Rzeczy, które wkurzają przy okazji mistrzostw świata w siatkówce

Opublikowano Wrzesień 19, 2014 | przez lucky bastard

z7388462X,Lodzka-Atlas-Arena-jest-wysmienitym-nosnikiem-reklamy

Siatkarski mundial wchodzi w decydującą fazę, a ja – choć miałem sporo obaw przed imprezą – nie potrafię ukryć zadowolenia, że nam się udało. Nie będę udawał, że jako pilny obserwator rozgrywek piłkarskich, miałem to gdzieś. Może nie skaczę z radości pod sufit, ale cieszę się, że odnieśliśmy sukces sportowy i organizacyjnie podołaliśmy na tyle, że nie będą nas wytykać na świecie palcami. Fajna, naprawdę fajna impreza nam się udała.

Niemniej nie o tym chciałem pisać, bo to oczywiste. Nie da się ukryć, że obok rzeczy, z których się cieszę, jest również kilka takich, które sprawiają mi mniejszą radość, a jeszcze więcej tych, przez które mam już tego mundialu dosyć. Posiedziałem chwilę i spisałem swoją listę szlochów, przez które nie mogę nazwać mistrzostw świata imprezą idealną. Kolejność przypadkowa.

„Eksperci” i suche żarty Polaków

Wchodząc wczoraj po meczu na Facebooka przeżyłem niemały szok. Moi znajomi przeszli samych siebie składając gratulacje Polakom. Generalnie nic w tym złego, wolę oglądać takie posty niż setną samojebkę w tej samej pozie przed lustrem albo chwalenie się obiadem, jednak dwóch zjawisk zdzierżyć nie mogę. Po pierwsze, eksperckie sądy kolesi, którzy ostatni mecz siatkarski widzieli dwa lata temu, bo akurat gdy byli na piwie ze znajomymi w barze, leciały transmisje z igrzysk. Jeszcze miesiąc temu jedyny Wrona jakiego znali, to był ten pilot, który brawurowo wylądował bez wysuniętego podwozia, a dziś mówią, że od lat w Andrzeja wierzyli i kwestią czasu było aż się przebije. Sam nie jestem siatkarskim specem – wszystko mi jedno czy piłki przyjmuje akurat Mateusz Mika, czy może Marcin Wika – ale przynajmniej nie próbuję na siłę zabłysnąć. Głównie z szacunku dla tych, którzy naprawdę za siatkarzami przemierzyli kawał świata i mogą tytułować się ekspertami.

Po drugie, żarty. Cały czas te same. Powtarzane do znudzenia. Czasami od lat, a czasami od początku mundialu. Nie da się ukryć, że w temacie szyderki kibice siatkarscy są lata świetlne w tyle za tymi piłkarskimi. Pewnie wynika to z tego, że ci drudzy zdecydowanie częściej mają ku temu okazje, ale mimo wszystko – miłośnicy odbijanej piłki mogliby się trochę bardziej wysilić. Kreatywność bliska zeru. Serio, jeśli jeszcze kilka razy zobaczę obłędnie śmieszną wariację na temat zakręcania kurka Rosjanom, albo 1374. wpis nazywający Solorza najlepszym blokującym mistrzostw, to chyba zwymiotuję.

Krótka pamięć kibica

Wiecie już, że nie jestem specjalistą siatkarskim, nie potrafię rzetelnie ocenić, czy środkowy zagrał dobrze czy nie, co nie zmienia faktu, że trochę się orientuję w tych realiach. Jeśli się mylę, to prostujcie mnie głośno i brutalnie, ale czy facet, który jest teraz noszony na rękach, czyli Mariusz Wlazły, to nie ten sam gość, który przez lata notorycznie odmawiał powołania do kadry, a siódme poty wylewał tylko w klubie, który mu płaci? Jeśli dobrze pamiętam, to umizgi w kierunku Wlazłego były robione regularnie i na taką skalę, że łaszczenie się Nawałki względem Polańskiego można nazwać niewinnym wybrykiem. A pan Mariusz wykręcał się bodajże zmęczeniem i strachem przed kontuzją. Nie chcę używać wzniosłych haseł, ale zawsze myślałem, że gra w reprezentacji, słuchanie hymnu, to największy honor i zaszczyt, a jeśli ktoś regularnie się na to wypina, to nie jest tego godzien.

Trochę mnie dziwi, jak krótka jest w tym przypadku droga od dezertera do bohatera

Całkowicie bezsensowne spory…

…głównie na dwóch płaszczyznach: sportowej i kibicowskiej. „Siatkarze są lepsi od piłkarzy! Kopacze, patrzcie i uczcie.” Albo w drugą stronę: „Janusze do bigosu”. Kurwa, przecież to piaskownica, a w niej z pozoru poważni ludzie. Nie wiem zbytnio, jaki sens ma porównywanie do siebie dwóch dyscyplin sportu o kompletnej różnej specyfice i dwóch diametralnie innych stylów kibicowania. Oświećcie mnie, błagam. Jeszcze miesiąc temu, czytałem, że piłkarz powinien brać przykład z lekkoatlety, wcześniej ze szczypiornisty itd.

Wszelkie dyskusje w tym temacie uważam za absolutnie sztuczne. A największym plastikiem jedzie ta oparta na przestarzałym stereotypie: leniwy/głupi i przepłacany piłkarz vs. pracowity/szlachetny, niedoceniany siatkarz. Czy wy naprawdę myślicie, że oni się tak diametralnie od siebie różnią? Piłkarz po treningu jedzie do galerii handlowej, by kupić nową koszulę na wieczorną imprezę, a siatkarz odwiedza chore dzieci w szpitalach, a wieczorem serial z rodziną, paciorek i łóżko przed 23, bo następnego dnia trening? Pierwszych mieszacie z błotem, a drugich idealizujecie. W obu przypadkach to gruba przesada.

A pieniądze? Według danych „Superaka” – przykładowy – Paweł Zagumny, grając w Polsce potrafi wyciągnąć prawie dużą bańkę rocznie. A nie jest wcale rekordzistą. Niewielu piłkarzy ligowych może liczyć na taką kasę. Wszystko się wyrównuje, zresztą zaglądanie ludziom w portfele (co niestety zrobić musiałem) jest bardzo słabe.

Polsat vs. reszta świata

Na początku irytowała mnie tylko i wyłącznie jedna sprawa, związana z zakodowaniem mundialu. To, że dostępu do niego nie będą mieli stali abonenci Cyfrowego Polsatu, bo o takim rozwiązaniu się głośno mówiło. To byłaby kompletna kompromitacja, niektórzy przecież kupują te dekodery tylko po to, by mieć dostęp do siatkówki, zarówno ligowej, jak i reprezentacyjnej. Do tego jednak nie doszło, tak więc luz. Polsat jest prywatną firmą, mamy wolny rynek, miał więc prawo, by kodować. Zresztą umówmy się, nie oczekiwał od ludzi jakichś cen z kosmosu. Kto bardzo chciał, znalazł sposób, by te mistrzostwa obejrzeć.

Jednak zwalanie winy na wszystkich dookoła jest po prostu śmieszne. A to wina Tuska, a to TVP pokpiło sprawę, gdzieś w to wszystko miesza się Jurek Owsiak. Cuda na kiju. Winni wszyscy, tylko nie my. W zasadzie im Polsat bardziej kombinuje, jak tu wyjść z twarzą z całego zamieszania, tym bardziej ją traci. Szanowani dziennikarze sportowi, chcąc być lojalni wobec własnej stacji, biorą rozwód ze zdrowym rozsądkiem na Twitterze. Jeśli ktoś przekona mnie, że próba odsprzedaży praw do wielkiej imprezy na sześć tygodni przed jej startem (jak w takim czasie zbudować bazę sponsorską, przygotować całe zaplecze dziennikarskie, zmienić ramówkę?), była czymś więc niż tylko zabiegiem marketingowym, to stawiam alkohol z wyższej półki.

Koniunkturalizm polityczny

Chodzi o wprowadzenie regulacji zakazujących transmitowanie meczów reprezentacji w kanałach zamkniętych. Politycy wycierają sobie gębę wzniosłym hasłem, jakim jest dobro narodowe, tylko po to, by zyskać poparcie u zdenerwowanych Polaków. Obrzydlistwo. Niby powinienem być już przyzwyczajony, ale jednak za każdym razem mnie to wnerwia. Czasami zdarza mi się śledzić posiedzenia sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Uwierzcie mi, kabaret. Kiedy Zbigniew Bródka zdobył złoty medal olimpijski, jeden z posłów zaproponował, by „zawody w łyżworolkach”, pokazywane były w najlepszym czasie antenowym w publicznej telewizji. Niech to posłuży za komentarz. Czysty populizm.

* To tyle. Tak jak napisałem: bardzo cieszę się z tego, że Polacy zagrają w półfinale i nasz kraj jako tako podołał organizacyjnie. Listy nie zamykam, jeśli was również coś wkurza, to zachęcam do jej przedłużenia. Tylko proszę, jest weekend, przeżyjemy chyba bez niepotrzebnej napinki.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑