Seans „Love Actually” – już wkrótce nowa świąteczna tradycja Polaków?

Opublikowano Grudzień 28, 2014 | przez MB

Love-Actually 2

Grzech obżarstwa popełniony, głowy mocno skacowane, gardła zdarte na kolędach. Święta Bożego Narodzenia  anno Domini 2014 w Polsce przebiegły jak zwykle. Z jedną tylko różnicą. Wszyscy internauci oglądali „Love Actually”.

Film u nas znany jest jako „To właśnie miłość”. Przedstawia dziesięć miłosnych historii, które rozgrywają się w okresie przedświątecznym. W obsadzie produkcji gwiazd jest tyle samo co bombek na choince: Hugh Grant, Alan Rickman, Liam Neeson, Colin Firth, Emma Thompson, Bill Nighy, Keira Knightley, Martin Freeman, Chiwetel Ejiofor, Denise Richards, Norah Jones, a nawet Rowan Atkinson. „Love Actually” z roku 2003 od razu podbił serca widzów i przeszedł do kanonu komedii romantycznych. Poczucie humoru, bezpretensjonalność, wyczucie smaku i odejście od hollywoodzkiej sztampy sprawiły, że w filmie zakochały się miliony osób na całym świecie. Z dużym poślizgiem także Polacy. Największy wyraz sympatii do brytyjskiej produkcji przypadł na tegoroczne Święta.

love actually

Oczywiście czołowym filmem bożonarodzeniowym nadal pozostał „Kevin sam w domu”. Krajanie ponownie masowo zgromadzili się przed odbiornikami, żeby oglądać młodego Culkina, któremu biały kolor kojarzył się wówczas tylko ze śniegiem. Tymczasem internauci chcieli odmiany w polskiej telewizji. Wiedząc, że w 2014 roku nie doczekają się „To właśnie miłość” w głównym paśmie jednej z największych rodzimych stacji telewizyjnych (23 grudnia o 1.30 film wyemitował Universal Channel), rozpoczęli akcję „Oglądamy LOVE ACTUALLY przed Świetami!”.

Obejrzenie filmu 21 grudnia o godzinie 20.00 potwierdziło ponad trzydzieści jeden tysięcy użytkowników. Jak na facebookowe standardy, wynik jest imponujący. Link do wydarzenie był często udostępniany przez portale o tematyce rozrywkowej i filmowej. Internauci byli wniebowzięci i z radości skakali pod niebiosa.

Jednak jeszcze kilka lat temu, gdy film emitowały polskie stacje, jego oglądalność była taka sobie. Widzowie sami więc przyczynili się do tego, że w ten wyjątkowy czas TVP czy Polsat wolą stawiać nie tylko na „Kevina”, ale także na „Świąteczną Gorączkę” z Arnoldem Schwarzeneggerem, wytarte filmy animowane („Gdzie jest Nemo”) oraz na klasykę w stylu „Pretty Woman”. Teraz rodacy budzą się jednak z letargu i masowo nawołują do przywrócenia „Love Actually” najlepszego czasu antenowego. Robią to nie tylko za pośrednictwem akcji społecznościowych, ale również na forach internetowych, w komentarzach oraz w memach (autor tekstu od znajomych dostał kilka zaproszeń na domowe pokazy). Nie trzeba być czujnym obserwatorem, by gołym okiem zauważyć jak docierający do nas z kilkuletnim opóźnieniem fenomen filmu działa na polskich odbiorców.

Ciężko wytłumaczyć, skąd nagle taki boom. Film światło dzienne ujrzał już jedenaście lat temu, od początku było jasne, że jest dobry, a wytworzony w nim miłosno-świąteczny nastrój jest niepowtarzalny. Czemu więc dopiero teraz seans „Love Actually” staje się nową polską tradycją? Odbiorców najprawdopodobniej nareszcie zaczyna nużyć rutynowa świąteczna oferta telewizyjna polskich stacji i wolą sobie ją urozmaicać na własną rękę.

W przyszłym roku Kevin powinien czuć się zagrożony.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑