Są sytuacje, w których trzeba działać. Naucz się jak ratować ludzkie życie

Opublikowano Wrzesień 18, 2013 | przez Dżordż

bieganie

Trzy dni po wyczerpującym półmaratonie udałem się na lekką, godzinną przebieżkę. Myślałem, że najgorsze, co może mnie podczas niej spotkać, to bóle mięśni. Byłem w błędzie…

Akurat trenowałem koło Łazienek, na tej samej trasie, którą pokonywałem tysiące razy. Z naprzeciwka, jakieś sto metrów ode mnie, biegł chłopak w podobnym wieku. Nagle gość padł jak rażony piorunem. Ciało wykrzywiło się w nienaturalny sposób, dostał spazmów.

Zatrzymują się samochody. Jeden, drugi, trzeci. Wybiega kilka osób. Praktycznie NIKT nie wie co robić. Akurat przejeżdża policja. Wyskakują z auta i razem z jednym z cywilów układają ciało gościa w pozycji bocznej, dzwonią te po pogotowie.

Stoję z boku, obserwuję to wszystko w szoku i jestem na siebie wściekły. Za tę cholerną bezradność – być może ktoś właśnie kona na moich oczach, na pewno liczą się tu sekundy, a ja nie jestem w stanie choć MINIMALNIE pomóc. Straszne uczucie. Nikomu z was nie życzę znalezienia się w podobnej sytuacji.

Moja pierwsza myśl od razu po była taka: a gdybym spotkał tego człowieka na mniej ruchliwej trasie? Gdybyśmy byli 1×1 i padłby przede mną w sytuacji, w której nie ma w promieniu pół kilometra nikogo? Co wtedy? Ostatnio biegam bez telefonu, znudziło mi się słuchanie muzyki podczas joggingu, więc nawet nie miałbym jak poinformować służb medycznych o całej sytuacji. Tak naprawdę musiałbym pewnie patrzeć, jak ktoś dogorywa.

Nie zamierzam dalej być kimś, kto w takiej sytuacji tylko statystuje. Chcę potrafić uratować czyjeś życie, albo przynajmniej o nie powalczyć, jeżeli jeszcze kiedyś  spotka mnie coś podobnego. A to akurat jest możliwe, bo przecież aktywni fizycznie ludzie, tacy jak ja, przebywają w wielu miejscach, w których ktoś może dostać zawału/udaru/ataku padaczki – na imprezach, basenach, ścieżkach rowerowych, drogach, w restauracjach, kinach czy galeriach handlowych nie brakuje różnych tragicznych historii. Człowiek myśli sobie, że to wszystko jest daleko od niego, dopóki, zupełnie niespodziewanie, nie stanie się świadkiem takiej akcji, jak ta dzisiejsza.

Postanowiłem: tej jesieni idę na kurs pierwszej pomocy. Tym z was, którzy jeszcze go nie odbyli, a akurat czytają ten tekst, doradzam z całych sił ten sam ruch.

***

Feralny biegacz okazał się być chłopakiem mojej koleżanki. Przeżył, dzięki Bogu.

foto: www.bieganie.pl

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑