jednorożca? Oglądajcie TVP, odpowiedź już wkrótce.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑