Rzygam taką oryginalnością i głębią osobowości…

Opublikowano Październik 29, 2014 | przez lucky bastard

witkowski1

W show businessie i na tak zwanych salonach trzeba być oryginalnym. Na scenie albo przed kamerą dobrze mieć coś do powiedzenia, na ściankach – koniecznie coś do pokazania. „Dasz sobie radę! Dasz radę, bo jesteś inny, urzeka mnie twoja osobowość” – w każdy talent show powtarzają te słodkie historie o osobowości. I w sumie chętnie bym się zgodził, bo grunt to być przecież „jakimś”. Jeśli jesteś „jakiś” to reszta kiedyś przyjdzie. Rzecz w tym, że jak czasem prześledzę (na Pudelku, a nie na salonach – takie życie) tę oryginalność, to zbiera mi się na wymioty.

Przykładów można by podawać bez liku, ale jeden w ostatnich miesiącach bije mi po oczach niebywale. Michał Witkowski. Nie ma sensu ściemniać – do niedawna za bardzo nie kojarzyłem człowieka. Potem trafiało gdzieś tam do mnie, jak opowiada bajki, że dostaje po 500 tysięcy zaliczki za książki, które publikuje (w Polsce? aha, jasne!), słyszałem, że jest takiej a nie innej orientacji, że we „Wprost” pisze felietony – kilka nawet przeczytałem i zdarzały się niezłe. Słyszałem też wreszcie, że nagle ochrzcił się szafiarką – nie wiedzieć czemu blogerką, nie blogerem – że nagle zajął się tematyką mody i przybiera dziwne kobiece przydomki. No, ma ów Witkowski niewątpliwie osobowość, to mu trzeba oddać.

Ale tak do końca nie wiem o co chodzi. Facet umie pisać. W minionych latach trzykrotnie nominowano go do „Paszportu Polityki”, tyle samo do Nagrody Literackiej Nike. Kiedyś, jak prześledzić jakieś archiwalne wypowiedzi, wystąpienia, udawało mu się być NORMALNYM. I teraz są dwa wyjścia, nie wiem które gorsze. Albo facet zgłupiał, po prostu w którymś momencie zabrakło piątej klepki, albo normalność przestała się opłacać, bo internet i tak zwane mainstreamowe media nachalnie promują dzisiaj inność. Druga opcja to oczywiście prawda, nie trzeba tego specjalnie długo badać…

Niech mi ktoś odpowie o co chodzi?

Jak to jest, że poważny, zdawałoby się, pisarz nagle staje się „blogerką modową”, pokazuje się publicznie umalowany jak kobieta, w dodatku przebrany jak pieprzony Super Mario z gry na nieśmiertelnego Pegasusa? W czerwony garniturek z odkrytą klatą i czapeczkę. Chwilę wcześniej, na innej imprezie, bo jest na nie przecież non stop zapraszany, występuje w jakimś aż trudnym do opisania kasku, z przytulanką w ręku oraz z torebką zrobioną z worka od kroplówki. I oni mu wcale nie pukają w czoło, nie zawijają w kaftan bezpieczeństwa, nie dzwonią po lekarzy. Mówią, że facet jest ekscentryczny, że jest oryginalny, za chwilę koniecznie uwypuklą, że jest artystą, a tacy mają swoje prawa. Nikt tylko nie zapyta czy on jest normalny? Osobiście, sorry, nie rozumiem i zupełnie nie kupuję tej specyficznej dzisiejszej normalności. Podobnie jak nie kupuję książek dziwolągów.

PS. W tym miejscu zdjęcie z wczoraj. W gruncie rzeczy to ono skłoniło mnie do tego leciutkiego hejtu.

witkowski2

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑