Samograj napisany przez życie plus Johnny Depp? Gwarancja przyzwoitości

Opublikowano Październik 27, 2015 | przez Gofrey

JohnnyDeppBlackMass

Wypadałoby zacząć od uczciwego przyznania, że gdyby cała historia była wyłącznie wymysłem scenarzystów – momentami byłaby zbyt sztampowa i jednocześnie zbyt odjechana. Bracia – nobliwy senator i okrutny gangster? Do tego gwiazda FBI, która wychowała się z oboma na jednym osiedlu? Osobliwy sojusz służb z mafią, będący w gruncie rzeczy dowodem niesłychanej lojalności wobec kolegów z dzieciństwa?

Brzmi zbyt nieprawdopodobnie, by scenarzysta mógł to sprzedawać widzom jako w miarę autentyczną historię. I – jak wiele zbyt nieprawdopodobnych historii – ta wydarzyła się naprawdę. James „Whitey” Bulger. William M. Bulger. Agent Specjalny John Connolly. Łatwo przypasować rolę do nazwisk. Ten pierwszy to „jeden z najbardziej brutalnych i wyrachowanych gangsterów”, drugi – polityk, który chce trzymać się z dala od interesów brata. Trzeci? Kumpel z podwórka, który drugiemu pomagał rozklejać wyborcze plakaty, a pierwszego wplątał w najbardziej zawiły sojusz w historii FBI.

Sojusz. Tytułowy „Pakt z diabłem”. To właśnie wokół niego kręci się cała historia, wokół tego jednego dylematu kręci się film. Jak można wyznaczyć granicę moralności? Jak daleko można się posunąć w walce z „tymi złymi”? Czy nawet do sojuszu z… kimś jeszcze gorszym? Ambitny kozaczek z FBI wymyśla genialny plan – gangster, kumpel z dzieciństwa, wystawi mu konkurencyjny gang w zamian za gwarancję nietykalności.

Dalej jest już czysta sztampa. Okazuje się, że układanie się z diabłem to nie jest najlepszy pomysł, a lider bostońskiego podziemia zaczyna wykorzystywać FBI, nie odwrotnie. Wszyscy pną się w górę, jednocześnie powtarzając wszystkie błędy Tony’ego Montany, czy innych bohaterów filmów o bezwzględnych szefach ulicznych gangów. Im jesteś wyżej, tym więcej możesz stracić. Im jesteś wyżej, tym mniej ludzi wokół ciebie. Wreszcie im jesteś wyżej, tym bardziej tracisz kontakt z tym, kim byłeś na dole.

I w sumie w tym momencie moglibyśmy ponarzekać, że trywialne, wtórne i ogółem powtarzalne, gdyby nie trzy sprawy. Pierwsza: złożoność historii całego Bulgera. Na początku filmu daje się poznać jako gość, który przy całym swoim okrucieństwie ma pewne enklawy, w których staje się przyjemnym człowiekiem. Dom matki, z którą pogrywa w remika. Mieszkanie, w którym czeka na niego ukochany syn. Osobiste dramaty niejako rzucają go w wir przestępstw, a widz zaczyna mimowolnie usprawiedliwiać okrucieństwo tym, co przydarzyło się Bulgerowi w życiu rodzinnym. A podobnych dylematów w ocenie jest dużo więcej. Agent FBI przedkładający lojalność ponad służbę dla biura? Ponad własną karierę, ponad… wszystko? Skorumpowany łotr czy raczej wierny ideałom z dzieciństwa twardziel? Wątek polityczny, ba, patriotyczny!

To z pewnością trzyma przed ekranem, ale są jeszcze pozostałe dwa gigantyczne atuty filmu. Johnny Depp. To, w jaki sposób pokazał Bulgera, to kawał dobrej roboty. Mimika, sposób przemawiania, nawet charakteryzacja, bo przecież grał postać sporą starszą i o wiele mniej urodziwą od siebie. Depp był przekonujący, autentyczny, w wielu momentach po prostu przerażający. No i wreszcie klimat. To właśnie dzięki niemu powtarzalna historyjka o wzlocie i upadku okrutnego gangstera staje się czymś świeżym. Sposób, w jaki został nagrany film – charakteryzacja, ściągnięcie wszystkich strojów i aut z „epoki”, muzyka, nawet te lekko karykaturalne wąsy rodem z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Wszystko jest tu starannie dopracowane tak, by istotnie przenosić widza w świat Bostonu sprzed czterdziestu lat.

Nie będzie może za ten film jakichś większych nagród, Johnny Depp nie będzie też go wspominał jako arcydzieła, które zmieniło jego aktorską drogę. Mamy jednak dobrze nakręcony, dobrze zagrany i przede wszystkim doskonale napisany przez samo życie film o tym, jak fatalne w skutkach może być igranie z ogniem.

Komentarze

Johnny Depp
Klimat lat '70 i '80
Zwroty akcji
Identyfikacja z dzielnicą

Podsumowanie: Sojusz. Tytułowy "Pakt z diabłem". To właśnie wokół niego kręci się cała historia, wokół tego jednego dylematu kręci się film. Jak można wyznaczyć granicę moralności? Jak daleko można się posunąć w walce z "tymi złymi"? Czy nawet do sojuszu z... kimś jeszcze gorszym?

4.3


Ocena użytkowników: 4.6 (2 głosów)

Tagi: , ,



Back to Top ↑