Rzyganie tęczą, czyli najbardziej irytujące zachowania zakochanych par

Opublikowano Styczeń 9, 2015 | przez MB

para2

Są związki, których można ludziom zazdrościć. Idealnie dobrane, zgrane, towarzyskie, otwarte na innych. Są też takie, które przez nadmiar cukru w cukrze i nadmierne afiszowanie się ze swoim uczuciem sprawiają, że miłość wydaje się czymś najgorszym na świecie.

To, co robią , gdy są sam na sam, nie jest istotne. W pewnych sytuacjach nawet Dwayne Johnson bywa koteczkiem albo pieseczkiem. Zachowania w przestrzeni publicznej to już jednak zupełnie inna sprawa. Niestety, wiele zakochanych duszyczek jest tak zapatrzonych w siebie, że świata poza sobą nie widzą. Za to świat je widzi i doznaje torsji.

Co irytuje? Na przykład namiętne i niekontrolowane lizanie sobie migdałków na kameralnym spotkaniu towarzyskim lub przy restauracyjnym stole. Choć uwielbiamy się całować i uważamy, że jest to jedna z najprzyjemniejszych czynności, to w pewnych sytuacjach to po prostu nietaktowne i niekoniecznie potrzebne. Paw na miejscu.

Tak samo jak skupianie całej uwagi wyłącznie na sobie w sytuacjach społecznych, takich jak na przykład domówka. Zupełna izolacja od towarzystwa jest bardzo źle postrzegana i na dłuższą metę irytująca. To właśnie związki typu „papużki nierozłączki” mogą najbardziej zniechęcić singli do parowania się z kimkolwiek. Szczególnie, że zakochani, będący w długoletnim związku (takie sytuacje naprawdę się jeszcze zdarzają), mają tendencję do wypominania samotnikom ich samotności, tego, że nie mają się z kim poprzytulać, że są tacy zimni i zamknięci, że tylko udają, że przypadkowy i niezobowiązujący seks to wszystko czego im potrzeba (nie, nie udają). Sranie w banie i pitolenie zapatrzonych w siebie oszołomów ze strzałami Amora w tyłkach.

Ten typ tak ma, że lubi afiszować się ze swoimi uczuciami i regularnie podkreślać wspaniałość swojego związku. Papla o wspólnych planach na przyszłość, o imionach przyszłych dzieci, bernardynie, którego sobie kupią i o ogródku, w którym wspólnie będą kopać. Są nie do zatrzymania, a przy tym bardzo mili i grzeczni, więc głupio im przerwać albo ryknąć prosto w twarz: „stul dziób, jedna z drugim”. Na takich ludzi często mówi się męczydupy.

koszulki love

Najgorsze są jednak słodziaki. To ci, którzy obrzucają się czułymi słówkami jak śnieżkami w grudniu, misiaczkują sobie i pysiują w miejscach publicznych, w restauracjach jedzą sobie z pyszczków i karmią wzajemnie robiąc samolociki z widelczyka i wyjadając z talerzyków niesmaczne składniki potrawy. Zdecydowanie nadużywają zdrobnień i są słodcy do porzygu. Ekstremalne słodziaki potrafią zakupić ten sam element garderoby, np. czapkę albo rękawiczki, i nosić go na znak swojej miłości i wierności. Najczęściej spotykanym tego typu gadżetem są koszulki. Pół biedy, kiedy są to t-shirty Iron Maiden, ale gdy na klatkach piersiowych pojawiają napisy takie jak „mam najsłodszego chłopaka” + strzałka w bok, „najlepsza dziewczyna ever” + strzałka w bok, albo wspólne zdjęcia z wakacji pod palmami, to aż chciałoby się powiedzieć za internetowym zagranicznym memem:

„There’s a special place in hell for people like you.”

Często zdarza się również, że w życiu wielu par przychodzi taki moment, w którym zaczynają mówić to samo w tym samym czasie lub kończyć za siebie zdania i przybijając sobie tzw. piątki porozumienia. Dłuższy czas spędzony w ich gronie najlepiej od razu ukrócić strzałem w łeb.

Choć miłość to piękna sprawa, łatwo z nią przedobrzyć. Osobom narażonym na częsty kontakt z zakochanymi parami rzygającymi tęczą serdecznie współczujemy. Takich znajomych ciężko ukrócić i przywrócić do normy. Im dalej w las, tym więcej drzew, jak to mówią. Jednostkom szczególnie podatnym na miłosne zaklęcia uczucie skutecznie wypiera mózgi. Trzeba na takich uważać.

zoey

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑